10. kadencja, 65. posiedzenie, 3. dzień (17-09-2026)
23. punkt porządku dziennego:
Pytania w sprawach bieżących.
Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Maria Ejchart:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Spór o Akademię Wymiaru Sprawiedliwości to nie jest spór o gabinet, to nie jest spór o nazwisko. To jest pytanie o to, czy instytucja państwowa służy państwu, czy służy sama sobie.
(Poseł Joanna Borowiak: No właśnie, właśnie.)
Akademia Wymiaru Sprawiedliwości miała służyć Służbie Więziennej. Zamiast tego zaczęła rosnąć sama w sobie. Finansowanie z budżetu państwa wzrosło z 7,5 mln zł w 2019 r. do 126 mln zł w roku 2024. 17 razy. W tym samym czasie ok. 6 tys. funkcjonariuszy czekało na przeszkolenie zawodowe, a akademia szkoliła rocznie ok. 200. Przy takim tempie ostatni z nich doczekaliby się tego szkolenia za 30 lat. Instytucja rosła, pieniądze rosły, majątek rósł, a kolejka funkcjonariuszy stała w miejscu. Akademię Wymiaru Sprawiedliwości przekształcono w polityczne zaplecze, przechowalnię kadr, źródło finansowego zabezpieczenia, a rektor zajmował się działalnością partyjną i autopromocyjną. Bilans jest poważny.
(Głos z sali: Nie wstyd pani, pani minister? Jako minister pani odpowiada.)
Bilans jest poważny. Najwyższa Izba Kontroli, Krajowa Administracja Skarbowa zakwestionowały rozliczenie milionów złotych poniesionych kosztów, których nie wykazano.
(Poseł Joanna Borowiak: Pani minister, prosimy o odpowiedź na pytanie. Podstawa prawna, bez bicia piany...)
(Poseł Tomasz Kostuś: Panie marszałku, przeszkadzają.)
Projekty z Funduszu Sprawiedliwości pochłonęły dziesiątki milionów. Transfery nieruchomości bada prokuratura, są już zarzuty w tej sprawie.
(Poseł Joanna Borowiak: Podstawa prawna.)
Rada Doskonałości Naukowej wznowiła cztery postępowania doktorskie. I to dlatego państwo dzisiaj bronią tego układu z taką zaciekłością.
(Poseł Mariusz Gosek: Pani nie słyszała pytania?)
Państwo nie bronią autonomii uczelni.
(Poseł Mariusz Gosek: Pani nie odpowiada na pytania.)
To jest obrona stanowisk i publicznych pieniędzy, które traktowano jak polityczną własność.
(Poseł Mariusz Gosek: Pani jest wiceministrem sprawiedliwości.)
Wicemarszałek Krzysztof Bosak:
Przepraszam bardzo.
Bardzo proszę posłów, żeby nie przerywali pani minister w każdym zdaniu. Nasza dyskusja ma swoją dynamikę i polega na tym, że państwo zadają pytania, pani minister odpowiada, następnie państwo mają możliwość dopytać. Bardzo proszę umożliwić odpowiedź.
Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Maria Ejchart:
Pan rektor komendant Michał Sopiński został odwołany za trzy konkretne grupy rażących i uporczywych naruszeń prawa. Podstawą był art. 432 ust. 5 Prawa o szkolnictwie wyższym i nauce. Po pierwsze, wadliwe postępowania doktorskie. Czynności wykonywały organy, które nie miały podstawy.
(Poseł Barbara Bartuś: Habilitacja...)
Komisję powołano z naruszeniem prawa. To nie jest cudzy błąd proceduralny. Jako przewodniczący senatu rektor komendant podpisywał decyzje kończące wadliwe postępowanie i jako organ, który kieruje uczelnią, nie usunął źródła tych naruszeń, mimo że miał taki obowiązek. Miał instrumenty prawne i instrumenty statutowe.
Po drugie, demonstracyjne zaangażowanie partyjne. I tu nie chodzi o poglądy indywidualne ani prywatne. Rektor uczelni Służby Więziennej jest organem formacji. Formacja jest z ustawy apolityczna.
(Poseł Joanna Borowiak: No właśnie.)
Tymczasem Michał Sopiński przedstawiał się jako prezes partyjnych struktur, publikował materiały wyborcze, agitował. Wobec naukowców mówił o odbieraniu profesury, obywatelstwa, goleniu głów, agenturze, zdradzie państwa. Apolityczność służby mundurowej to nie jest fanaberia rządu, to jest standard praworządnego państwa.
I po trzecie, rektor Sopiński bez podstawy prawnej kwestionował umocowanie prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie do podpisania umowy. Uczelnia, rektor sam decydował, który organ państwa uznaje za legalny. Postępowanie w sprawie odwołania rektora trwało 6 miesięcy, z pełnym poszanowaniem prawa strony. Jak odwołany rektor bronił się w postępowaniu? Blisko setką wniosków o wyłączenie urzędników, w tym siedem dotyczyło samego ministra sprawiedliwości, nieodbieraniem przesyłek, podawaniem wadliwego adresu do korespondencji. Wreszcie uznał, że Trybunał Konstytucyjny będzie jego tarczą. Złożony z dublerów trybunał na wniosek posłów z własnego obozu wydał zabezpieczenie. Jednak Trybunał Konstytucyjny, proszę państwa, ma badać ustawy, a nie chronić posady. Kiedy wniosek trybunału pisze się pod konkretne nazwisko, to nie jest kontrola konstytucyjności. To jest parasol ochronny.
9 września minister sprawiedliwości po ponownym rozpatrzeniu sprawy utrzymał swoją decyzję o odwołaniu rektora komendanta. Ta decyzja jest ostateczna. Tego dnia upoważnieni funkcjonariusze Służby Więziennej próbowali dostarczyć tę decyzję panu Sopińskiemu przebywającemu akurat w Karpaczu. Został poinformowany, kto i w jakiej sprawie czeka na niego w recepcji.
(Poseł Joanna Borowiak: A gdy przyszedł do ministerstwa, to czemu państwo go nie wpuściliście?)
Telefonicznie odmówił zejścia i przyjęcia korespondencji. Następnego dnia publicznie potwierdził, że znał cel doręczenia.
Doręczenie decyzji nie jest negocjacją. Funkcjonariusz nie jest petentem, który ma prosić adresata o przyjęcie koperty. Prawo nie premiuje ucieczki przed przyjmowaniem urzędowego pisma. Art. 47 Kodeksu postępowania administracyjnego uznaje, że odmowa przyjęcia oznacza doręczenie w dniu odmowy. To doręczenie, proszę państwa, było skuteczne zgodnie z Kodeksem postępowania administracyjnego.
Co było dalej? Minister nie mianował nikogo na miejsce rektora. Tutaj działało prawo, czyli (Dzwonek) art. 24 ust. 8 Prawa o szkolnictwie wyższym i nauce. Zgodnie z tym artykułem obowiązki przejął najstarszy członek Senatu ze stopniem doktora. W tym przypadku był to prof. Sławomir Cudak. Nie wskazała go partia ani nie wskazała go minister. Potem przyszli politycy.
(Poseł Sylwia Bielawska: I zrobili cyrk.)
Zamiast kontroli poselskiej zobaczyliśmy szturm na rektorat, przepychanki z Policją, posłankę, która blokuje drzwi gabinetu i decyduje, kogo do niego wpuścić. Proszę państwa, mandat poselski daje prawo do informacji, ale nie jest kluczem do cudzego gabinetu, nie jest zasuwą do drzwi tego gabinetu. Nie daje prawa do barykadowania wersalką drzwi do gabinetu.
(Głos z sali: Będzie pytanie.)
Przebieg posiedzenia