do ministra rodziny, pracy i polityki społecznej
w sprawie narastającego ubóstwa ekonomicznego, w szczególności ubóstwa dzieci, oraz nieskuteczności polityki społecznej państwa
Zgłaszający: Jarosław Sachajko
Data wpływu: 05-07-2026
najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego przedstawiają obraz, którego rząd nie może dłużej przykrywać informacjami o wzroście przeciętnego wynagrodzenia, kolejnych programach socjalnych ani łącznej wartości wypłaconych świadczeń. Średnie statystyczne rosną, ale coraz większa część społeczeństwa pozostaje daleko w tyle, a szczególnie dramatyczna jest sytuacja dzieci.
W 2025 r. zasięg zagrożenia ubóstwem skrajnym wyniósł w Polsce 5,3% – wobec 5,2% rok wcześniej. Oznacza to życie poniżej minimum egzystencji, a więc poniżej poziomu wydatków niezbędnego do biologicznego przetrwania oraz zachowania zdrowia. Jednocześnie odsetek osób zagrożonych ubóstwem relatywnym wzrósł z 13,3% do 13,5%. Był to trzeci kolejny rok wzrostu tego wskaźnika – sytuacja, która według analizy Money.pl nie wystąpiła w Polsce od co najmniej 20 lat. (W polskich statystykach GUS granicę ubóstwa relatywnego wyznacza się na poziomie 50% średnich miesięcznych wydatków gospodarstw domowych. W 2025 r. granica ubóstwa relatywnego wynosiła:
— 1 332 zł miesięcznych wydatków dla gospodarstwa jednoosobowego,
— 3 597 zł miesięcznych wydatków łącznie dla gospodarstwa czteroosobowego: dwoje dorosłych i dwoje dzieci (do 14. roku życia.)
W 2022 r. wskaźnik ubóstwa relatywnego wynosił 11,7%, co oznacza wzrost o 1,8 punktu procentowego w ciągu zaledwie trzech lat.
Nie można lekceważyć tego zjawiska, twierdząc, że zmiana z 13,3% do 13,5% jest niewielka. Pojedyncza różnica w badaniu reprezentacyjnym rzeczywiście wymaga ostrożności, ale trzy kolejne lata pogorszenia sytuacji tworzą już wyraźny trend. Oznacza on, że owoce wzrostu gospodarczego i wzrostu dochodów są dzielone coraz bardziej nierówno, a poziom konsumpcji najbiedniejszych gospodarstw coraz silniej odbiega od poziomu życia pozostałej części społeczeństwa.
Jeszcze poważniejsze są dane dotyczące dzieci i młodzieży. W 2024 r. w gospodarstwach domowych o wydatkach poniżej granicy ubóstwa skrajnego żyło 5,4% osób w wieku 0–17 lat, natomiast w 2025 r. już 6,6%. Oznacza to wzrost o 1,2 punktu procentowego, czyli o ponad 22% w ciągu jednego roku. Dzieci stały się grupą wieku najbardziej zagrożoną ubóstwem skrajnym – bardziej niż osoby w wieku produkcyjnym oraz seniorzy.
Przy populacji dzieci i młodzieży w wieku do 17 lat liczącej około 6,7–6,8 mln osób wskaźnik 6,6% odpowiada rządowi wielkości około 440 tys. dzieci żyjących poniżej minimum egzystencji. Jest to oszacowanie wynikające z badania reprezentacyjnego, a nie liczba z rejestru administracyjnego, ale skala zjawiska pozostaje porażająca.
Za każdą z tych liczb znajduje się dziecko, w którego rodzinie brakuje pieniędzy na właściwe wyżywienie, leczenie, środki higieniczne, ubranie, ogrzewanie mieszkania, transport do szkoły, udział w wycieczce, zakup podręczników lub rozwijanie zainteresowań. Ubóstwo dzieci nie jest jedynie przejściowym problemem dochodowym. Obniża wyniki edukacyjne, pogarsza stan zdrowia, zwiększa ryzyko wykluczenia i ogranicza szanse życiowe na wiele lat.
Dane GUS pokazują ponadto, że zagrożenie ubóstwem skrajnym rośnie wraz z liczbą dzieci w rodzinie. Wśród osób żyjących w gospodarstwach z jedną osobą w wieku do 17 lat wskaźnik wyniósł 5,9%, z dwiema – 7,2%, a z co najmniej trzema – aż 8,9%. W przypadku małżeństw z co najmniej trojgiem dzieci na utrzymaniu wskaźnik wzrósł z 3,6% w 2024 r. do 6% w 2025 r.
Nie można w tej sytuacji twierdzić, że Polska prowadzi skuteczną politykę prorodzinną. Polityka, w której ryzyko skrajnego ubóstwa rośnie wraz z liczbą wychowywanych dzieci, jest zaprzeczeniem deklarowanego wspierania rodzin i zwiększania dzietności.
Dane pokazują także ogromne nierówności terytorialne. W 2025 r. zagrożenie ubóstwem skrajnym wyniosło 2,5% w miastach, ale aż 9,5% na wsi. Na wiejskich obszarach pozaaglomeracyjnych wskaźnik osiągnął 11,3%. W gospodarstwach rolników wyniósł natomiast aż 17,5%. Oznacza to, że mieszkańcy wsi i mniejszych miejscowości, w tym dzieci, ponoszą skutki gorszego dostępu do transportu, usług publicznych, ochrony zdrowia, edukacji, pracy i mieszkań znacznie częściej niż mieszkańcy największych miast.
Szczególnie rażąca jest konstrukcja systemu świadczeń rodzinnych, kryterium dochodowe uprawniające do zasiłku rodzinnego nadal wynosi zaledwie 674 zł miesięcznie na osobę w rodzinie, a w rodzinie z dzieckiem z niepełnosprawnością – 764 zł. Sam zasiłek rodzinny wynosi odpowiednio tylko 95 zł, 124 zł albo 135 zł miesięcznie, zależnie od wieku dziecka.
Kwoty te są kompromitująco niskie i całkowicie oderwane od rzeczywistych kosztów utrzymania dziecka. Dla porównania, kryterium dochodowe w pomocy społecznej wynosi od 1 stycznia 2025 r. 823 zł na osobę w rodzinie. Kryterium podstawowego zasiłku rodzinnego jest więc nominalnie niższe nawet od kryterium pomocy społecznej.
Państwo stworzyło w ten sposób system, w którym rodzina może być zbyt uboga, aby godnie utrzymać dzieci, ale jednocześnie formalnie zbyt „bogata“, aby otrzymać zasiłek rodzinny. Wzrost płacy minimalnej albo niewielka nominalna podwyżka wynagrodzenia może pozbawić rodzinę świadczenia, nawet jeśli wzrost cen żywności, energii, czynszu i usług spowodował rzeczywiste pogorszenie jej sytuacji.
Rząd chwali się wielkością wydatków socjalnych, ale nie przedstawia podstawowej odpowiedzi: ile dzieci rzeczywiście wydobyto z ubóstwa, a ile mimo tych wydatków nadal żyje poniżej minimum egzystencji. W polityce społecznej miarą sukcesu nie może być liczba przelewów ani suma wydanych miliardów, lecz poprawa sytuacji rodzin i zmniejszenie liczby ubogich dzieci.
GUS wskazuje również, że w 2025 r. aż 40,3% mieszkańców Polski żyło poniżej granicy niedostatku opartej na minimum socjalnym. Nie jest to wskaźnik skrajnego ubóstwa, lecz pokazuje skalę ludności, której wydatki nie wystarczają na poziom pozwalający na normalną pracę, naukę, utrzymywanie relacji społecznych i choćby skromny udział w życiu społecznym i kulturalnym. Rząd powinien ustalić, jaka część tej grupy to dzieci.
Wzrost ubóstwa dzieci w państwie, które przeznacza dziesiątki miliardów złotych na politykę rodzinną, oznacza, że system jest źle zaprojektowany, źle adresowany albo niewystarczający. Nie wystarczy wypłacać świadczenia wszystkim i ogłaszać sukces. Trzeba dotrzeć do rodzin, w których brakuje pieniędzy na jedzenie, leki, ogrzewanie i edukację.
Państwo, które toleruje ubóstwo kilkuset tysięcy dzieci, nie może twierdzić, że prowadzi skuteczną politykę społeczną. Nie wystarczą komunikaty o miliardach wydanych na rodziny. Rząd musi odpowiedzieć, dlaczego po wydaniu tych miliardów dzieci nadal nie mają zapewnionych podstawowych warunków życia.
W związku z powyższym proszę o odpowiedź na następujące pytania: