8. kadencja, 45. posiedzenie, 3. dzień (12-07-2017)

27. punkt porządku dziennego:

Pierwsze czytanie przedstawionego przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej projektu ustawy o zmianie ustawy Kodeks pracy oraz niektórych innych ustaw (druk nr 1653).

Poseł Joanna Augustynowska:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Projekt dotyczy zmian w Kodeksie pracy. I słusznie, należy wprowadzać zmiany do Kodeksu pracy, bo ten, który dzisiaj obowiązuje, został uchwalony w 1974 r., a od tego czasu wiele się zmieniło na rynku pracy. W związku z powyższym reforma Kodeksu pracy jest jak najbardziej zasadna.

    Czego dotyczą zmiany proponowane w ustawie prezydenta? Zmiany dotyczą równego traktowania, ochrony osób korzystających z uprawnień rodzicielskich, mobbingu, wydawania świadectw pracy i terminu przedawnienia roszczeń ze stosunku pracy. W projekcie wprowadza się zmiany w dziewięciu artykułach, ale najważniejsza w mojej ocenie jest zmiana, która daje takie same prawa wszystkim osobom korzystającym z urlopu macierzyńskiego. W szczególnych przypadkach są to członkowie najbliższej rodziny dziecka, ale nie matka i nie ojciec, powinni więc mieć oni takie samo zabezpieczenie w Kodeksie pracy, jakie dają uprawnienia pracownika - matki czy pracownika - ojca na urlopie macierzyńskim. Zmiana ta usuwa wadę obecnej regulacji w tym zakresie i co do tego nie ma żadnych wątpliwości.

    Druga zmiana dotyczy czasu, jaki pracownik ma na zgłoszenie żądania sprostowania świadectwa pracy, z 7 dni do 14. I słusznie, jednak zastanawiam się przy okazji, dlaczego nie zmienić przepisu dotyczącego odwołania do sądu pracy za zwolnienie dyscyplinarne. Tam jest również 7 dni, propozycja była taka, żeby było ich 14. Ale to chyba też jest jasne, że mimo pozytywnej opinii rządu, ponieważ projekt ustawy został zgłoszony przeze mnie, PiS zamroził go w komisji. To dwie z dziewięciu zmian, te, które są potrzebne, które wymagają wprowadzenia jak najszybciej, co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

    Natomiast pozostałe zmiany zostały bardzo krytycznie ocenione przez Sąd Najwyższy jako zbędne, niewnoszące nowej treści normatywnej, wadliwie skonstruowane, sprzeczne z zasadami postępowania cywilnego i takie, które nie będą miały praktycznego znaczenia w stosowaniu prawa. Cały projekt ustawy Sąd Najwyższy uważa za fragmentaryczny. Więc pojawia się pytanie, o co chodzi, bo raczej nie o wprowadzenie zmian, skoro wprowadza się tylko coś pozornego. Tak dla przykładu - w przepisach dotyczących dyskryminacji i równego traktowania proponuje się wykreślić słowa ˝a także˝. Wnioskodawca powołuje się na potrzebę równego traktowania wszystkich pracowników i sugeruje, że ten zapis powoduje błędy interpretacyjne krzywdzące pracowników. Tymczasem Sąd Najwyższy wyraźnie opiniuje, że w dzisiejszym brzmieniu przepis spełnia oczekiwania pana prezydenta i właśnie w ten sposób jest interpretowany. Więc po co go zmieniać? Czemu zatem służy ta zmiana? To zostaje tajemnicą. Chyba że pan prezydent chciał wyraźnie powiedzieć, że nie zgadza się na dyskryminację i mobbing w administracji publicznej. Przypomnę, że administracja publiczna to największy pracodawca w Polsce, zatrudniający ok. 450 tys. pracowników, a faktycznie od zmiany rządu wymiana kadrowa na Misiewiczów trwa. Tam, gdzie pojawiają się pracownicy zwani Misiewiczami, po prostu cała reszta się buntuje, jest wyrzucana, odsuwana gdzieś do kątów. Tam właśnie występuje mobbing, co potwierdzają wyroki sądów pracy w tym zakresie. Tylko czy na pewno o to chodziło panu prezydentowi? Tu też mam wątpliwość. Przypomnę, że w opinii Sądu Najwyższego proponowane zmiany są zbędne i nie zmienią w żaden sposób interpretacji przepisu, więc jest to dla mnie duża zagadka.

    W związku z tym, że w tej ustawie znajdują się dwa przepisy, które w ocenie klubu Platformy Obywatelskiej należy wprowadzić, oczywiście będziemy pracować na tym projektem w komisji, licząc, że znajdziemy też odpowiedź na pytanie, o co chodzi. Dziękuję.


Przebieg posiedzenia