10. kadencja, 38. posiedzenie, 3. dzień (10-07-2025)

Oświadczenia.

Poseł Barbara Bartuś (tekst niewygłoszony):

    Oświadczenie poselskie w sprawie upamiętnienia 82. rocznicy krwawej niedzieli na Wołyniu

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! 11 lipca 1943 r. to jedna z najtragiczniejszych kart w historii naszego narodu. Tego dnia 82 lata temu rozpoczęła się tzw. krwawa niedziela - punkt kulminacyjny masowego ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej przez ukraińskich nacjonalistów spod znaku OUN i UPA przy aktywnym współudziale części ludności ukraińskiej.

    Wybór dnia nie był przypadkowy. Niedziela to czas, w którym ludność gromadziła się na mszach świętych, a mieszkańcy wsi byli skupieni w domach i świątyniach. Ten dzień, 11 lipca, stał się dla nich pułapką, która pochłonęła tysiące polskich istnień.

    Zaledwie 3 dni wcześniej, 8 lipca 1943 r., zginęli Zygmunt Rumel - przedstawiciel wołyńskiego delegata rządu oraz ppor. Ryszard Markiewicz - oficer Armii Krajowej z Lubomla. Obaj, wysłani do rozmów z przedstawicielami OUN-B, zostali pojmani i w bestialski sposób zamordowani. Według świadków zostali rozerwani końmi - była to okrutna zapowiedź tego, co miało nastąpić w najbliższych dniach.

    W niedzielę 11 lipca rozpoczęła się zaplanowana akcja eksterminacyjna. O świcie UPA zaatakowała kolonię Gurów, mordując 202 osoby. W ciągu zaledwie 1 dnia fala zbrodni objęła ok. 97 wsi i kolonii oraz 13 majątków w powiatach horochowskim i włodzimierskim. W Orzeszynie spośród 340 mieszkańców ocalały zaledwie 34 osoby. Tego dnia łącznie zginęło co najmniej 3102 Polaków, nie jest to jednak liczba całkowita. Niektórzy badacze szacują liczbę ofiar krwawej niedzieli nawet na ok. 10 tys. ludzi. Nazajutrz, 12 lipca, mimo przypadającego na ten dzień prawosławnego święta apostołów Piotra i Pawła, mordy były kontynuowane. Śmierć poniosły kolejne osoby, których było co najmniej 2020.

    W trakcie rzezi dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów Polacy ginęli na najróżniejsze, a zarazem najbrutalniejsze, sposoby znane Ukraińcom jeszcze z czasów rzezi hajdamackich z XVIII w. Nielicznych, którzy padli od kul, można było uważać za szczęściarzy, bowiem większość ofiar mordowano narzędziami codziennego użytku: siekierami, widłami, kosami. Relacje świadków mówią o tak drastycznych przypadkach jak: pieczenie żywcem, miażdżenie głów, ćwiartowanie, wrzucanie do studni, odcinanie kończyn i narządów płciowych, a nawet rozcinanie brzucha kobiecie w ciąży i w miejsce wyjętego płodu wkładanie żywego kota, którego później zaszywano w ofierze. To tylko kilka przykładów z setek sposobów mordowania Polaków przez ukraińskich zbrodniarzy, dla których wiek, płeć czy też status ofiary nie miały najmniejszego znaczenia. Mordowano wszystkich, a dzieci i kobiety w sposób naj okrutniejszy.

    Zbrodniom tym towarzyszyła próba wykorzenienia wszelkich śladów polskości na Kresach. Niszczono wszystko, co w jakikolwiek sposób kojarzono z naszą kulturą, przede wszystkim kościoły, kaplice i budynki mieszkalne. Celem nie była jedynie fizyczna eksterminacja, ale także wymazanie pamięci o wiekowej obecności Polaków na tych ziemiach. Według szacunków badaczy w latach 1939-1947 z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło ponad 120 tys. obywateli II Rzeczypospolitej: ok. 60 tys. na Wołyniu i co najmniej 60 tys. we wschodniej Małopolsce, na Polesiu i Lubelszczyźnie.

    W dniu jutrzejszym po raz pierwszy obchodzić będziemy nowo ustanowione święto państwowe: Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. To ważny krok w stronę przywracania prawdy i godności ofiarom tej straszliwej zbrodni. Pamięć o Wołyniu to nasz moralny obowiązek wobec tych, którzy zostali zamordowani tylko dlatego, że byli Polakami. To także apel o prawdę historyczną i sprawiedliwość, które nie znają przedawnienia. Dlatego tym bardziej powinniśmy dążyć do przeprowadzenia pełnej ekshumacji ofiar zbrodni oraz zrobić wszystko, aby strona ukraińska wreszcie uznała tę straszliwą zbrodnię za ludobójstwo. Do dziś niestety za naszą południowo-wschodnią granicą w najlepsze trwa kult banderowskich zbrodniarzy, którym stawiane są pomniki. Podczas gdy kolejne ulice zyskują nazwy upamiętniające zbrodniarzy, ich ofiary wciąż czekają na godny pochówek i przywrócenie pamięci o nich. I ten obowiązek spoczywa dziś na naszych barkach.


Przebieg posiedzenia