10. kadencja, 48. posiedzenie, 2. dzień (18-12-2025)

25. punkt porządku dziennego:

Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o funkcjonowaniu banków spółdzielczych, ich zrzeszaniu się i bankach zrzeszających oraz niektórych innych ustaw (druk nr 1937).

Poseł Jarosław Sachajko:

    Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Spółdzielczość to najlepsza forma organizowania się obywateli i lokalnych podmiotów gospodarczych. Daje większą siłę przetargową wobec wielkich graczy, pozwala korzystać z mądrości zbiorowej, a przede wszystkim opiera się na tym, co w demokracji jest najuczciwsze: jeden człowiek - jeden głos, jeden podmiot - jeden głos, niezależnie od wielkości. Spółdzielnia to nie korporacja. To wspólnota odpowiedzialności i współdecydowania, esencja demokracji bezpośredniej w gospodarce. Ten projekt ustawy w obecnym kształcie trzeba skrytykować właśnie dlatego, że pod hasłami deregulacji i usprawniania przemycacie rozwiązania, które w praktyce rozmontowują ducha spółdzielczości, wzmacniając centrum kosztem lokalnych banków spółdzielczych.

    Projekt przebudowuje relacje w zrzeszeniach w taki sposób, że współpraca może stać się podporządkowaniem. Kiedy spółdzielczy bank lokalny zaczyna realnie tracić wpływ na decyzję, to przestaje być spółdzielczy w sensie społecznym. Staje się tylko placówką w sieci, a nie instytucją wspólnoty. Zamiast wymagania faktycznej zgody i pracy u podstaw, dostajemy mechanizm wzoru umowy i zatwierdzania zmian przez nadzór. Może to wyglądać jak formalne podporządkowanie, a w praktyce daje pole do tego, żeby kluczowe reguły gry były ustanawiane na poziomie centrali, nie zaś wypracowywane przez realnych członków. To jest zaprzeczenie sensu spółdzielczości. Decyzje mają być podejmowane od dołu, a nie od góry.

    Projekt dopuszcza pomoc finansową poprzez subpartycypację czy nabycie wierzytelności, nawet o wartości nominalnej powyżej rynkowej, za zgodą organów systemu ochrony. To prosta droga do patologii. Ktoś podejmie złe decyzje kredytowe, a potem koszty zostaną przerzucone na fundusz, czyli de facto na cały sektor. Zamiast odpowiedzialności - mechanizm rozmywania winy, zamiast dyscypliny - zachęta do ryzyka, bo system pomoże. Jeżeli ogranicza się obowiązki informacyjne wobec KNF-u lub utrudnia szybkie pozyskiwanie danych w obszarach wrażliwych, to w przypadku sektora finansowego jest to ignorancja, igranie z ogniem. Deregulacja nie może oznaczać mniej wiedzy, mniej kontroli, mniej sygnałów ostrzegawczych. Nowe ciała takie jak zgromadzenie prezesów czy rada zrzeszenia mogą sprawiać wrażenie nowoczesnych, ale grożą tym, że wzrośnie biurokracja i powstaną wewnętrzne układy, w których będzie decydować siła wpływów, a nie głos równych członków. To jest dokładnie to, przed czym spółdzielczość miała chronić.

    Wysoka Izbo! Spółdzielczość jest po to, żeby małe podmioty, lokalne wspólnoty i zwykli obywatele nie byli zjadani przez duże podmioty, żeby mogli działać razem, podejmować decyzje razem (Dzwonek) i bronić razem swoich interesów. Ten projekt idzie w inną stronę, w stronę centralizacji, odgórnych wzorców, ratowania złych portfeli i przenoszenia realnej władzy członków na struktury, dlatego nie wolno przyjmować go na wiarę jako rzekomej deregulacji.

    To może być deregulacja tylko dla silniejszych, a dla słabszych regulacja zależności. Jeżeli państwo chce naprawdę wzmacniać bankowość spółdzielczą, to powinno bronić zasady: jeden podmiot, jeden głos w realnej autonomii lokalnych banków i przejrzystości, a nie budować konstrukcje, które w praktyce zmienią spółdzielczość w korporacyjny system zarządzania. Dlatego ten projekt trzeba głęboko poprawić. Dziękuję. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia