do ministra rolnictwa i rozwoju wsi
w sprawie katastrofalnej sytuacji bezdomnych zwierząt w Polsce oraz konieczności podjęcia natychmiastowych kroków legislacyjnych poprzez poparcie poselskiego projektu ustawy o zapobieganiu bezdomności psów i kotów (druk nr 836)
Zgłaszający: Jarosław Sachajko
Data wpływu: 17-03-2026
Szanowny Panie Ministrze,
zwracam się do Pana w poczuciu najwyższej wagi i moralnego obowiązku, niosąc głos tych, którzy każdego dnia na własnych barkach dźwigają ciężar systemowej niewydolności państwa – polskich wolontariuszy i opiekunów zwierząt. Informacje, które docierają do mojego biura poselskiego, w tym dramatyczne relacje z regionu zamojskiego, malują obraz rzeczywistości, która jest hańbą dla cywilizowanego kraju w XXI wieku.
To nie jest tylko kwestia statystyk. To krzyk rozpaczy płynący z polskich wsi, rowów melioracyjnych i lasów. To opowieść o patoschroniskach, w których zwierzęta cierpią za publiczne pieniądze, oraz o tysiącach ludzi dobrej woli, którzy – tak jak wolontariuszka z Zamościa, która zainspirowała to wystąpienie – nie mogą już znieść widoku niekończącego się pasma udręki.
Obraz polskiej bezradności i okrucieństwa
Codzienność wolontariuszy to walka z nawałem próśb i zbieranie owoców ludzkiego bestialstwa.
Mamy do czynienia z permanentnym, niekontrolowanym rozmnażaniem zwierząt, które skutkuje horrorem:
Legislacyjna fikcja kontra realne rozwiązania
Obecnie procedowane projekty, w tym tzw. projekt KROPiK, skupiający się wyłącznie na czipowaniu, są w ocenie społecznej i merytorycznej jedynie półśrodkiem, który nie uderza w przyczynę problemu. Czip nie zapobiega rozrodowi. Tylko powszechna, obowiązkowa kastracja i sterylizacja są w stanie zatrzymać tę spiralę śmierci.
Z najwyższym oburzeniem przyjmuję relacje wolontariuszy dotyczące wypowiedzi osób mieniących się specjalistami, które podczas prac Komisji Nadzwyczajnej do spraw ochrony zwierząt podważają zasadność kastracji. Takie opinie są drastycznym oderwaniem od rzeczywistości, w której wolontariusze muszą wybierać, któremu zwierzęciu pomóc, bo „miejsca nie ma”, a „pieniądze się skończyły”.
Nie sposób pominąć wstrząsającego aspektu ekonomicznego, który czyni obecną sytuację wręcz absurdalną. Polska od lat finansuje studnię bez dna. Wydajemy miliony złotych z podatków obywateli na tzw. wyłapywanie i utrzymywanie zwierząt w systemie, który nie działa, bo nie dotyka przyczyny problemu. To czyste marnotrawstwo publicznych pieniędzy na finansowanie cierpienia.
Z merytorycznych szacunków wynika, że kwota 200 000 000 zł – stanowiąca ułamek wydatków budżetowych – pozwoliłaby na sfinansowanie kastracji i sterylizacji nawet 660 000 psów i kotów. To ponad pół miliona istnień, które nie przyjdą na świat tylko po to, by zamarzać w jamach, umierać z głodu w lasach czy wegetować w patoschroniskach. Zainwestowanie tych środków w realną profilaktykę to nie tylko odruch serca, ale przede wszystkim twarda konieczność ekonomiczna pozwalająca przerwać spiralę bezdomności zwierząt w Polsce. Każda złotówka wydana na kastrację to oszczędność dziesiątek złotych, które dziś bezmyślnie spalamy w systemie, który zamiast rozwiązywać problem bezdomności, jedynie go konserwuje i napędza.
Polska nie może dłużej być krajem, w którym dusze ludzi dobrej woli „krzyczą wewnątrz”, bo system pozwala na takie okrucieństwo. Czas na odważne, merytoryczne i systemowe zmiany. Czas na poparcie druku nr 836.
W związku z powyższym proszę o odpowiedź na następujące pytania: