10. kadencja, 65. posiedzenie, 2. dzień (16-09-2026)

Oświadczenia.

Poseł Barbara Bartuś (tekst niewygłoszony):

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Dziś, 16 września, przypada 106. rocznica bitwy pod Dytiatynem - jednej z tych bitew wojny polsko-bolszewickiej, które przeszły do historii jako polskie Termopile.

    Jest to historia mniej znana niż Bitwa Warszawska czy obrona Lwowa. A przecież właśnie takie wydarzenia pokazują, z jakich ludzi budowała się Niepodległa Rzeczpospolita.

    16 września 1920 r. w rejonie Dytiatyna ok. 600 polskich żołnierzy stanęło naprzeciwko ok. 3 tys. żołnierzy Armii Czerwonej. Polacy przez wiele godzin odpierali kolejne natarcia, zatrzymując na cały dzień marsz dwóch sowieckich brygad. Ich walka pozwoliła osłonić odwrót i uratowała pozostałe polskie oddziały przed rozbiciem. Bój pod Dytiatynem stał się symbolem żołnierskiego obowiązku spełnionego do końca.

    Szczególne miejsce zajmuje w tej historii 4. bateria 1. Pułku Artylerii Górskiej dowodzona przez kpt. Adama Zająca. Gdy kończyła się amunicja, kpt. Zając nie przyjął wezwania do kapitulacji. W swoim ostatnim rozkazie powiedział: ˝Skrwawienie nasze uratuje 8. dywizję˝. I tak się stało. Po wyczerpaniu amunicji polscy żołnierze walczyli wręcz. Kpt. Zając i jego artylerzyści polegli, a ich bateria została nazwana ˝Baterią Śmierci˝.

    To właśnie takie historie pokazują, czym dla poprzednich pokoleń była służba ojczyźnie. Nie słowem, nie deklaracją, lecz zobowiązaniem, które w chwili próby oznaczało gotowość poniesienia najwyższej ofiary.

    Dytiatyn został upamiętniony na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Ale kiedy czytam o kpt. Adamie Zającu i jego żołnierzach, myślę także o tym, jak wiele takich nazwisk wciąż pozostaje nieznanych dla zdecydowanej większości Polaków.

    Dlatego pamięć o Dytiatynie jest czymś więcej niż wspomnieniem jednej bitwy. To lekcja odpowiedzialności za ojczyznę.

    Bo wolna Polska nie powstała sama - ktoś musiał być gotów o nią walczyć i za nią umrzeć.


Przebieg posiedzenia