8. kadencja, 57. posiedzenie, 2. dzień (26-01-2018)
25. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa oraz Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o mikroorganizmach i organizmach genetycznie zmodyfikowanych oraz niektórych innych ustaw (druki nr 1424 i 2029).
Poseł Mirosław Maliszewski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Przemawiając w imieniu klubu Polskiego Stronnictwa Ludowego w sprawie ustawy o GMO, tak naprawdę zastanawiam się, jakiego języka używać - czy języka takiego, jakiego dzisiaj używał pan poseł Duda, języka dość merytorycznego, mówiącego o samym zapisie poszczególnych artykułów tej ustawy, czy języka takiego, jakiego koledzy pana posła używali w poprzedniej kadencji, kiedy w odniesieniu do dużo lepszych rozwiązań, które były proponowane, uważali i głosili z tej mównicy, że jest to wprowadzenie GMO do Polski tylnymi drzwiami. (Oklaski) Tak to było wówczas. Tych posłów dzisiaj zamieniono na posłów bardziej merytorycznych, ministra zamieniono na bardziej merytorycznego i dzisiaj PiS odgrywa rolę tego ugrupowania, które jest przeciwko GMO, mimo że wprowadza przepisy bardziej liberalne dla upraw GMO niż te, które były wprowadzone jeszcze w poprzedniej kadencji. M.in. ten zapis zawarty w ustawie, który jest fundamentalny, że Polska jest krajem wolnym od GMO, jest takim zapisem, który nie oddaje całej prawdy, bo jeżeli chodzi o uprawy, to możemy ewentualnie do takiego stanowiska dojść. Upraw GMO w Polsce nie ma - mam przynajmniej taką nadzieję - i nie było. Natomiast nie możemy tego powiedzieć o żywności GMO w Polsce, bo dzisiaj produkcja żywności pochodzenia zwierzęcego jest zdominowana paszą, soją genetycznie modyfikowaną, która w ogromnych ilościach wjeżdża do Polski i w nie mniejszych, niż wjeżdżała poprzednio czy w poprzednim roku, a ten program, który my stworzyliśmy jeszcze kilka lat temu, aby uniezależnić się od soi genetycznie modyfikowanej i rozwijać krajowe źródła białka, nie święci jakichś znaczących triumfów i znacząco się nie rozwija ponad to, co my z nim zrobiliśmy, i jeszcze jest daleka droga do tego, żeby mówić o tym, aby Polska pod tym względem uwolniła się całkowicie od importu soi genetycznie modyfikowanej.
Oczywiście sprawa GMO to nie jest tylko sprawa Polski, to jest sprawa Komisji Europejskiej, ale to jest też sprawa rzeczywiście handlu nasionami, handlu środkami ochrony roślin, bo jest pewna firma na świecie, która z jednej strony ma prawie monopol na rośliny genetycznie modyfikowane, które są odporne na określone herbicydy, a z drugiej strony ma praktycznie monopol na te herbicydy i tak naprawdę trwa walka o to, kto na tym rynku będzie zbierał profity. Co do szkodliwości żywności GMO nie będziemy na ten temat dyskutować. Nie ma ani badań znacząco potwierdzających jej szkodliwość, ani badań wskazujących, że jest to żywność nieszkodliwa. Na to wszystko potrzeba sporo czasu. Niemniej jednak widzimy bardzo wyraźnie, że opinia polskiego społeczeństwa, ale także społeczeństw wielu innych krajów, jest jednoznaczna: ludzie nie chcą kupować żywności wyprodukowanej tymi metodami, a tym bardziej nie chcą tej żywności spożywać w formie bezpośredniej jako produkty roślinne. A więc jeżeli taka jest opinia, to niezależnie od naszej oceny dotyczącej szkodliwości bądź nie GMO nie powinniśmy dopuścić do tego, aby w Polsce taka żywność była oferowana do sprzedaży. Czy będziemy w tym konsekwentni jako kraj, jako Unia Europejska, to czas pokaże, bo być może te środowiska, które są silniejsze, wywrą presję na urzędników w kraju i na zewnątrz i takie zapisy się pojawią.
Zresztą jak popatrzymy na pierwotną propozycję zgłoszoną przez, jak się okazuje dzisiaj, lekko oszukującego Polskę i Polaków pod tym względem ministra Szyszkę, to zauważymy, że gdyby nie strona społeczna - i za to jej również dziękuję w imieniu klubu PSL - to te zapisy byłyby bardzo liberalne. To strona społeczna wymusiła na politykach koalicji rządzącej czy partii rządzącej takie określone zapisy, które pozwolą przynajmniej ograniczyć uprawę GMO w Polsce. Ale gdybyśmy znowu używali tego języka, który był używany przez posłów w poprzedniej kadencji, to rzeczywiście, jeden zapis mówi: Polska wolna od GMO, a dalej są zapisy mówiące o tym, co tak naprawdę należy zrobić, aby w Polsce można było uprawiać rośliny genetycznie modyfikowane. A więc jest pewna różnica między myśleniem, między hasłami, które były głoszone, a prawdą, która w tym projekcie znalazła odzwierciedlenie.
Szanowni Państwo! Wysoka Izbo! Rzeczywiście trzeba nad tym projektem dalej pracować, trzeba przeanalizować te poprawki, trzeba się zastanowić, co uszczelnić, aby upraw GMO w Polsce nie było. I tak naprawdę od ostatecznego kształtu tego projektu będzie uzależniony głos Polskiego Stronnictwa Ludowego. Natomiast dzisiaj wyraźnie trzeba powiedzieć, że walka z GMO była wymyślona na potrzeby kampanii wyborczej. PiS najpierw wszystkich Polaków nastraszył, później niby udowodnił, że będzie tego bronił, a praktyka już w tej kadencji pokazuje, że to wszystko było stworzone tylko i wyłącznie na potrzeby kampanii wyborczej. I zapisy, które zostały przedstawione w pierwotnym projekcie, bardzo mocno to udowadniały. Nie można ludzi oszukiwać, nie można wykorzystywać ludzi do celów politycznych, strasząc ich i oszukując, nie można kłamać. To jest taka nauczka na przyszłość.
Nasze stanowisko będzie ostatecznie wyrażone w głosowaniu w zależności od tego, co tak naprawdę w tym projekcie się na końcu znajdzie. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia