do ministra zdrowia
w sprawie leczenia depresji
Zgłaszający: Anita Kucharska-Dziedzic
Data wpływu: 28-05-2026
Szanowna Pani Minister,
depresja stanowi obecnie jedno z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych i społecznych w Polsce. Dane Narodowego Funduszu Zdrowia wskazują na drastyczny przyrost liczby pacjentów, którym udzielono świadczeń z tym rozpoznaniem: z 682 tysięcy osób w 2021 roku do 878,3 tysiąca w 2024 roku. Koszty ponoszone przez budżet państwa oraz system ubezpieczeń społecznych z tytułu niewydolności profilaktyki osiągnęły poziom zagrażający stabilności sektora ochrony zdrowia. W 2024 roku ZUS zarejestrował aż 418 tysięcy zwolnień lekarskich z tytułu dużej depresji.
Analiza wydatków NFZ ujawnia głęboką dysfunkcję systemu: z 212,7 miliona złotych wydanych na świadczenia z rozpoznaniem głównym depresji, aż 130,7 miliona złotych przeznaczono na najdroższą, stacjonarną formę pomocy – hospitalizację na oddziałach psychiatrycznych. Wynika to bezpośrednio z faktu, że publiczna opieka ambulatoryjna i nowoczesna farmakoterapie są dla pacjentów niedostępne.
Dostęp do nowoczesnych, skutecznych leków o zredukowanych skutkach ubocznych (co kluczowe dla ciągłości terapii) jest blokowany przez restrykcyjne przepisy. Program lekowy B.147 (leczenie depresji lekoodpornej esketaminą) z powodu barier administracyjnych okazał się porażką – do listopada 2024 roku objęto nim zaledwie 157 pacjentów z planowanych 1700. Kryteria wyłączają m.in. osoby powyżej 75. roku życia oraz pacjentów, u których lekarz przetestował więcej niż 5 substancji. Ponadto, pomimo pozytywnej rekomendacji Prezesa AOTMiT nr 35/2026 z dnia 17 marca 2026 roku, Ministerstwo Zdrowia wciąż nie wdrożyło refundacji bupropionu, zmuszając pacjentów dotkniętych anhedonią do ponoszenia pełnych kosztów rynkowych (do 300 zł miesięcznie).
Równie dramatyczna jest fizyczna dostępność lekarzy. Wskaźnik 8,75 psychiatry na 100 tysięcy mieszkańców plasuje Polskę na szarym końcu Unii Europejskiej. Średni czas oczekiwania na pierwszorazową wizytę w skali kraju wynosi 201 dni, jednak regionalne dysproporcje obnażają paraliż informacyjny. Przykładowo, w województwie lubuskim czas oczekiwania w Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim wynosi rekordowe 916 dni dla dorosłych i 933 dni dla dzieci, podczas gdy w mniejszych placówkach tego samego regionu pacjenci przyjmowani są w trybie natychmiastowym. Pacjenci w kryzysie nie posiadają wiedzy o wolnych terminach w alternatywnych ośrodkach.
Katastrofalna sytuacja panuje w psychiatrii dzieci i młodzieży. W 2023 roku odnotowano rekordową liczbę 2139 prób samobójczych wśród nieletnich. Reforma systemu utknęła w martwym punkcie z powodu zablokowania II poziomu referencyjnego – z braku personelu realizuje on średnio jedynie 60% świadczeń lekarskich. W konsekwencji aż 70% dzieci trafiających na izby przyjęć szpitali całodobowych (III poziom) mogłoby otrzymać pomoc na poziomie ambulatoryjnym, gdyby taka pomoc była dostępna w ich miejscu zamieszkania. Dysproporcje w zakontraktowaniu ośrodków I poziomu (np. zaledwie 57% zabezpieczenia w województwie zachodniopomorskim) prowadzą do sytuacji, w której czas oczekiwania do psychiatry dziecięcego w niektórych poradniach sięga... 2034 roku.
Wobec powyższego, proszę o udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:
Z poważaniem
dra Anita Kucharska-Dziedzic
Posłanka na Sejm RP