10. kadencja, 60. posiedzenie, 3. dzień (19-06-2026)
26. punkt porządku dziennego:
Pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy - Kodeks pracy (druk nr 2623).
Poseł Wioletta Maria Kulpa:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Zacznę od pierwszego wystąpienia pani Barbary Bartuś, która wypowiadała się w imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość. Oczywiście trudno nie zgodzić się z głównymi tezami: feminatywy nie są głównym problemem rynku pracy. Jest tutaj młodzież na sali, którą pozdrawiam bardzo serdecznie. Mam nadzieję, że mi przynajmniej przyznacie rację, bo tak naprawdę problemy rynku pracy są zdecydowanie inne, nie chodzi tu o to, jak będziemy formułować ogłoszenie, czy będzie tam forma żeńska czy męska. Trzeba rzeczywiście prawo upraszczać, ale nie powinno mieć to charakteru tylko i wyłącznie pozornego, a tak robi to właśnie opcja, która w tej chwili rządzi, koalicja 13 grudnia. Feminatywy oczywiście nie powinny stanowić celu prawa pracy, to powinien być przede wszystkim krok w stronę racjonalnego uproszczenia prawa pracy. Powinniśmy iść w tę stronę, nie powinniśmy tworzyć sztucznych zapisów ustawowych, które zdecydowanie nie pomagają pracodawcom. Natomiast nie mogę zgodzić się z tezami wypowiadanymi przez panią Jolantę Niezgodzką, reprezentującą klub Koalicji Obywatelskiej, która twierdzi, że chodzi tu o ograniczenie stereotypów. O jakim my ograniczeniu stereotypów rozmawiamy? Czy kiedy pracodawca chce zatrudnić spawacza, to zatrudni panią na to stanowisko? Czy wiecie, panie, o tym, jak trudna jest to praca, jak trudny jest to zawód? Czy zdajecie sobie sprawę, jakie są tu konsekwencje, nawet w kontekście zdrowia i życia kobiet? Jak wy sobie wyobrażacie, drogie panie, wykonywanie takich obowiązków przez kobietę? Również to, co powiedziała pani poseł Jolanta Niezgodzka, iż kwestia tego feminatywu ogranicza się wyłącznie do publikacji, że później, po rekrutacji pracodawcy nie umieszczają tego w regulaminach wewnętrznych, w przepisach, jest kompletną bzdurą. Wyobraźcie sobie państwo, że ja wielokrotnie spotykam się z tabliczkami na drzwiach pokojów... Zresztą nie trzeba daleko szukać, panie marszałku. Tu też mamy ministry, marszałkinie. Nie trzeba też iść daleko. Można przejść się po wszystkich ministerstwach i zobaczyć, jak wyglądają te tabliczki.
To jest coś, co jest niezgodne również z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, bo nie ma takich stanowisk. Mimo tego to wprowadzono. Jest tak również w przedsiębiorstwach. Jeśli bowiem ktoś zatrudnia osobę, która będzie wykonywała teraz obowiązki, o których zawsze było pisane... Załóżmy, że jest to pielęgniarz i musi być teraz forma żeńska. Nie wiem, jak to będzie wyglądało. Albo np. dyrektorka zamiast dyrektora. Zawsze była forma: dyrektor niezależnie od tego, czy to była kobieta czy mężczyzna. Forma czy to w szkole, czy to w innych instytucjach zawsze brzmiała: dyrektor. A więc chyba nie do końca panie odzwierciedlają rzeczywistość, w której żyją, prezentując takie stanowiska. Chyba najbardziej dobitnie pokazuje to pani poseł Jolanta Niezgodzka, która twierdzi, że przez odwrócenie zapisów wcześniej przyjętej ustawy o zmianie Kodeksu pracy w zakresie neutralności stanowisk chcemy wrócić do czasów PRL-u. Po prostu oniemiałam. Dla mnie ostatnie wydarzenia, czyli VIP roomy, to jest właśnie powrót do czasów PRL-u, a nie odwrócenie tego przepisu, co do którego zresztą słusznie pan poseł Witold Tumanowicz powiedział, że jest po prostu głupi i trzeba go cofnąć. Jaki sens jest tkwić w głupocie i dalej w to brnąć i tego bronić? Nawet trudno tego bronić.
A więc absolutnie nie mam wrażenia, żebyśmy wracali do czasów PRL-u. Myślę, że wiele PRL-owskich elementów jest wprowadzanych do przepisów prawa, a nawet na podstawie zachowań wielu polityków Koalicji Obywatelskiej można byłoby ich porównać do dygnitarzy PRL-owskich. Ten akurat zapis, który chcemy cofnąć, nie ma nic wspólnego z PRL.
Pani poseł Barbara Oliwiecka reprezentująca klub Centrum podnosiła temat polskich firm i mówiła, że tak naprawdę one już przyjęły te przepisy i z tym się godzą. Nie wiem, z kim pani rozmawia i o jakich aspektach, ale sądzę, że z głupimi przepisami, tak jak powiedziałam, trudno się zgadzać. Pani poseł mówi, że my jako wnioskodawcy wątpimy w pracodawców i w to, że sobie poradzą. Tak, oni sobie poradzili, bo z każdym głupim przepisem trzeba sobie jakoś poradzić. Muszą żyć w rzeczywistości, którą stworzył im parlament, a przynajmniej ta większość parlamentarna, która głosowała za tą zmianą przepisu. Trudno jednak w tym wszystkim się odnaleźć. Natomiast jednego zarówno pani poseł Niezgodzka, jak i pani poseł Oliwiecka nie dostrzegają. To nie jest tylko kwestia formułowania ogłoszenia i stosowania również form neutralnych, z którymi często się teraz spotykamy. Jak przedstawiano nam na posiedzeniu komisji kontroli państwa, w której kontrolujemy organy typu Państwowa Inspekcja Pracy, Państwowa Inspekcja Pracy ma teraz w swoich zadaniach analizowanie ogłoszeń o pracę. Czyli czym ma się teraz zajmować Państwowa Inspekcja Pracy? Ma zajmować się przestrzeganiem przepisów prawa dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy oraz mobbingiem w miejscach pracy, czy ma analizować ogłoszenia rekrutacyjne i nakładać na pracodawców, uwaga, 5 tys. kary? Czy tym ma się zajmować Państwowa Inspekcja Pracy? Czy na to powinny iść nasze pieniądze, nasze podatki? Na zajmowanie się głupimi przepisami, które wprowadziła większość tej koalicji w Sejmie, i nazywanie czegoś, co nie powinno być tak nazywane, inną formą feminatywu? Pani poseł Niezgodzka i poseł Oliwiecka nie są w stanie przymusić danego pracodawcy, żeby na stanowisko spawacza zatrudnił akurat kobietę, a nie mężczyznę. Nie, bo predyspozycje, fizjologia i wszystkie inne uwarunkowania wskazują, że na tym stanowisku trudno jest zatrudnić kobietę, bo byłaby to najzwyczajniej w świecie krzywda dla niej i dla jej zdrowia. Trzeba w tym wszystkim widzieć logikę, a nie brnąć w głupotę.
Szczerze mówiąc, jestem pod wrażeniem wypowiedzi pana posła Marcina Józefaciuka. Cieszę się z tego głosu rozsądku i za niego dziękuję. Trzeba przyznać, że nawet gdy się głosuje za jakimiś przepisami, a później przyznaje się do tego, że nie do końca miało się rację, to jest to dobre wyjście z sytuacji. W rozmowie z pracodawcami, z przedsiębiorcami dostrzega się pewne błędy.
Pani poseł Bożena Lisowska mówiła o tym, że te przepisy zaskoczą pracodawców, bo w projekcie, który złożyliśmy, jest za krótkie vacatio legis. Niech pani poseł Bożena Lisowska popatrzy, jakie było vacatio legis, jeśli chodzi o przepisy, za którymi zapewne głosowała i które weszły w życie. To mogło być zaskoczenie dla pracodawców, bo weszły w życie w Wigilię ubiegłego roku. To dopiero mogło być zaskoczenie dla przedsiębiorcy.
Odpowiadając na pytanie pana posła Józefaciuka, powiem, że jesteśmy gotowi do podjęcia dalszych prac w komisji i do ewentualnych dyskusji. Jesteśmy gotowi rozszerzać te zapisy, by rzeczywiście gwarantowały w sposób rozsądny pewne działania, które będą mogły tę, w cudzysłowie, neutralność stanowisk zabezpieczyć. Tu jednak nie chodzi o kwestie językowe.
Trudno się nie zgodzić z wypowiedziami zarówno pani poseł Schmidt, jak i pani poseł Bartuś. To oczywiście były wypowiedzi, które popierają ten projekt zmian ustawowych.
Zgodzę się też oczywiście z panem posłem Tumanowiczem, że nie są problemem dla przedsiębiorców w tej chwili zmiany, które chcemy cofnąć, bo to jest jakby naturalne. Problematyczne są zapisy wprowadzone przez poprzednią zmianę ustawową, która weszła w życie, o tym, że ogłoszenia powinny być jasne, zwięzłe i czytelne. Powinny jasno precyzować, kogo oczekują, jakiego pracownika. Zarówno dla jednej, jak i drugiej strony powinno to być dobre rozwiązanie. Pracownik powinien wiedzieć, na jakie stanowisko ma aplikować, czy jego kwalifikacje są odpowiednie, a pracodawca na tyle zwięźle powinien to formułować, żeby nie płacić horrendalnych pieniędzy za ogłoszenia. Tak, jak najbardziej, zgadzam się z tym. To tyle. Jeszcze pan poseł. Dziękuję bardzo, panie marszałku. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia