do ministra rolnictwa i rozwoju wsi
w sprawie rolników poszkodowanych przez błędy administracyjne oraz niespełnionych obietnic publicznych złożonych przez ministra rolnictwa i rozwoju wsi wobec rolnika a także całkowitego braku odpowiedzialności władzy za dane słowo
Zgłaszający: Jarosław Sachajko
Data wpływu: 27-07-2025
Szanowny Panie Ministrze,
zwracam się do Pana ministra rolnictwa i rozwoju wsi z najwyższym niepokojem i rozczarowaniem – w imieniu rolników, obywateli i wszystkich tych, którzy wierzyli, że słowo ministra rolnictwa i rozwoju wsi, wypowiedziane publicznie w imieniu Rzeczypospolitej, zobowiązuje.
Nie chodzi o sprawy drobne, nie chodzi o niuanse proceduralne. Chodzi o godność obywatela wobec państwa. O elementarną wiarygodność władzy publicznej. O daną obietnicę, która została złożona nie w kuluarach, nie w prywatnej rozmowie, lecz na oczach całej opinii publicznej. I która – jak wiele wskazuje – miała zostać porzucona pod cichym parasolem niepamięci, urzędniczej inercji i politycznego cynizmu.
Mowa o sprawie rolnika Sz. K., który – jak donosi portal Farmer.pl – padł ofiarą błędu urzędniczego, który doprowadził go na skraj utraty gospodarstwa. Sytuacja była tak dramatyczna, że trafiła do mediów rolniczych i ogólnopolskich, a następnie stała się tematem interwencji Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Osobiście zaangażował się w nią minister Czesław Siekierski.
Publiczna obietnica pomocy została złożona 20 maja 2024 roku. Minister rolnictwa i rozwoju wsi, po rozmowie z panem K., zapewnił o "pomocy państwa" i zadeklarował, że "zostanie powołany specjalny zespół". Mówił o sprawie jako o precedensie. Ministerialne deklaracje padły w blasku kamer, przed dziennikarzami, przy udziale świadków.
Minęły ponad 12 miesięcy. Efektów brak. Rozwiązania brak. Pieniędzy – tym bardziej.
Zamiast pomocy – zapomnienie.
Zamiast działań – milczenie.
Zamiast odpowiedzialności – urzędniczy ping-pong, odsyłanie dokumentów, szukanie winnych gdzie indziej.
Porażka roku – tak ocenił sprawę K. portal Farmer.pl w czerwcu 2025 r. To miażdżąca i kompromitująca ocena działań ministerstwa. Jak można było dopuścić do sytuacji, w której rolnik, pokrzywdzony przez państwowe instytucje, zostaje najpierw wykorzystany do PR-owej pokazówki, a następnie porzucony w samotnej walce z bezdusznym systemem?
Najbardziej bulwersujące jest ciągłe hołdowanie maksymie obecnej koalicji „cóż szkodzi obiecać”, w kampanii wyborczej złożono dziesiątki obietnic, a obecnie się ich nie realizuje, lecz opisywana sytuacja miała miejsce już wówczas, gdy politycy PSL byli u władzy, posiadali pełnię narzędzi i świadomość co mogą zrobić - złożyli publicznie deklarację pomocy i jej nie dotrzymali. Mamy do czynienia z absolutnym moralnym upadkiem urzędu, którego głównym zadaniem jest służba polskiej wsi. Nie uprawianie propagandy. Nie podbijanie słupków sondażowych. Nie uprawianie urzędniczego PR. Ale obrona gospodarstw rodzinnych przed ruiną, szczególnie gdy są one ofiarą państwowej pomyłki.
Sz. K. stracił zaufanie do państwa. Ale nie tylko on. Z tą sprawą identyfikują się setki, tysiące innych rolników, którzy z dnia na dzień mogą stać się ofiarą procedur, interpretacji, błędów, których skutki ponoszą wyłącznie oni sami – bo państwo nie uznaje się za stronę odpowiedzialną. Bo – jak się okazuje – można obiecać, a potem... zapomnieć.
Tymczasem słowo władzy publicznej ma rangę zobowiązania. Ma ciężar. Ma skutki. I nie może być dewaluowane pod cynicznym hasłem: „cóż szkodzi obiecać”.
Z całym przekonaniem stwierdzam: nie może być zgody na to, aby państwo było silne wobec słabych i bezradne wobec siebie. Jeśli urzędnicy mylą się kosztem obywatela – to państwo powinno stanąć po jego stronie. Jeśli minister składa obietnicę – to państwo powinno ją zrealizować. Inaczej tracimy coś więcej niż gospodarstwa – tracimy zaufanie obywateli. A bez niego nie ma wspólnoty.
Dlatego domagam się jasnej, publicznej odpowiedzi: