10. kadencja, 39. posiedzenie, 2. dzień (23-07-2025)

20. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji do Spraw Deregulacji o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (druki nr 1242 i 1416).

Poseł Bartłomiej Wróblewski:

    Pani Marszałek! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Rząd zapadł na dziwną chorobę. Można określić ją biegunką deregulacyjną. Ta choroba objawia się w Wysokiej Izbie i w komisjach w ostatnich miesiącach z jakąś olbrzymią siłą. Do parlamentu trafiło bowiem kilkadziesiąt takich projektów ustaw. Znana w życiu publicznym jest inna choroba - biegunka legislacyjna, która występuje w wielu państwach demokratycznych. I właśnie w związku z jej występowaniem sformułowano ideę, postulat deregulacji. W naszej sytuacji w Polsce widzimy, że jedną chorobę zastępuje inna. Tę, która jest powszechnie znana, która jest uciążliwością, związaną z tym, że prawodawca, ustawodawca stanowi dużo nowych ustaw, dużo nowych aktów normatywnych, zastępuje inna. Mianowicie chodzi o to, że za pomocą dziesiątek czy setek ustaw, bo takie są już plany, mamy walczyć z nadmiarem prawa, z nadmiarem przepisów krępujących życie społeczne i gospodarcze.

    Nie ma żadnych wątpliwości, że efekt tych działań, po pierwsze, ośmiesza samą ideę deregulacji. Tych kilkadziesiąt projektów ustaw, które trafiło w ostatnich tygodniach do parlamentu, nigdy nie powinno w taki sposób zostać przygotowanych. Materiał, który znalazł się w tych ustawach, można byłoby skupić w kilku projektach ustaw, w kilku aktach normatywnych. Pierwszym problemem jest zatem to, że mamy nadmiar, nadregulację, jeżeli chodzi o akty normatywne.

    Drugą kwestią, którą trzeba tutaj podnieść, jest to, że olbrzymia część proponowanych przez rząd i przyjmowanych bezrefleksyjnie przez parlament zmian nie stanowią zmiany związane z deregulacją. Na dzisiejszym posiedzeniu Komisji do Spraw Deregulacji rozpatrywany był rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym i ochronie małoletnich, ustawy o Krajowym Rejestrze Karnym oraz ustawy - Prawo oświatowe. To 16 stron zawierających propozycje zmian, które w żaden sposób nie są deregulacją, w żaden sposób nie przekładają się na uproszczenie życia obywateli, tym bardziej przedsiębiorców. Wczoraj na posiedzeniu tej samej komisji, gdy rozpatrywane były zmiany przepisów w zakresie Prawa farmaceutycznego, zadałem ministrowi zdrowia pytanie, dlaczego rozpatrujemy to w Komisji do Spraw Deregulacji, skoro są to przepisy regulujące rynek. Usłyszałem, że minister także tego nie wie, bo rzeczywiście jest to regulacja. Czyli z jednej strony jest olbrzymia ilość, kilkadziesiąt propozycji, już dzisiaj w części ustaw, aktów normatywnych, a z drugiej strony olbrzymia część tych aktów w żaden sposób nie stanowi deregulacji.

    Trzecia kwestia. Chodzi o przepisy, które mają charakter w szerokim tego słowa znaczeniu deregulacyjny. Tu też są bardzo różne przypadki. Olbrzymia część tych regulacji tak naprawdę też nie stanowi deregulacji, gdyż jest związana z cyfryzacją. Inne z kolei można określić jako mikroderegulacje, mikrozmiany. Nad jedną z takich zmian właśnie teraz debatujemy w Sejmie. Prawo i Sprawiedliwość jest za obniżeniem kosztów sądowych, aczkolwiek to obniżenie w formule zaproponowanej przez rząd jest takim mikroobniżeniem. Realne konsekwencje dla obywateli, dla przedsiębiorców po prostu będą niewielkie.

    Gdy proponowaliśmy w komisji dalej idące zmiany, obniżające realnie i odczuwalne przez obywateli, ministerstwo powiedziało, że takich możliwości nie widzi, że przestrzeni do takich zmian nie ma. Innymi słowy, ta ustawa potwierdza niestety to, że proces deregulacji w Polsce jest procesem w znacznym stopniu fikcyjnym. Była to i jest operacja propagandowa, która ma bardzo nikłe pokrycie w faktach. Rząd ośmiesza ideę deregulacji, być może niestety z taką konsekwencją, że na wiele lat ta ważna sprawa, realnie rzecz biorąc (Dzwonek), zostanie w Polsce odłożona. Bardzo dziękuję. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia