10. kadencja, 39. posiedzenie, 1. dzień (22-07-2025)

13. punkt porządku dziennego:

Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym oraz ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (druk nr 1427).

Poseł Witold Tumanowicz:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Ten projekt ustawy z druku nr 1427 w założeniu ma uregulować funkcjonowanie pojazdów zautomatyzowanych i w pełni zautomatyzowanych na drogach publicznych.

    Rząd jak zwykle chwali się deregulacją, ale w praktyce mamy tu do czynienia z czymś zupełnie odwrotnym. Projekt wprowadza nowe definicje, nową biurokrację, nowy urząd i nowy system zezwoleń. Mamy sześć poziomów automatyzacji: od 0 do 5, a także skomplikowany system pozwoleń zależnych od poziomu pojazdu. Dla poziomów od 3 w górę konieczne będzie specjalne zezwolenie wydawane przez krajowego koordynatora prac badawczych, którego funkcję pełni dyrektor Instytutu Transportu Samochodowego. Do tego testy bezpieczeństwa, rejestry, publikacja danych, wnioski, decyzje, procedury. W praktyce zamiast realnie umożliwić rozwój tej technologii tworzy się gąszcz przepisów, które skutecznie ograniczają możliwość testowania zautomatyzowanych pojazdów. Co więcej, w nawet w pełni zautomatyzowanym pojeździe nadal będzie musiał znajdować się kierowca.

    I tutaj dygresja: przypomina mi trochę to postulaty z XIX w., z początkowego okresu rozwoju kolei w Wielkiej Brytanii, by przed każdym pociągiem jechał jeździec na koniu i ostrzegał ludzi o tym, że pociąg nadjeżdża. Wynikało to ze strachu przed nowymi technologiami.

    A tutaj mimo obecności człowieka według projektu wymaga się zgody od Policji, straży pożarnej, zarządcy drogi i wojewody, czyli całej administracyjnej orkiestry. Rzekoma deregulacja kończy się wprowadzeniem nowej kategorii zezwoleń, opłat sięgających 40 tys. zł i sankcji w wysokości do 450 tys. zł za naruszenie warunków badań. Tak wyglądają ułatwienia prac badawczych według rządu. Tak naprawdę ten projekt nie jest żadną deregulacją. Jedyne, co jest w nim sensowne, to uregulowanie kwestii odpowiedzialności cywilnej w razie wypadku, ale to można było zrobić za pomocą jednego artykułu. Cała reszta to nowa warstwa biurokracji. Jeśli naprawdę chcecie deregulować, to przestańcie dodawać nowe procedury, a zacznijcie je usuwać.

    W Konfederacji uważamy, że nowoczesna technologia powinna być wspierana, a nie regulowana na wzór PRL-owskich zezwoleń na wszystko. Dziękuję. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia