8. kadencja, 13. posiedzenie, 3. dzień (11-03-2016)
19. punkt porządku dziennego:
Przedstawione przez Radę Języka Polskiego ˝Sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego za lata 2012-2013˝ (druk nr 89) wraz ze stanowiskiem Komisji Kultury i Środków Przekazu (druk nr 256).
Poseł Joanna Lichocka:
Pani Marszałek! Pani Sekretarz! Wysoki Sejmie! 3 tygodnie temu z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Polskiego w Pałacu Prezydenckim odbyła się uroczystość wręczenia medalu Zasłużony dla Polszczyzny.
Prezydent Andrzej Duda uhonorował tą nagrodą prof. Jerzego Bartmińskiego. Pan profesor, odbierając nagrodę, powiedział ważną rzecz: Polszczyzna jest dziś w potrzebie. Zwrócił uwagę, że poza wulgaryzacją i zalewem zapożyczeń jest też trzecie, najpoważniejsze zagrożenie: mowa nienawiści, hejt, który jest łączony z praktyką kłamstw i insynuacji.
Zgodnie z ustawą o języku polskim co 2 lata Rada Języka Polskiego przedstawia Sejmowi i Senatowi Rzeczypospolitej Polskiej sprawozdanie o stanie ochrony języka polskiego. W pierwszych dwóch sprawozdaniach, przed 10 laty, rada zawarła omówienie stanu ochrony języka polskiego w różnych dziedzinach życia. Zostały one opublikowane w książce ˝Polszczyzna publiczna początku XXI wieku˝ wydanej w roku 2007. Potem od tego typu analizy rada postanowiła odejść. Nie wydało się celowe analizowanie w obecnym sprawozdaniu tych samych dziedzin publicznej aktywności językowej, których stan ochrony został oceniony 2, 3 czy 4 lata temu. Zmiany w języku, nawet przy obecnym, niezwykle intensywnym jego rozwoju, nie następują bowiem aż tak szybko, by w okresie kilku lat można było zaobserwować wyraźne i znaczące różnice - czytamy na stronach rady.
W trzecim sprawozdaniu przedmiotem obserwacji stanu języka były więc podręczniki szkolne, po czym rada trzymała się tego założenia dalej. W kolejnym była to analiza języka biznesowego, podręczników szkolnych do kształcenia zawodowego oraz kultura języka w szkolnictwie wyższym. Wyniki analizy oczywiście nie były budujące. Okazywało się zazwyczaj, że język polski nie jest traktowany tak, jak to powinno wynikać z jego roli w życiu społecznym we współczesnej Polsce. Najwięcej uwag krytycznych budził stosunek do polszczyzny w środowisku biznesowym. Język nie jest postrzegany przez twórców tekstów z tego zakresu, a także przez decydentów biznesowych jako wartość sama w sobie, wartość, którą należy kultywować, lecz co najwyżej jako wartość instrumentalna, narzędzie przekazywania określonych treści - czytaliśmy w tamtym sprawozdaniu.
Teraz mamy kolejne, za lata 2012-2013. W tym przedstawionym jeszcze w poprzedniej kadencji sprawozdaniu rada przedstawiła analizę instrukcji obsługi sprzętu AGD, sprzętu elektronicznego, umów bankowych, ubezpieczeniowych i edukacyjnych, a także telekomunikacyjnych i deweloperskich oraz ulotek dołączanych do leków i parafarmaceutyków, nie zapominając także o tekstach na opakowaniach kosmetyków. Ta bardzo staranna analiza wydaje się jednak, blisko 10 lat po analizie polszczyzny w przestrzeni publicznej, dalece niewystarczająca, by móc mówić o obecnym stanie polszczyzny, by zauważyć to, co w tych latach w języku, zwłaszcza w języku debaty publicznej, przekazu medialnego, również codziennych rozmów Polaków, się wydarzyło.
Rok 2012 to, przypomnę, czas przemysłu pogardy w rozkwicie. Hejt, o którym mówił kilkanaście dni temu prof. Jerzy Bartmiński, królował w debacie. Samo słowo ˝hejt˝ właśnie wkraczało do powszechnego użytku. Gowin zachowuje się jak katolicka ciota, Tusk popuścił politycznie, pijacki wypad Lecha Kaczyńskiego - takie zwroty nie tak dawnego polityka Platformy Obywatelskiej Janusza Palikota, wypowiadane właśnie w 2012 r., są faktycznie mniej przyjemne do analizy niż ulotki dołączane do leków. Albo przypomnijmy sobie luty 2012 r. Stefan Niesiołowski, jeden z najbardziej znanych i cytowanych polityków Platformy Obywatelskiej, tak mówił np. o Janie Tomaszewskim: To prostak i ćwok największego kalibru. Ewa Stankiewicz, gdy w maju 2012 r. przedstawiła się i zadała pytanie Stefanowi Niesiołowskiemu, usłyszała taką odpowiedź: To jest pani od tego filmu ˝Solidarni˝, od tego PiS-owskiego paskudztwa? Po czym polityk Platformy Obywatelskiej próbował zasłonić obiektyw kamery i rzucił parokrotnie: Won stąd. Zgadzam się z wyborem rady. Dużo milej jest zajmować się instrukcją obsługi pralki. Tam przynajmniej prostactwa i chamstwa na poziomie czysto językowym nie ma.
Oczywiście nie chodzi o to, aby Rada Języka Polskiego zajmowała się polityką lub skupiała się wyłącznie na języku debaty publicznej, jednak zjawisko warto zauważyć. Po tym, jakie operacje językowe zastosowano w debacie publicznej przeciw śp. Lechowi Kaczyńskiemu w latach 2005-2010, a także po fali agresji i wykluczenia wobec jego brata Jarosława Kaczyńskiego i innych rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, po nieznajdującej dotąd precedensu pogardzie wobec zmarłych w tej tragedii, słyszanej już w samej warstwie językowej wielu publicznych, a także prywatnych, implikowanych przez ów publiczny hejt rozmów zwykłych Polaków, jak można nie zauważyć tego zjawiska? A przecież jest ono już opisywane. Przypomnę tylko głośną książkę Stanisława Kmiecika ˝Przemysł pogardy. Niszczenie wizerunku prezydenta Lecha Kaczyńskiego w latach 2005-2010 oraz po jego śmierci˝ oraz kolejną ˝Przemysł pogardy 2˝, opisującą te same zabiegi, także w płaszczyźnie czysto językowej, skierowane przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu. Ów przemysł pogardy, przemoc zawarta w samym języku, to dojmujące zjawisko ostatniej dekady. Niezauważenie go, gdy zajmuje się stanem polszczyzny, może przypominać podobną metodę, choć przy zachowaniu wszelkich proporcji, do tej opisanej niegdyś przez Jarosława Marka Rymkiewicza, a stosującej się do taktyki ˝Tygodnika Ilustrowanego˝ z 1863 r. W głośnym wystąpieniu pt. ˝Nie ma Polski, nie ma Rosji, nie było powstania˝ Jarosław Marek Rymkiewicz stwierdził tak: Nie można powiedzieć, aby redaktorzy ˝Tygodnika Ilustrowanego˝ podawali jakieś nieprawdziwe wiadomości. Wydaje mi się, że zazwyczaj pisali prawdę, a może nawet zawsze pisali prawdę, ale widać też od razu, że pisząc prawdę, zarazem potwornie, wprost haniebnie kłamali.
Ja oczywiście nie twierdzę, że eksperci Rady Języka Polskiego zasługują na tak ostrą ocenę. Nie, z całą pewnością nie zasługują. Warto jednak spytać, czy naprawdę instrukcje obsługi tosterów są najważniejszym problemem współczesnej polszczyzny, choćby tylko po roku 2012. Czy warto udawać, że rzeczywistość nie istnieje? Zwłaszcza że oprócz wprowadzania języka pogardy, języka przemocy do debaty publicznej mieliśmy inne polityczne zabiegi na języku, wprowadzające takie potworki jak słowa ˝marszałkini˝ albo ˝ministra˝.
Tak, to były lata 2012-2013, proszę państwa. Chciałoby się powiedzieć: Rado, gdzie byłaś? Rado, gdzie jesteś?
No dobrze, przestaję krytykować. Nie chciałabym, żeby to zostało potraktowane jako frontalna krytyka Rady Języka Polskiego. Tutaj mamy do czynienia też z bardzo ważną pracą, ponieważ język, który jest dedykowany - mówiąc też z błędem językowym, tak bardzo powszechnym w tej chwili - do nas jako do konsumentów, jest także bardzo ważny i ta analiza pod nadzorem pani prof. Haliny Zgółkowej jest wykonana bardzo starannie.
Tylko analizując teksty skierowane do nas jako do konsumentów, wołając o dbałość polszczyzny tych tekstów, nie możemy chyba mówić, że jest to główna sprawa ochrony języka polskiego w latach 2012-2013. Mam nadzieję, że w przyszłości, prócz właśnie wielkości czcionki, układu tekstu, zawiłości zdań, niezręczności językowych wynikających z niedbałego tłumaczenia w ulotkach i instrukcjach obsługi sprzętu AGD, Rada Języka Polskiego zajmie się także tym, co w ostatniej dekadzie zdarzyło się w polszczyźnie bardzo groźnego. Dziękuję bardzo.
Klub Prawa i Sprawiedliwości oczywiście zagłosuje za przyjęciem sprawozdania. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia