10. kadencja, 23. posiedzenie, 1. dzień (04-12-2024)

1. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Finansów Publicznych o rządowym projekcie ustawy budżetowej na rok 2025 (druki nr 687 i 857).

Poseł Adrian Zandberg:

    Wysoka Izbo! Pozwoliłem sobie miło zacząć, bo tak się składa, że dziś są moje urodziny, dlatego prosiłbym, żebyście państwo sięgali śmiało do tych drewnianych półek przed wami, gdzie znajdziecie cukierki. Zachęcam do osłodzenia sobie w ten sposób debaty budżetowej. W szczególności śmiało zachęcam do tego osoby z ław rządowych, bo widzę, że część z państwa się krępowała, a także posłów Konfederacji. Proszę mi wierzyć, nie są zatrute.

    (Wypowiedzi poza mikrofonem)

    Super. No cóż, jeżeli chodzi o ławy rządowe, to na tym chciałbym zakończyć miłą część mojego przemówienia. Teraz będzie o budżecie. (Oklaski)

    Drodzy Państwo! Przynieśliście budżet, który dla olbrzymiej grupy ludzi będzie oznaczać biedapłace, a w komisji usłyszeliśmy m.in. od pani minister, że na więcej was nie stać. Myślę, że pytanie jest tak naprawdę zupełnie inne: Czy Polskę stać na kolejny budżet z biedapłacami w budżetówce?

    Pani Minister! Proszę spojrzeć na galerię, zobaczy tam pani pracowników budżetówki, którzy przyszli dzisiaj obejrzeć to posiedzenie. To są ludzie, którym fundujecie kolejny rok bez realnych podwyżek płac. To jest nauczycielka, której nie będzie stać na to, żeby wynająć mieszkanie tam, gdzie uczy dzieci. To są strażak, policjant, których nie stać na to, żeby mieszkać w mieście, w którym służą. To są pracownicy Polskiej Akademii Nauk, technicy medyczni, asystenci sądowi, cywilni pracownicy wojska. Mógłbym tu wymieniać kolejne grupy, które krzywdzicie tym budżetem, ale kluczowa sprawa jest taka, że Razem złożyło skromną poprawkę, żeby dać tym pracownikom 10% podwyżki powyżej inflacji, a państwo odrzuciliście tę poprawkę w komisji i z tego, co słyszę, koalicja rządowa zarządziła w tej sprawie dyscyplinę. Chciałbym, żebyście państwo byli świadomi, że to nie nam robicie w ten sposób na złość, tylko tym ludziom - setkom, tysiącom ludzi i ich rodzinom. To oni będą patrzeć na to, jak ostatecznie zagłosujecie nad tą poprawką na sali, bo rozmowa o budżecie to nie jest tylko rozmowa o cyfrach, to jest rozmowa o ludziach, to jest rozmowa o ich życiu, które zależy od naszych decyzji tu na tej sali.

    Chyba nigdzie nie widać tego tak mocno jak w zdrowiu. W tym budżecie, pani minister, który przynieśliście, brakuje przynajmniej 20 mld na utrzymanie publicznej ochrony zdrowia. Te 20 mld to nie jest sucha liczba, to są realne ludzkie tragedie: to będą dzieciaki, których nie uchronimy przed niepełnosprawnością, to będą starsi Polacy, dla których zabraknie miejsc na rehabilitacji, to będą odwołane zabiegi i odwleczone operacje, rosnące kolejki, kolejne zwijające się oddziały szpitalne. Przecież już to widzimy, tę zwykłą ludzką krzywdę. Tak naprawdę chodzi o wybór cywilizacyjny, o to, czy będziemy społeczeństwem, które troszczy się o słabszych, czy też pozwolimy, żeby biedni tracili zdrowie, dlatego że są biedni. O to, czy godzimy się na pełzającą prywatyzację ochrony zdrowia.

    To nie jest, pani minister, decyzja księgowa? To jest wybór cywilizacyjny i wybór moralny, który bierzecie z takim budżetem na swoje sumienie. Mówiliście, że nie ma pieniędzy. Ale to nie jest prawda, bo pieniądze, owszem, są, tylko w kieszeniach milionerów, na kontach wielkich korporacji, na kontach banków, a państwu brakuje chęci, żeby po te pieniądze sięgnąć. Natomiast kiedy trzeba było rozdać biznesowi grube miliardy, to wtedy pieniądze się znalazły, a Konfederacja nie narzekała na dług publiczny. Kiedy Sejm przegłosowuje kolejne prezenty dla bogatych, to wtedy pieniądze magicznie są. Dosłownie parę dni temu tu, na tej sali, przegłosowaliście państwo, niemal wszyscy, przepisy, które pozwolą przedsiębiorcom taniej kupować luksusowe samochody. Na to pieniądze były. Powiedzmy sobie otwarcie, że tu nie chodzi o brak pieniędzy. Tu chodzi o priorytety większości posłów na tej sali. Bo banki notują dziś rekordowe zyski, deweloperzy mają obscenicznie wysokie marże, majątki najbogatszych puchną. Gdybyście byli uczciwi, drodzy państwo, to powiedzielibyście tak: pieniądze są, ale wolimy, żeby zostały w kieszeniach milionerów, wolimy, żeby pan Mentzen i jemu podobni mogli dalej pasożytować na dziurach w systemie podatkowym, bo nauczyciele, bo urzędnicy, bo mundurówka, bo policjanci są dla nas mniej ważni niż korporacja, niż oni. To właśnie, niestety, pani minister, wynika z tego budżetu. Mogliście sięgnąć po te miliardy złotych równie łatwo jak parę minut temu sięgnęliście po cukierki, tylko tego po prostu nie chcecie zrobić.

    Wysoka Izbo! Razem składa poprawki do budżetu w obronie budżetówki, w obronie pracowników jako wnioski mniejszości, więc będziecie państwo musieli je przegłosować tutaj, na sali plenarnej. Jeżeli je przyjmiecie, to pracownicy budżetówki dostaną podwyżkę 15%, a ochronę zdrowia uratujemy przynajmniej przed kompletną zapaścią. Natomiast jeżeli je odrzucicie, drodzy państwo, to weźmiecie odpowiedzialność za biedę w budżetówce i za kryzys w zdrowiu, który nadejdzie, za brak realnych programów mieszkaniowych. I to będzie wasz wybór.

    Chciałbym powiedzieć parę słów posłom większości rządzącej. Wiem, że dostaliście państwo polecenie, żeby głosować przeciwko poprawkom Razem, widziałem już tę dyscyplinę na posiedzeniu komisji, ale zastanówcie się nad tym, jak zagłosujecie na sali plenarnej naprawdę mocno, bo ludzie naprawdę będą widzieć, jak w tej sprawie zagłosujecie. To już nie są te czasy, kiedy politycy spotykali się z wyborcami raz na 4 lata podczas kampanii wyborczej. Jest Internet, ludzie patrzą. Ich przedstawiciele, przedstawiciele pracowników, są dzisiaj na galerii i patrzą na tę niespecjalnie uczęszczaną przez posłów debatę. Ludzie to zobaczą, więc zastanówcie się, proszę, czy chcecie dawać swoje twarze polityce głodzenia budżetówki w kolejnym roku i głodzenia publicznej ochrony zdrowia. Zastanówcie się poważnie, czy chcecie to brać na swoje sumienia, bo to będzie wasz wybór. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia