10. kadencja, 66. posiedzenie, 3. dzień (08-10-2026)
37. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka o rządowym projekcie ustawy o przywróceniu prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego na podstawie prawa przez uregulowanie skutków uchwał Krajowej Rady Sądownictwa podjętych w latach 2018-2025 (druki nr 2107 i 3019).
Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Dariusz Mazur:
Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Szanowni Państwo! Wysoka Izbo! Generalnie kiedy słyszałem wystąpienia państwa posłów, zwłaszcza z Prawa i Sprawiedliwości, to wywoływały one moje dość duże zdumienie. Otóż z Rozwojem Plus, panem posłem Szczuckim nie mogłem się bardziej zgodzić niż w tej części, kiedy na początku mówił o tym, że polskie sądownictwo wymaga tego, żeby je usprawnić, żeby poprawić tryb jego funkcjonowania, żeby było bardziej proobywatelskie, żeby działało szybciej. Chciałoby się skupić na takich rzeczach i rzeczywiście tak być powinno, ale można by to robić wtedy, gdyby fundamenty sądownictwa były zdrowe i gdyby było na czym budować. Tymczasem niestety okres 8 lat rządów tzw. dobrej zmiany był najgorszym okresem w historii polskiego sądownictwa, ponieważ zrobione zostało bardzo wiele, żeby to sądownictwo nie usprawnić, nie otworzyć na obywateli, ale politycznie podporządkować.
KRS przekształcono w rodzaj upolitycznionego komitetu. Podobnie stało się z dużą częścią Sądu Najwyższego, a zwłaszcza z nowo utworzonymi izbami, a więc Izbą Dyscyplinarną, Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Wprowadzono ustawę kagańcową, która miała sędziów zastraszyć, która miała uniemożliwić im krytykę tych fatalnych zmian, jakie były wprowadzane. Najgorszy pod tym względem dla sędziów był 2021 r., kiedy TSUE tak naprawdę zdelegalizował Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego i podważył legalność nieprawidłowo ukształtowanej Krajowej Rady Sądownictwa, i kiedy zaczął się przeciwko polskim sędziom rodzaj zorganizowanego polowania na czarownice, w którym rolę inkwizytorów grali wyznaczeni przez ministra Ziobrę rzecznicy dyscyplinarni i specwydział w prokuraturze. Rolę młota na czarownice grała ustawa kagańcowa, a rolę Sanctum Officium grała Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, która była swojego rodzaju plutonem egzekucyjnym.
Tylko przypomnę, że w szczytowym okresie tych działań przeciwko polskim sędziom ok. 100 z nich miało bezpodstawne postępowania dyscyplinarne, których podstawą nie było ich niewłaściwe zachowanie jako sędziów czy błędy zawodowe, ale np. to, że wypowiadali się w obronie niezależności sądownictwa. Dziesięciu sędziów zostało zawieszonych albo przez ministra Ziobrę, albo przez wyznaczonych przez niego prezesów sądów dokładnie za to samo, czyli za działania w obronie niezależności sądownictwa. Czterech sędziów było zawieszonych bezterminowo, jeden na okres ponad 2 lat. A tym wszystkim zza kurtyn sterował nasz polski Torquemada, pan minister Ziobro, który obecnie ukrywa się wiadomo gdzie i wiadomo z jakiego powodu.
(Poseł Paweł Śliz: Ha, ha, ha!)
Kiedy przyszliśmy do Ministerstwa Sprawiedliwości, to zastaliśmy tam spaloną ziemię, ponieważ przez 8 lat rządów dobrej zmiany jedyna poprawka do systemu, jaką wprowadzono, którą przynajmniej kierunkowo można oceniać pozytywnie, to był system SLPS, który miał swoje wady, ale który był jakimś postępem. Cała reszta miała służyć nie żadnemu przyspieszeniu, ale zniszczeniu niezależności i politycznemu podporządkowaniu. Reszta nikogo nie obchodziła. Fundusz Sprawiedliwości zarządzany przez Ministerstwo Sprawiedliwości został przekształcony w nielegalny fundusz wyborczo-inwigilacyjny, bo tak chyba należałoby tą instytucję określić.
Tak jak mówię, fundamenty niezależności polskiego sądownictwa, a więc przede wszystkim Krajowa Rada Sądownictwa, która odpowiada za powoływanie i za awans sędziów, a więc system dyscyplinarny, a więc sposób wyznaczania, odwoływania prezesów sądów - te wszystkie rzeczy zostały zniszczone. To wszystko znalazło swoje odbicie bardzo wyraźne w orzecznictwie międzynarodowych trybunałów. Mamy cały szereg orzeczeń. Reczkowicz, Dolińska-Ficek i Ozimek, Wałęsa, Advance Pharma, które mówią, że Krajowa Rada Sądownictwa przez niewłaściwy sposób jej ukształtowania utraciła swoją niezależność. Następstwem tego jest również utrata niezależności przez nowo powoływanych sędziów Sądu Najwyższego, którzy jeżeli zasiadają w składzie tego sądu, to nie jest on niezależnym i bezstronnym sądem ustanowionym ustawą. Wszystkie te orzeczenia, które przywołałem, o tym mówiły.
Orzeczenia w sprawach Żurek, Grzęda mówiły o tym, że kadencja poprzedniej, ostatniej czy przedostatniej legalnej KRS została bezprawnie niezgodnie z przepisami międzynarodowego prawa przerwana. Wreszcie mieliśmy orzeczenia, które mówiły o tym, że faksowe odwoływanie prezesów sądów, to sprawa Broda i Bojara, również było niezgodne z prawem międzynarodowym. Mamy wreszcie kilka orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, które mówią o tym, że dochodziło w Polsce do prześladowania sędziów na tle politycznym. Tu wystarczy wymienić takie orzeczenia jak Żurek, Juszczyszyn czy Tuleya.
Te wszystkie orzeczenia, plus dwa orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w których tenże Trybunał odmówił odpowiedzi na pytania prejudycjalne osób powołanych do Sądu Najwyższego z udziałem niewłaściwie ukształtowanej Krajowej Rady Sądownictwa, nie tylko miały wymiar taki, że potwierdzały podważenie niezależności polskiego sądownictwa, jego autorytet, w tym również na arenie międzynarodowej, ale również pociągnęły za sobą bardzo wymierne skutki finansowe dla polskich podatników. Z funduszy europejskich przyznanych Polsce 550 mln zł zostało potrącone właśnie za to, że w polskim Sądzie Najwyższym zasiadali nieprawidłowo powołani sędziowie, jako że powołani z udziałem nieprawidłowo ukształtowanej Krajowej Rady Sądownictwa. 5,5 mln zł tylko do tej pory zapłaciliśmy z tytułu odszkodowań w ok. 100 sprawach rozstrzygniętych przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w związku z udziałem w polskim Sądzie Najwyższym nieprawidłowo powołanych sędziów Sądu Najwyższego. A to jest dopiero początek, ponieważ takich orzeczeń, takich spraw, które są w toku, jest, szacuje się, od 900 do 1000, może nawet już więcej. Jeżeli to sobie przemnożymy, to już na tę chwilę być może trzeba będzie zapłacić kolejnych 50 mln, a kariery tych sędziów nieprawidłowo powołanych mogą trwać następne 20-25 lat. Ta ustawa, ten projekt, ma tę sytuację uporządkować i doprowadzić do tego, żeby nikt nie mógł kwestionować orzeczeń wydawanych przez polskich sędziów z tego powodu, że ich status jest wadliwy, ponieważ zostali powołani z udziałem nieprawidłowo ukształtowanej Krajowej Rady Sądownictwa.
Odnosząc się do pytań państwa posłów - pani poseł Kulpa pytała, na jakiej podstawie konstytucyjnej może dojść do weryfikacji statusu sędziów, skoro ich status jest chroniony konstytucyjnie. Ich status powinien być chroniony konstytucyjnie, ale tak by było, gdyby oni byli powołani w trybie właściwym, czyli zgodnym z konstytucją, a więc tak jak mówi art. 179 konstytucji: wniosek, uchwała Krajowej Rady Sądownictwa i działanie prezydenta. Ta Krajowa Rada Sądownictwa powinna być zgodna z konstytucją, ale przez te zmiany, które zostały wprowadzone - uchwalone w grudniu 2017 r., weszły w życie w 2018 r. - krajowa rada utraciła swoją konstytucyjną tożsamość, a zatem ci sędziowie, którzy zostali powołani z jej udziałem, nie mają statusu sędziów zgodnych z polską konstytucją, a jedynie zgodnych z ustawą, która z tąże konstytucją nie jest zgodna. Dlatego twórcy tego projektu ustawy wyszli z założenia, że oni nie podlegają tak daleko idącej ochronie jak sędziowie prawidłowo powołani. I to jest odpowiedź na pytanie, w oparciu o jaki przepis konstytucji. W oparciu o to, że doszło do naruszenia art. 179 konstytucji w procesie powoływania tych sędziów. W związku z tym nie mają oni pełnej ochrony, takiej, jaka przynależna by była prawidłowo powołanym sędziom, wynikającej z art. 180 konstytucji.
Pytanie pana posła Lorka: Czy rząd może zagwarantować, że nie będzie masowego podważania orzeczeń? Tak, można to zagwarantować. Ten projekt ustawy w części, która dotyczy sposobu traktowania orzeczeń wydanych z udziałem nieprawidłowo powołanych sędziów, jest oparty o staranne ważenie dóbr: z jednej strony prawa do rzetelnego procesu, jakie powinno przysługiwać każdemu obywatelowi, ale z drugiej strony też bezpieczeństwa obrotu prawnego. Dlatego ta ustawa bardzo, ale to bardzo poważnie ograniczyła możliwość wzruszania orzeczeń wydanych z udziałem nieprawidłowo powołanych sędziów. Ta możliwość w pełnym zakresie dotyczy tylko tego szczebla sądownictwa, gdzie wadliwość była najgłębsza, ponieważ od tych sądów już nie ma co do zasady odwołania, a więc Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego. Natomiast w sądownictwie powszechnym możliwość podważania orzeczeń sądów będą miały tylko te strony, które w postępowaniach kontestowały status sędziów biorących udział w tych postępowaniach, i to nie jednorazowo, ale konsekwentnie, zarówno na etapie postępowania rozpoznawczego, jak i później w środku odwoławczym, to po pierwsze. Po drugie, nie będzie również kwestionowania orzeczeń sędziów sądów powszechnych w sytuacji, kiedy wyroki przez nich wydane powodują nieodwołalne skutki, typu np. orzeczenia rozwodowe.
Padło również pytanie, ze strony chyba pana posła Lorka, czy chcemy wprowadzić bałagan w sądach, czy chodzi o to, żeby, nie wiem, doszło do jakiegoś chaosu w sądownictwie. Nie, tu chodzi właśnie o to, żeby uporządkować sytuację w sądownictwie. Żeby obywatel, który pójdzie do sądu, miał pewność, że jego sprawę rozstrzygnie niezależny i bezstronny sąd w rozumieniu zarówno polskiej konstytucji, w rozumieniu Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej - art. 47, jak i art. 6 ust. 1 europejskiej konwencji praw człowieka. Chodzi właśnie o to, żeby przywrócić w sądach porządek.
Ta ustawa w takim zakresie, w jakim to było możliwe, ma charakter inkluzywny. W tym sensie, że tych sędziów, których obecność na urzędzie dało się uratować, ta ustawa zachowuje, a więc przede wszystkim grupę zieloną, czyli początkujących sędziów - co do których udział Krajowej Rady Sądownictwa w procesie ich powoływania de facto ograniczał się do przyłożenia pieczątki, ponieważ niejako Krajowa Rada Sądownictwa zatwierdza wyniki ich egzaminów sędziowskich, tutaj nie ma takiej normalnej procedury konkursowej - bądź te osoby, które po byciu asystentem sędziego czy po byciu referendarzem miały określony, krótki czas na realizację swojego uprawnienia do startu w konkursie, później musiałyby zupełnie zrezygnować z zawodu. Te osoby z mocy prawa pozostaną na urzędzie. Osoby, które zostały legalnie sędziami przed wejściem tych niekonstytucyjnych zmian w życie, powrócą na poprzednie stanowiska, ale również z szeregiem rozwiązań łagodzących ich sytuację. Więc chodzi tu o delegację do sądu, w którym obecnie orzekają, czy zachowanie dotychczasowego wynagrodzenia.
Nawet ta grupa, której na pewno będzie najtrudniej, tzw. grupa czerwona, czyli osoby, które przyszły spoza zawodu sędziowskiego, których nie ma jak ukorzenić w systemie... Nawet wobec tych osób będą zastosowane rozwiązania osłonowe, takie jak możliwość ponownego startu w konkursach (Dzwonek), powrotu do wcześniej wykonywanego zawodu czy też możliwość ubiegania się w przypadku zdecydowanej większości z nich o stanowisko referendarza sądowego. Dziękuję bardzo.
Przebieg posiedzenia