10. kadencja, 66. posiedzenie, 3. dzień (08-10-2026)

31. punkt porządku dziennego:

Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o wsparciu przedsiębiorców sektorów energochłonnych z tytułu ponoszenia kosztów energii elektrycznej (druk nr 3159).

Poseł Grzegorz Płaczek:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Polskie huty, zakłady chemiczne, producenci żelazostopów, szkła i papieru potrzebują pomocy, natychmiast, nie po to, żeby się rozwijać, tylko po to, żeby przetrwać. Polskie przedsiębiorstwa energochłonne ponoszą jedne z najwyższych kosztów energii w regionie. Ta cena w dużej części jest wynikiem nie działania rynku, lecz decyzji politycznych: opłat za emisję oraz kolejnych danin doliczanych do rachunku na pokrycie marnotrawstwa w państwowym oligopolu w energetyce. To nie przemysł zawinił. Jest drenowany przez energetyczną hubę, która opłaty za emisję i własną nieefektywność, w tym apanaże dla partyjnych nominatów, przerzuca na klientów.

    Konfederacja od lat domaga się usunięcia przyczyn, czyli odejścia od systemu ETS i likwidacji opłat w rachunku za prąd. Państwo polskie nie może zostawić przedsiębiorców samych sobie. Stawką jest utrzymanie w Polsce produkcji, miejsc pracy, łańcuchów dostaw i strategicznych kompetencji przemysłowych.

    Unijne ramy CISAF obowiązują od czerwca 2025 r. Niemcy, Słowenia i Bułgaria miały swoje programy uzgodnione z Komisją Europejską już wiosną tego roku. Polski rząd przynosi projekt do Sejmu w październiku, niespełna 3 miesiące przed końcem roku, kiedy wygasa możliwość skorzystania z tymczasowych ram METSAF. Przez cały ten czas polskie zakłady ponosiły głębokie straty, próbując przetrwać na wspólnym rynku, w starciu z firmami, które ulgę już miały.

    Kuriozalne jest to, że ustawa zakłada, że pierwsze pieniądze trafią do polskich przedsiębiorstw dopiero w 2027 r. Czy zawsze musimy w tym Sejmie pracować pod presją czasu? Co gorsza, pomimo że ustawa nie została jeszcze przyjęta, już teraz wiadomo, że budżet zakładanego wsparcia jest zbyt mały wobec skali problemu. Rząd sam między wierszami to przyznaje, bowiem zamiast ulgi dla wszystkich uprawnionych wprowadza konkurs. Oznacza to, że część przedsiębiorstw znajdujących się w tej samej sytuacji kosztowej otrzyma wsparcie, a część nie dostanie nic. O przetrwaniu zakładu zdecyduje miejsce w rankingu ułożonym przez komisję urzędników. Wsparcie popłynie do tych, którzy podobają się władzy.

    Do tego dochodzi wymóg wskazania przez przedsiębiorstwa konkretnej inwestycji już na etapie wniosku. System premiuje firmy, które mają gotowe projekty, a nie te, którym wysokie koszty energii najbardziej zagrażają. W Niemczech informację o inwestycji przedstawia się dopiero przy rozliczeniu obowiązku inwestycyjnego. Polska nie powinna być bardziej unijna od Unii.

    Po drugie - i to jest dla nas w Konfederacji najważniejsze - źródło finansowania jest złe. Rząd chce zapłacić za ten program podwyżką CIT. Konfederacja nie popiera podwyżek podatków. Według wyliczeń branży budżet zbierze w ten sposób ok. 7200 mln zł, a przemysłowi odda niecałe 5 mld. To nie jest pomoc państwa, tylko przekładanie pieniędzy z kieszeni jednych przedsiębiorców do kieszeni drugich, przy czym część pozostanie w budżecie na pokrycie socjalnego rozdawnictwa i finansowania długu. Ten podatek zapłaci na końcu odbiorca paliw i energii, także przemysł, któremu ta ustawa ma pomóc. Dziurę budżetową trzeba łatać, usuwając jej źródło, czyli socjalne łapówki dla wyborców, a nie drenując kieszenie Polaków kolejnymi podatkami.

    Ta ustawa leczy objawy, a nie chorobę. Jest spóźniona i zakłada złe źródło finansowania. Konfederacja, walcząc o polskie przedsiębiorstwa energochłonne, będzie rozliczać rząd z tego, czy pomoc dotrze do przedsiębiorstw na czas i w jakiej formie. Apelujemy o poważną i merytoryczną pracę w komisji. Walczymy bowiem o przetrwanie polskiego biznesu. Polskiego.


Przebieg posiedzenia