do ministra rolnictwa i rozwoju wsi
w sprawie opóźnionej reakcji na informację o brazylijskiej wołowinie z zakazaną substancją hormonalną oraz stanu gotowości państwa na ryzyka importowe związane z wejściem w życie umowy UE-Mercosur
Zgłaszający: Maciej Małecki
Data wpływu: 18-03-2026
Szanowny Panie Ministrze,
w ostatnich tygodniach opinią publiczną wstrząsnęły doniesienia o tym, że do obrotu na terenie Unii Europejskiej trafiło mięso wołowe importowane z Brazylii, skażone zakazanym hormonem – estradiolem 17ß. Komisja Europejska wykryła nieprawidłowości w partiach brazylijskiej wołowiny podczas przeprowadzanego audytu już pod koniec października 2025 r., a 11 listopada 2025 r. rozesłała państwom członkowskim (w tym Polsce) ostrzeżenie o wykryciu estradiolu w tym mięsie. Z dostępnych informacji wynika, że cztery skażone przesyłki wołowiny (o łącznej masie ok. 62,7 tys. kg) zostały wprowadzone do obrotu przez europejskich importerów – znacząca część tego mięsa trafiła do sprzedaży w różnych krajach UE, zanim zagrożenie zostało zidentyfikowane.
Do 21 stycznia 2026 r. przypadki dystrybucji wołowiny z niedozwolonym hormonem potwierdzono w kilku państwach Unii (m.in. w Czechach, Niemczech i Włoszech). Substancja wykryta w mięsie – estradiol 17ß – jest w UE uznawana za silnie rakotwórczą i od dekad znajduje się na liście środków absolutnie zakazanych w produkcji żywności.
Największe oburzenie budzi jednak opóźniona reakcja polskich władz sanitarnych i weterynaryjnych na powyższe doniesienia. Jak podały media, polskie służby zostały poinformowane o zagrożeniu już w listopadzie 2025 r., jednak decyzję o przeprowadzeniu pilnych kontroli podjęto dopiero pod koniec lutego 2026 r. Choć inspekcje zapewniają, że skażone partie mięsa nie trafiły na polski rynek, jednak zwłoka w podjęciu działań i brak wcześniejszego poinformowania konsumentów o ryzyku budzą uzasadnione zastrzeżenia co do nadzoru państwowego nad bezpieczeństwem żywności. Taka opieszałość mogła potencjalnie narazić zdrowie obywateli – gdyby choć część zakwestionowanego towaru przedostała się jednak do Polski, lokalne władze wykryłyby zagrożenie dopiero po długim czasie.
Co więcej, opisany incydent należy traktować jako poważne ostrzeżenie przed tym, co może nas czekać w przyszłości w związku z planowanym poszerzeniem dostępu produktów rolnych z Ameryki Południowej do rynku UE. Brazylia – będąca częścią Mercosur – już obecnie nie jest w stanie zapewnić należytych standardów bezpieczeństwa eksportowanej żywności. Audyty inspektorów UE wykazały wręcz „fikcję brazylijskiego nadzoru” – organy kontroli tego kraju nie gwarantują, że mięso wysyłane do Europy pochodzi od zwierząt hodowanych bez użycia zabronionych stymulatorów.
Jeżeli umowa UE–Mercosur wejdzie w życie w obecnym kształcie, nastąpi znaczna liberalizacja importu żywności z krajów Ameryki Południowej (zniesienie bądź zwiększenie kontyngentów i obniżenie ceł). Taka sytuacja może skutkować zalewem tanich produktów rolno-spożywczych o wątpliwej jakości, wytwarzanych przy użyciu substancji niedozwolonych w UE. Standardy bezpieczeństwa żywności na rynku unijnym – w tym w Polsce – zostaną wówczas wystawione na poważną próbę. Skandal z estradiolem w brazylijskiej wołowinie stanowi zapowiedź przyszłych zagrożeń. Jest to preludium tzw. dumpingu sanitarnego, czyli nieuczciwej konkurencji ze strony producentów spoza UE, którzy obniżają koszty produkcji poprzez stosowanie zakazanych u nas środków, zalewając europejski rynek żywnością niespełniającą rygorystycznych norm bezpieczeństwa.
W związku z powyższym proszę Pana Ministra o udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:
Sprawa ta budzi poważne zaniepokojenie, gdyż dotyczy bezpośrednio zdrowia obywateli, wiarygodności państwowego systemu kontroli żywności oraz – co szczególnie istotne – realnego przygotowania państwa do skutecznego przeciwdziałania zagrożeniom, które nieuchronnie wzrosną po wejściu w życie umowy handlowej UE–Mercosur. Aktualne problemy z opóźnioną reakcją administracyjną na zagrożenie skażoną wołowiną stanowią niepokojący zwiastun rzeczywistości, z jaką możemy mieć do czynienia po otwarciu rynku na masowy import żywności z krajów Mercosur – często produkowanej w warunkach odbiegających od unijnych norm sanitarnych i środowiskowych.
Tym bardziej niezrozumiały pozostaje fakt, że rząd nie podjął działań zmierzających do zbudowania mniejszości blokującej na forum Rady UE, co mogło zablokować lub przynajmniej opóźnić ratyfikację umowy. W tym kontekście pojawia się zasadne pytanie: Czy obecne zaniedbania i brak stanowczości nie są zapowiedzią systemowego przyzwolenia na napływ produktów zagrażających bezpieczeństwu żywnościowemu i interesom polskich rolników?
Z poważaniem
Maciej Małecki
Poseł na Sejm RP