do ministra obrony narodowej
w sprawie rzeczywistej gotowości bojowej Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej wobec wielokrotnie potwierdzanego zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej
Zgłaszający: Jarosław Sachajko
Data wpływu: 10-07-2026
Szanowny Panie Ministrze,
już 7 marca 2024 r., podczas kongresu Europejskiej Partii Ludowej w Bukareszcie, prezes Rady Ministrów Donald Tusk oświadczył, że czasy błogiego spokoju się skończyły, czasy powojenne dobiegły końca, a Europa weszła w epokę przedwojenną.
Następnie 29 marca 2024 r., w wywiadzie udzielonym grupie europejskich gazet, premier został zapytany o możliwość zaatakowania przez Federację Rosyjską jednego z państw NATO. Donald Tusk odpowiedział, że „dosłownie każdy scenariusz jest możliwy” oraz ponownie stwierdził, że Europa znajduje się w epoce przedwojennej.
Kolejne, jeszcze bardziej konkretne ostrzeżenie padło 7 marca 2025 r. z mównicy sejmowej. Prezes Rady Ministrów poinformował wówczas, powołując się między innymi na informacje wywiadowcze, że Federacja Rosyjska zwiększa zdolności mobilizacyjne w skali wskazującej, iż może chcieć być gotowa w ciągu trzech–czterech lat do przeprowadzenia pełnoskalowej operacji przeciwko państwu lub grupie państw dysponujących potencjałem większym niż Ukraina.
W kolejnych miesiącach zagrożenie było wielokrotnie potwierdzane przez przedstawicieli rządu, w tym ministra obrony narodowej oraz ministra spraw zagranicznych. W 2026 r. w wypowiedziach publicznych przedstawicieli władz pojawiły się ostrzeżenia, że potencjalne rosyjskie działania przeciwko państwu NATO mogą nastąpić nie w perspektywie wielu lat, lecz znacznie wcześniej, a Polska musi być gotowa również na prowokację wojskową, operację hybrydową albo próbę przetestowania reakcji Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Oznacza to, że rząd posiadał wiedzę o narastającym zagrożeniu co najmniej od marca 2024 r. Od pierwszego jednoznacznego ostrzeżenia premiera minęły ponad dwa lata. W tym czasie przedstawiany opinii publicznej horyzont zagrożenia ulegał skróceniu: od ogólnego stwierdzenia o epoce przedwojennej, przez możliwość pełnoskalowego konfliktu w ciągu trzech–czterech lat, aż po ostrzeżenia dotyczące możliwych prowokacji lub agresywnych działań w znacznie krótszej perspektywie.
Tymczasem w lipcu 2026 r. media opublikowały niezwykle niepokojące informacje dotyczące rzeczywistego stanu gotowości Wojsk Lądowych. Według tych publikacji Polska posiada formalnie sześć dywizji, lecz jedynie dwie — 16. Dywizja Zmechanizowana oraz 18. Dywizja Zmechanizowana — miałyby być zaliczane do jednostek pierwszego rzutu.
Nawet te związki taktyczne nie miały jeszcze zakończyć formowania wszystkich planowanych struktur. Dwie nowo tworzone jednostki – 1. Dywizja Piechoty Legionów oraz 8. Dywizja Piechoty Armii Krajowej — nadal znajdują się w fazie formowania.
Najpoważniejsze wątpliwości dotyczą 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej oraz 12. Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej. Według przywołanych doniesień pozostają one częściowo skadrowane, a znaczna część ich pododdziałów może wymagać mobilizacyjnego uzupełnienia stanów osobowych i sprzętowych.
Według klasyfikacji opisanej w publikacjach jednostki pierwszego rzutu powinny osiągać zdolność wejścia do działań w terminie do siedmiu dni, przy czym jedynie część pododdziałów może rozpocząć działania w ciągu kilkunastu godzin. Jednostki kolejnego rzutu mogą potrzebować na uzupełnienie stanów i rozwinięcie nawet do 30 dni.
Należy zaznaczyć, że pełna klasyfikacja gotowości wszystkich polskich dywizji nie została przedstawiona opinii publicznej przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Tym bardziej konieczne jest jednoznaczne potwierdzenie albo zdementowanie przedstawionych informacji.
Szczególnie niepokojące są również doniesienia, że ukończenie nowych formacji oraz pełne wzmocnienie istniejących dywizji może potrwać nawet do około 2040 r. Oznaczałoby to, że harmonogram rozwoju Sił Zbrojnych jest całkowicie niedostosowany do kalendarza zagrożenia przedstawianego publicznie przez premiera i ministrów.
Jeżeli Rosja może podjąć działania przeciwko państwu NATO w perspektywie miesięcy, Polska nie może planować osiągnięcia części podstawowych zdolności obronnych dopiero za kilkanaście lat.
Rząd nie może jednocześnie ostrzegać obywateli przed możliwością wojny i tolerować sytuacji, w której:
O rzeczywistej sile armii nie świadczy wartość podpisanych kontraktów ani liczba sprzętu wpisanego do planów modernizacyjnych. Decyduje o niej liczba kompletnych, wyszkolonych i wyposażonych jednostek, które mogą rozpocząć działania w pierwszych godzinach i dniach konfliktu.
Czołg znajdujący się dopiero w kontrakcie nie broni granicy. Haubica bez amunicji, obsługi, rozpoznania i logistyki nie stanowi realnej zdolności bojowej. Dywizja bez pełnych stanów osobowych, rozwiniętego systemu dowodzenia, transportu, obrony przeciwlotniczej, zabezpieczenia technicznego i zapasów materiałowych jest strukturą organizacyjną, a nie gotowym związkiem taktycznym.
Jeżeli przytoczone doniesienia są prawdziwe, mamy do czynienia nie tylko z opóźnieniami modernizacyjnymi, lecz z poważnym kryzysem organizacyjnym, kadrowym i mobilizacyjnym Sił Zbrojnych.
Nie może być tak, że przez ponad dwa lata rząd alarmuje społeczeństwo o możliwości wojny, a jednocześnie nie doprowadza do pełnego ukompletowania istniejących dywizji, nie buduje odpowiednio licznych rezerw i nie przedstawia wiarygodnego programu przyspieszenia gotowości bojowej.
Polacy mają prawo wiedzieć, czy państwo jest rzeczywiście przygotowane do obrony, czy jedynie przedstawia opinii publicznej imponującą liczbę podpisanych kontraktów, planów oraz przyszłych dostaw.
Nie można przez ponad dwa lata ostrzegać obywateli, że wojna może nadejść, a następnie tłumaczyć, że zbudowanie gotowych dywizji wymaga czasu do około 2040 r.
Jeżeli zagrożenie jest realne i może pojawić się w perspektywie miesięcy albo kilku lat, przygotowanie armii powinno być najważniejszym zadaniem państwa, wykonywanym w trybie nadzwyczajnym.
Obrona Rzeczypospolitej nie może opierać się na nadziei, że Rosja poczeka z agresją do czasu zakończenia wszystkich polskich programów modernizacyjnych. Rosja nie dostosuje swoich planów do harmonogramów dostaw Ministerstwa Obrony Narodowej.
Rząd jest zobowiązany przedstawić prawdziwy obraz sytuacji: ile posiadamy rzeczywiście gotowych jednostek, ilu wyszkolonych żołnierzy i rezerwistów, ile sprawnego sprzętu, jakie zapasy amunicji oraz jak długo Wojsko Polskie może prowadzić działania przed nadejściem znaczącej pomocy sojuszniczej.
Jeżeli zagrożenie jest tak poważne, jak twierdzą premier oraz ministrowie obrony narodowej i spraw zagranicznych, obecny stan niepełnego ukompletowania i wieloletniego formowania jednostek stanowi niedopuszczalne zaniedbanie bezpieczeństwa państwa.
W związku z powyższym zwracam się do Pana Ministra z następującymi pytaniami: