10. kadencja, 60. posiedzenie, 3. dzień (19-06-2026)

27. punkt porządku dziennego:

Pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o systemie ochrony zdrowia oraz o zmianie niektórych innych ustaw (druk nr 2673).

Poseł Joanna Wicha:

    Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Procedowany dziś projekt dotyka kilku obszarów ochrony zdrowia. Mówi o składce chorobowej, finansowaniu NFZ-etu, organizacji szpitali, wynagrodzeniach personelu medycznego, kontroli zwolnień lekarskich, a nawet ulgach podatkowych. Więc po kolei. To ważne aspekty, dlatego wymagają nie tylko dobrych intencji, ale też głębokiej refleksji nad skutkami regulacji.

    Zacznę od propozycji, którą popieramy. Projekt zakłada objęcie umów zlecenia obowiązkową składką zdrowotną. To krok w stronę większej sprawiedliwości systemu. Umowa zlecenia nie może być dłużej wytrychem na uchylanie się od dokładania do systemu ochrony zdrowia. Obok tego rozwiązania projekt zawiera propozycje, których nie popieramy. Projektodawcy przedstawiają przesunięcie składki chorobowej z ZUS do NFZ jako sposób na zwiększenie finansowania ochrony zdrowia. Do NFZ ma trafiać kwartalna nadwyżka. Tylko, że ta nadwyżka jest zmienna, a w niektórych okresach może jej po prostu nie być. Nie można więc udawać, że jest to stabilny strumień nowych finansów na leczenie.

    Projekt zakłada też skrócenie okresu wypłacania chorobowego przez pracodawcę z 30 do 14 dni. To oznacza oszczędność dla firm, ale większe wydatki dla państwa, czyli po stronie nas, podatników, to de facto przeniesienie kosztów z firm na ludzi. W projekcie widzę też brak konsekwencji. W materiałach pojawiają się różne kwoty dodatkowych wpływów i oszczędności dla NFZ. Raz mowa o 25 mld zł, innym razem o 16 mld zł. Reforma ochrony zdrowia nie może opierać się na optymistycznych tabelach. Musi opierać się na rzetelnych wyliczeniach. Takie wyliczenia przygotowaliśmy w projekcie podatku zdrowotnego Lewicy. Zamiast odliczać od podatku wydatki na prywatne leczenie i zmniejszać dochody państwa, zaprojektowaliśmy rozwiązanie, w którym zwykli pracownicy będą płacić mniej niż obecnie, a system zyska więcej środków. Po pierwsze, jednolity podatek zdrowotny obejmujący korporacje, które obecnie nie dokładają się do służby zdrowia. Po drugie, opodatkowanie wysokoprzetworzonej tłustej żywności na wzór opłaty cukrowej. Po trzecie, zwiększenie udziału akcyzy w finansowaniu ochrony zdrowia. W ten sposób przenosimy ulgę finansową dla 90% pracowników przy jednoczesnym podniesieniu nakładów na ochronę zdrowia z 6% PKB na 9%. To jest zasadnicza różnica między naszym podejściem a propozycją zawartą w procedowanym dziś projekcie. My chcemy więcej pieniędzy w publicznym systemie.

    Projekt proponuje ulgę, która skutkowałaby mniejszymi środkami w budżecie i dotowaniem prywatnej opieki zdrowotnej. To prosta droga do prywatyzacji ochrony zdrowia, na którą Lewica nie zgadza się fundamentalnie. Sprzeciw wobec premiowania prywatnej opieki zdrowotnej nie pozwala nam poprzeć tego projektu. To rozwiązanie przyniesie tylko krótkotrwałą ulgę tym, których już dziś stać na prywatne wizyty, a nic dobrego nie wniesie dla pozostałych pacjentów. Nie skróci czasu oczekiwania na zabiegi, nie zwiększy liczby specjalistów w publicznych poradniach i nie poprawi sytuacji w szpitalach powiatowych. Pogłębi za to nierówności, a równy dostęp do zdrowia to nie ambitne marzenie Lewicy, tylko konstytucyjne prawo Polek i Polaków.

    Kolejny obszar ustawy to wynagrodzenia personelu medycznego. Projekt proponuje zmianę mechanizmu ustalania wynagrodzeń i przesunięcie waloryzacji. W praktyce może to oznaczać wyhamowanie dynamiki wzrostu płac w ochronie zdrowia. Jako pielęgniarka i członkini związku zawodowego na długo zanim zostałam polityczką walczyłam o godne płace medyków. Nie zaprzeczam jednocześnie, że wynagrodzenia w ochronie zdrowia wymagają uporządkowania. Potrzebujemy przejrzystych zasad, realnej ewidencji czasu pracy i ograniczenia patologii, w których jedna osoba formalnie pracuje w kilku miejscach dokładnie w tym samym czasie. Odpowiedzią jednak nie może być konfliktowanie personelu z dyrektorem szpitala i przerzucanie odpowiedzialności na negocjacje w poszczególnych placówkach. To grozi pogłębieniem nierówności.

    Projekt przewiduje także rozwiązania dotyczące tzw. szpitali wiodących i podległych. Sama dyskusja o uporządkowaniu struktury szpitali jest potrzebna. Polska sieć szpitali wymaga lepszej koordynacji, racjonalnego planowania świadczeń i mądrzejszego wykorzystania zasobów. Ale w tym projekcie zbyt wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Nie wystarczy powiedzieć: konsolidacja. Trzeba pokazać, że za tą konsolidacją nie pójdzie likwidacja oddziałów, ograniczenia dostępności i centralizacja świadczeń kosztem lokalnych społeczności.

    Kolejne wątpliwości budzi pomysł przeniesienia kontroli zwolnień lekarskich do NFZ. ZUS wskazuje na ryzyka dotyczące danych osobowych, kosztów dostosowania systemów informatycznych (Dzwonek) i praktycznej obsługi takiej zmiany. Do tego dochodzi jeszcze ryzyko konfliktu interesów. NFZ jest płatnikiem świadczeń medycznych. Przeniesienie do niego kontroli zwolnień lekarskich może tworzyć presję na ograniczenie liczby uznawanych zwolnień. Ten projekt dotyka realnych problemów, ale nie daje na nie spójnej odpowiedzi i dlatego Lewica nie poprze go w obecnym kształcie. Dziękuję.


Przebieg posiedzenia