10. kadencja, 44. posiedzenie, 3. dzień (07-11-2025)
34. punkt porządku dziennego:
Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw (druk nr 1856).
Poseł Wioletta Maria Kulpa:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość mam zaszczyt przedstawić stanowisko wobec projektu ustawy z druku nr 1856, dotyczącego zmiany ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw.
Chcę dziś mówić w imieniu pracowników, rodzin i lekarzy, tych, którym nowelizacja ma służyć, a którzy ze względu na obecny kształt projektu mogą odczuć jej negatywne skutki. Nie kwestionuję potrzeby walki z nadużyciami, nikt nie broni wyłudzeń świadczeń czy pozornej niezdolności do pracy. Problem w tym, że proponowane rozwiązania idą zbyt daleko i według opinii wielu środowisk medycznych, prawnych oraz związków zawodowych niosą za sobą ryzyka, w przypadku których skutki mogą mieć większe znaczenie, panie ministrze, niż korzyści.
Po pierwsze, chodzi o naruszenie zaufania na linii lekarz - pacjent. Rozszerzenie kręgu osób uprawnionych do orzekania i presja na szybsze decyzje mogą spowodować, że lekarze będą obawiać się wystawiania zwolnienia. Lekarze i samorządy lekarskie już alarmują, że w praktyce może prowadzić to do defensywnej medycyny. Lekarze, zamiast skoncentrować się na dobru chorego, będą chronić się przed konsekwencjami administracyjnymi. A kto zapłaci cenę? Pacjent i jego rodzina.
Po drugie, chodzi o ryzyko błędów i niespójności orzeczniczych. Projekt zakłada udział różnych zawodów medycznych, np. pielęgniarek, rehabilitantów, w orzekaniu. Wygląda to dobrze na papierze, ale w praktyce może prowadzić to do sprzecznych orzeczeń, do różnych standardów w różnych regionach i systemach - ZUS, KRUS, służby mundurowe. Już teraz prawnicy ostrzegają przed wzrostem liczby odwołań i przedłużaniem postępowań sądowych. To oznacza dłuższe oczekiwanie na ostateczne rozstrzygnięcia i większe koszty dla systemu oraz chaos prawny dla obywateli.
Po trzecie, projekt przewiduje wykorzystywanie systemów informatycznych do typowania ryzykownych zwolnień. To rodzi dwa poważne zagrożenia: po pierwsze, ryzyko błędnej automatycznej klasyfikacji, np. algorytm może pomylić rzadkie choroby z nadużyciem, po drugie, możliwość naruszenia prywatności i stygmatyzacji osób przewlekle chorych. Społeczeństwo nie może być oceniane jedynie poprzez liczby i statystyki.
Po czwarte, chodzi o presję dotyczącą świadczeń i ryzyko bezprawnych wstrzymań. ZUS zyska narzędzie natychmiastowego wstrzymania wypłat. To oznacza, że osoby faktycznie chore mogą stanąć przed dramatycznym wyborem: walka o świadczenie czy przeżycie, z powodu braku pieniędzy. Zbyt rygorystyczne mechanizmy w praktyce uderzą w najsłabszych, w pracowników o niskich dochodach, w opiekunów, w ludzi z chorobami przewlekłymi.
Po piąte, dotyczy to odpowiedzialności lekarzy i kryzysu kadr. Projekt przewiduje odpowiedzialność zawodową i finansową lekarzy wystawiających L4. W efekcie wielu praktyków zrezygnuje z orzekania lub ograniczy współpracę z ZUS. Tymczasem system potrzebuje ekspertów, nie ich odstraszania. Mniej orzeczników oznacza dłuższe kolejki i opóźnienia w wydawaniu decyzji, czyli dokładnie to, czego w wyniku zmian chciano uniknąć.
Po szóste, chodzi o wzrost konfliktów z pracodawcami i naruszenie prywatności. Zaostrzona współpraca ZUS-u z pracodawcą i możliwość przekazywania wyników kontroli rodzą ryzyko nadużyć, utraty pracy czy stygmatyzacji na poziomie zakładu pracy. Zamiast budować zaufanie, możemy doprowadzić do atmosfery podejrzeń.
Wreszcie, kwestia kosztów dla sądów i administracji. Większa liczba odwołań, sporów, skarg oznacza nie tylko szkodę dla jednostek, ale też obciążenie dla systemu sądowniczego i administracyjnego. To będą realne, mierzalne koszty dla państwa.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Projekt ustawy w obecnym kształcie skłania do postawienia pytania o to, czy naprawdę chcemy rozwiązywać problem nadłużyć kosztem osób chorych, stabilności rodzin i zaufania do lekarzy, czy chcemy, aby algorytmy i presja administracyjna zastąpiły rzetelną medyczną ocenę stanu zdrowia pacjenta. Komisje lekarskie zakładu zostały powołane 1 stycznia 2005 r. Dzięki temu po złożeniu sprzeciwu wobec orzeczenia lekarza orzecznika przez zainteresowaną osobę sprawa jest rozpatrywana przez trzech lekarzy, a nie jednego, tak jak zaproponowano w tej ustawie.
Jak pokazała praktyka orzecznicza, takie rozwiązanie okazało się bardzo trafne. W istotny sposób zmniejszyła się liczba odwołań do sądów pracy i ubezpieczeń społecznych, jak również zmniejszyła się liczba wyroków sądowych. W projekcie ustawy założono bowiem, że w przypadku złożenia zarzutu wadliwości orzeczenia lekarza pierwszej instancji w drugiej instancji również będzie orzekał lekarz orzecznik, ale inny, tyle tylko, że lekarz mający orzekać w drugiej instancji będzie wyznaczony przez głównego lekarza orzecznika, czyli tę samą osobę, która zarzut wadliwości składa. Nie ma tu zatem mowy o bezstronności. Jest to sytuacja, w której podwładny będzie oceniał decyzję swojego przełożonego, a zatem osoby, która decyduje o wynagrodzeniach, jak również premiach swoich pracowników, np. kwartalnych. Faktem jest również to, że zdecydowana większość osób, które starają się w ZUS o świadczenia zależne od orzeczeń lekarskich, jest dotkniętych wielochorobowością. Z tej przyczyny w wielu przypadkach nie jest możliwe wyznaczenie do sprawy lekarza, który w sposób holistyczny oceni stan funkcjonalny badanego.
Wysoka Izbo! Polska powinna być państwem, które walczy ze złymi praktykami, ale jednocześnie chroni najsłabszych. Dlatego w imieniu klubu Prawo i Sprawiedliwość (Dzwonek), panie marszałku, składam wniosek o wycofanie z obrad tego projektu ustawy. Dziękuję. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia