10. kadencja, 60. posiedzenie, 2. dzień (18-06-2026)

19. punkt porządku dziennego:

Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny (druk nr 2644).

Poseł Dorota Olko:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Pani Ministro! Drodzy Twórcy! W Polsce żyje ponad 60 tys. osób zawodowo wykonujących działalność artystyczną. To jest grupa bardzo zróżnicowana pod wieloma względami - pod względem tego, jaki rodzaj działalności twórczej wykonują, pod względem rozpoznawalności, pod względem zasobności portfela. Ale większość z nich łączy jedno: niestabilna forma zatrudnienia i związana z nią nieregularność dochodów. Ze względu na zróżnicowanie tej grupy do niedawna tak naprawdę niewiele wiedzieliśmy o jej sytuacji, bo nawet w badaniach GUS-u te osoby wpadały w inne kategorie. Dzisiaj jednak mamy dane dzięki wspominanym już wielokrotnie badaniom zespołu pod kierownictwem prof. Ilczuk.

    Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że jest to wiedza zawstydzająca dla polskiego państwa, bo prawie 1/3 artystów i artystek osiąga dochody poniżej minimalnego wynagrodzenia. Zaledwie 10% pracuje na umowie o pracę. Z tych badań wynika, że ponad połowa osób z tej grupy nie ma żadnego tytułu do ubezpieczenia społecznego. Funkcjonują one de facto poza systemem. To oznacza, że kiedy zechcą założyć rodzinę, nie będą mogły skorzystać z urlopu rodzicielskiego, że kiedy będą potrzebować zabiegu medycznego, to będą mogły go zrobić tylko prywatnie, a na starość zostaną bez emerytury.

    (Poseł Bartłomiej Pejo: Bo nie płacili składek.)

    Warto też w tym miejscu dodać, że coraz większa część efektów ich pracy jest zagarniana przez gigantów cyfrowych. Właściwie zjawisko obchodzenia konieczności płacenia artystom za efekty ich pracy nie jest nowe. Wystarczy przypomnieć masowe piracenie kaset i płyt z muzyką czy z filmami. I dlatego z tych wszystkich względów państwo jest odpowiedzialne za interwencje w polu sztuki. Taki rodzaj interwencji, jaki jest zaplanowany w tej ustawie, jest wyczekiwany przez środowisko od lat i funkcjonuje w różnych formach w wielu państwach.

    Jeszcze zanim ten projekt trafił do Sejmu, wybuchła wokół niego dyskusja. I dobrze, bo to ważny projekt, potrzebujemy debaty, ale debaty poważnej. A w tej debacie niestety roi się od przekłamań i manipulacji, niestety też ze strony posłów. Więc wyjaśnijmy sobie. Po pierwsze, ta ustawa nie wprowadza żadnych specjalnych emerytur, żadnego specjalnego systemu, nie ma wcześniejszych emerytur, nie ma innego wyliczania. Wręcz przeciwnie, celem tej ustawy jest włączenie najmniej zarabiających artystów do normalnego powszechnego systemu ubezpieczeń społecznych, bo jak powiedziałam, tysiące z nich funkcjonują poza nim.

    (Poseł Witold Tumanowicz: Mówię, że to, żeby zapłacić składki...)

    (Poseł Bartłomiej Pejo: Nie da się tego słuchać.)

    Panowie, potem sobie porozmawiacie.

    Po drugie, to wsparcie nie obejmie wszystkich artystów, ale ich część, która zarabia najmniej, a ze sztuki żyje, i to będzie weryfikowane, tak jak mówiła pani ministra. Nikt nie będzie się zrzucał na emerytury gwiazd ˝Sylwestra Marzeń˝ czy raperów, którzy wyprzedają Stadion Narodowy. Oni tego nie potrzebują, są w stanie zapłacić składki. Więc to nie jest wspieranie najbogatszych kosztem społeczeństwa, tylko odwrotnie. To jest wspieranie najbiedniejszych artystów i artystek, żeby zapewnić im podstawowe bezpieczeństwo.

    Ten projekt też, wbrew temu, co twierdzą niektórzy, nikogo nie dyskryminuje, bo jak szczęśliwie padało już wiele razy z tej mównicy, dzisiaj już państwo stosuje różne mechanizmy wsparcia dla różnych grup zawodowych: dla rolników, dla mundurowych, dla górników, dla nauczycieli, dla przedsiębiorców. Ta lista jest dłuższa. I z tym zazwyczaj na tej sali prawie nikt nie ma problemu, przyjmujecie to. A wściekłe wycie wywołało dopiero wsparcie dla artystów, dla grupy, w którą uderzać jest najłatwiej. Może dlatego, że nie wszyscy rozumiemy naturę tej pracy.

    Mogliśmy też usłyszeć, że jak ktoś nie jest w stanie osiągnąć nawet płacy minimalnej z działalności artystycznej, to pewnie się do niej po prostu nie nadaje i niech sobie zmieni pracę. I na chłopski rozum to brzmi logicznie, tylko problem w tym, że sztuka od setek lat słabo poddaje się wycenie rynkowej, a artyści opierają się w swoim działaniu na wsparciu państwa i podmiotów prywatnych. Gdyby z tej rady o tym, żeby zająć się czymś innym, skorzystali np. polscy romantycy, to nie mielibyśmy dzieł ani Słowackiego, ani Norwida, bo za życia ich poezja sprzedawała się słabo albo wcale. Ile straciłaby polska rzeźba, gdyby Alina Szapocznikow czy Katarzyna Kobro wsłuchały się w głos krytyki i zajęły się czymś innym? Ile straciłby świat bez obrazów Van Gogha czy bez dzieł Nikifora?

    Wolny rynek, proszę państwa, to może być dla państwa zaskakujące, czasem się myli i w polu sztuki to zdarza się częściej niż w innych polach. Nie zawsze jesteśmy w stanie ocenić dane dzieła sztuki z perspektywy dnia dzisiejszego. Zachęcam, żeby tę ustawę potraktować jako inwestycję (Dzwonek) w polską kulturę.

    (Poseł Witold Tumanowicz: Ktoś będzie musiał się czym innym zająć.)

    Prawica dużo mówi o dumie narodowej. Lubi być dumna ze sztuki. Bądźmy dumni z tego, jak ją wspieramy. To jest ważny i potrzebny projekt. Koalicyjny klub Lewicy oczywiście popiera dalsze prace. Dziękuję. (Poruszenie na sali, oklaski)


Przebieg posiedzenia