10. kadencja, 60. posiedzenie, 3. dzień (19-06-2026)

26. punkt porządku dziennego:

Pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy - Kodeks pracy (druk nr 2623).

Poseł Wioletta Maria Kulpa:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość dostrzegł problemy z wdrażaniem przepisów dotyczących tzw. neutralności stanowisk pracy, co wcześniej, przed przyjęciem przez Sejm, sygnalizowaliśmy bardzo wyraźnie w grudniu ub.r.

    Praktyka pokazała, że przepisy bez konsultacji z pracodawcami, związkami pracodawców, związkami zawodowymi, które weszły w życie w Wigilię 2025 r., budzą liczne wątpliwości. Przedsiębiorcy obawiają się konsekwencji prawnych nawet przy formułowaniu prostych ogłoszeń rekrutacyjnych, a niejasne przepisy, zamiast porządkować rynek, tworzyć miejsca pracy, pomagać przedsiębiorcom, generują niepewność i dostarczają kolejnych ryzyk.

    W tej debacie nie rozstrzygamy, czy kobiety i mężczyźni powinni otrzymywać równe wynagrodzenia za taką samą pracę. To jest zasada słuszna i obowiązująca w polskim prawie od wielu lat. Rozstrzygamy natomiast, czy Polska ma wdrażać prawo unijne rozsądnie, czy też, jak niestety dzieje się obecnie, z nadgorliwością, która uderza przede wszystkim w polskich przedsiębiorców. Dyrektywa 2023/970 została przyjęta w maju 2023 r., a termin jej wdrożenia upłynął 7 czerwca tego roku.

    Warto jednak uczciwie powiedzieć, jak wygląda sytuacja w Europie. Większość państw Unii Europejskiej nie zdążyła wdrożyć tych przepisów w terminie. I uwaga: Niemcy, Austria, Portugalia, Hiszpania, Węgry, Chorwacja, Luksemburg czy Słowenia nie zakończyły procesu legislacyjnego. Dania i Holandia oficjalnie przesunęły wejście przepisów w życie na 2027 r. W Irlandii organizacje pracodawców domagały się rocznego opóźnienia ich wdrożenia. W Szwecji posunięto się jeszcze dalej. Przedstawiciele rządu i organizacji przedsiębiorców publicznie wezwali Unię Europejską do renegocjacji dyrektywy i wydłużenia terminu jej wdrożenia. Dlaczego? Bo wiele państw dostrzegało ryzyko nadmiernej biurokracji, wzrostu kosztów prowadzenia działalności gospodarczej oraz nakładania obowiązków wykraczających poza minimum wymagane przez Unię Europejską. Eksperci określają to mianem gold-platingu, czyli nadmiernej implementacji prawa unijnego. Wśród państw, którym zarzucano takie działania, wymieniona również była Polska. Tymczasem rząd Donalda Tuska postanowił być prymusem Unii Europejskiej. Nie tylko wdraża przepisy, ale w wielu obszarach chce pójść jeszcze dalej, chociaż tego nie wymaga dyrektywa.

    Co więcej, Komisja Europejska dopiero w marcu 2026 r. opublikowała wytyczne dotyczące neutralnej płciowo oceny stanowisk pracy. Oznacza to, że nawet na poziomie unijnym trwały jeszcze prace interpretacyjne, podczas gdy w Polsce przedsiębiorcy byli już straszeni sankcjami i kolejnymi obowiązkami. A przecież możliwe było rozwiązanie znacznie bardziej racjonalne. Można było zastosować dłuższe okresy przejściowe. Można było ograniczyć nowe obowiązki do największych pracodawców. Można było szeroko konsultować rozwiązania z organizacjami przedsiębiorców i partnerami społecznymi. Można było wdrażać przepisy etapowo, tak jak robią to inne państwa europejskie. Zamiast tego otrzymaliśmy kolejną ustawę przygotowaną przede wszystkim z myślą o tym, aby zadowolić Brukselę, a nie polskich przedsiębiorców. Polskie firmy potrzebują stabilności, przewidywalności i partnerstwa ze strony państwa. Nie potrzebują kolejnych obowiązków, których nawet większość państw Unii Europejskiej nie zdecydowała się jeszcze w pełni wdrożyć.

    Dlatego apeluję o przyjęcie poprawek, w zasadzie tej jednej poprawki, ograniczającej nadmierną implementację przepisów unijnych, i pozostawienie przedsiębiorcom większej spowody w realizacji celu, który przecież wszyscy popieramy - równego traktowania pracowników.

    Unia Europejska wymaga osiągnięcia celu - równość wynagrodzeń i przejrzystość, ale nie narzuca państwom członkowskim tak szczegółowych rozwiązań dotyczących języka ogłoszeń czy organizacji procesów rekrutacyjnych, jakie próbujecie wprowadzić poprzez polskie prawo. To właśnie jest klasyczny zarzut nadimplementacji, który podnosiła także organizacja przedsiębiorców w kilku państwach Unii Europejskiej. Kiedy Niemcy konsultowali, Holandia przesuwała termin wdrożenia, Dania odkładała wejście przepisów w życie na 2027, a Szwecja domagała się renegocjacji dyrektywy. Polski rząd tymczasem już nakładał nowe obowiązki na przedsiębiorców.

    Tak jak powiedziałam, dyrektywa wymaga osiągnięcia celu, ale nie narzuca jej metod. I przykładowo, Holandia planowała dłuższe vacatio legis. Dania, tak jak powiedziałam - przesunięcie na 2027, irlandzkie organizacje postulowały dodatkowy rok przygotowania, Niemcy zakładają stopniowe wdrożenie obowiązków raportowych. Część państw ogranicza nowe obowiązki początkowo tylko do największych pracodawców. Można było więc, tak jak mówiliśmy, wydłużyć ten okres dostosowawczy i ograniczyć to na początku do dużych przedsiębiorstw. Niestety rząd wybrał inną ścieżkę.

    Nie bronimy nierówności płacowych, bronimy zdrowego rozsądku. Dyrektywa unijna nakazała osiągnąć cel, nie nakazała jednak, aby Polska była pionierem, pierwszym krajem, który zacznie karać przedsiębiorców za błędy interpretacyjne przepisów, których znaczna część Europy jeszcze nawet nie wdrożyła. To jest właśnie klasyczny przykład nadimplementacji prawa unijnego i legislacyjnego, tym samym nadgorliwości rządu pana premiera Donalda Tuska. Dziękuję bardzo. Dalej będzie referował pan poseł Rafał Weber. Dziękuję. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia