do prezesa Rady Ministrów
w sprawie doniesień, że Polska może zostać pozbawiona dostępu do unijnego sprzętu obronnego, jeśli nie spełni ideologicznych kryteriów - tzw. unijnych wartości
Zgłaszający: Jarosław Sachajko, Anna Gembicka
Data wpływu: 26-04-2025
Szanowny Panie Premierze,
z najgłębszym oburzeniem i najwyższym niepokojem składam niniejszą interpelację w związku z bulwersującymi doniesieniami, że Polska może zostać pozbawiona dostępu do unijnego sprzętu obronnego, jeśli nie spełni ideologicznych kryteriów tzw. „unijnych wartości“. Jak podaje portal tysol.pl, dostęp do kluczowych zasobów obronnych, niezbędnych dla bezpieczeństwa naszego kraju, jest uzależniony od politycznych warunków narzucanych przez Brukselę. Ta skandaliczna praktyka, która stawia ideologię ponad bezpieczeństwo narodowe, jest nie tylko niedopuszczalna, ale i śmiertelnie niebezpieczna w obliczu eskalujących zagrożeń ze strony Rosji.
Co więcej, działania te wpisują się w szerszy schemat szantażu wobec Polski, potwierdzony wypowiedziami unijnych urzędników, takich jak Katarina Barley i Ursula von der Leyen, oraz wstrzymywaniem należnych Polsce środków z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Sytuacja ta, w połączeniu z wstrzymaniem zakupów uzbrojenia z USA, w tym kluczowych systemów HIMARS, stanowi bezpośrednie zagrożenie dla polskiej suwerenności i zdolności obronnych.
Nowym i szczególnie niepokojącym elementem tej układanki jest dokument zatytułowany „Wspólna Biała Księga – Europejska Gotowość Obronna 2030“, przyjęty 19 marca 2025 roku. Dokument ten, który ma stanowić fundament przyszłej wspólnotowej polityki obronnej, nie zawiera żadnych zapisów gwarantujących uwzględnienie potrzeb poszczególnych państw członkowskich, w tym Polski – państwa położonego na granicy NATO i najbardziej zagrożonego rosyjską agresją. Co więcej, istnieją uzasadnione obawy, że dobór sprzętu wojskowego finansowanego przez UE zostanie odgórnie narzucony bez realnych konsultacji z dowództwami narodowymi, nawet w państwach frontowych, takich jak Polska czy Litwa.
W praktyce oznacza to, że Polska może zostać zmuszona do rezygnacji z krajowych programów zbrojeniowych na rzecz wspólnotowych, nad którymi nie będzie miała kontroli. W sytuacji ograniczonych środków oznacza to de facto utratę wpływu na kształtowanie własnych zdolności obronnych – a tym samym narażenie bezpieczeństwa państwa na decyzje podejmowane w Brukseli, niekoniecznie w oparciu o realne zagrożenia, ale raczej polityczne kalkulacje. Jeśli UE zakupi nie ten sprzęt, który będzie potrzebny do odparcia ataku – albo jeśli u władzy w Polsce znajdzie się rząd nieakceptowany przez brukselskich decydentów – nasza armia może zostać pozostawiona bez wsparcia.
Informacja o uzależnieniu dostępu do sprzętu obronnego od „unijnych wartości” jest szczególnie szokująca w kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej. Rosja otwarcie grozi Polsce, a jej urzędnicy wprost wskazują nasz kraj jako cel potencjalnych działań militarnych. Pan Premier wielokrotnie ostrzegał z mównicy sejmowej, że Rosja może zaatakować kraj NATO w ciągu zaledwie trzech lat. W takim momencie ograniczanie Polsce dostępu do nowoczesnego uzbrojenia w imię ideologicznych kryteriów jest działaniem na szkodę nie tylko naszego kraju, ale całej wschodniej flanki NATO. Historia uczy nas, że w kluczowych momentach dla bezpieczeństwa Polski zewnętrzne naciski i opóźnienia w dostawach uzbrojenia – jak miało to miejsce przed wrześniem 1939 roku – prowadziły do tragicznych konsekwencji. Dziś obserwujemy powtórkę tego schematu, gdy Bruksela, zamiast wspierać strategicznego sojusznika, stosuje polityczny szantaż.
Wypowiedzi unijnych urzędników jasno potwierdzają, że mamy do czynienia z celową strategią nacisku na Polskę. W 2020 roku Katarina Barley, wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego, w rozmowie z Deutschlandfunk stwierdziła: „Polskę i Węgry trzeba finansowo zagłodzić. Dotacje unijne stanowią skuteczną dźwignię“. Te haniebne słowa, mimo przeprosin stacji, odbiły się szerokim echem i ujawniły intencje części unijnych elit. Podobnie Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, w 2022 roku na Uniwersytecie Princeton, komentując wybory we Włoszech, przyznała, że UE posiada „narzędzia“ nacisku na kraje takie jak Polska, co w praktyce oznacza blokowanie funduszy, w tym środków z KPO. Wstrzymywanie tych funduszy, które miały wspierać odbudowę polskiej gospodarki po pandemii, jest kolejnym elementem tej polityki, która teraz rozciąga się na kwestie obronności.
Równie niepokojące są doniesienia o wstrzymaniu zakupów uzbrojenia z USA, w tym zamówienia na 500 wyrzutni HIMARS, które znacząco zwiększyłyby nasze zdolności odstraszania. Wypowiedzi przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Pawła Kowala, sugerujące „zachwiane zaufanie do USA“, budzą pytanie o spójność polityki obronnej rządu. Dla porównania, Niderlandy, położone znacznie dalej od rosyjskiej granicy, konsekwentnie inwestują w nowoczesne uzbrojenie, takie jak samoloty F-35. Dlaczego Polska, będąca na pierwszej linii potencjalnego konfliktu, rezygnuje z kluczowego sprzętu? Co więcej, brak rozwoju krajowego przemysłu zbrojeniowego, w tym produkcji czołgów, pogłębia naszą zależność od zewnętrznych dostawców, czyniąc nas jeszcze bardziej podatnymi na zewnętrzne naciski.
Panie Premierze, Polska stoi w obliczu egzystencjalnego zagrożenia, sam Pan z mównicy sejmowej ostrzegał, iż Rosja będzie gotowa zaatakować kraj NATO za trzy lata. Rosyjskie groźby, unijny szantaż i osłabianie naszych zdolności obronnych to wyzwania, które wymagają odwagi, determinacji i bezkompromisowej obrony interesu narodowego. Polacy oczekują od rządu działań, które zapewnią bezpieczeństwo ojczyzny, a nie uległości wobec brukselskich biurokratów czy rezygnacji z kluczowych sojuszy. Historia nie wybacza słabości w takich momentach. Oczekuję natychmiastowej i wyczerpującej odpowiedzi na poniższe pytania, bo każdy dzień zwłoki naraża Polskę na niewyobrażalne ryzyko.