8. kadencja, 62. posiedzenie, 1. dzień (08-05-2018)
13. punkt porządku dziennego:
Wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec ministra kultury i dziedzictwa narodowego Piotra Glińskiego (druki nr 2478 i 2492).
Poseł Urszula Pasławska:
Szanowna Pani Marszałek! Szanowny Panie Ministrze! Panie Premierze! Wysoka Izbo! Koleżanki i Koledzy Posłowie! Polskie Stronnictwo Ludowe po raz pierwszy po 1989 r. zainicjowało złożenie wniosku o odwołanie ministra kultury. Ten wniosek został poparty przez posłów Platformy Obywatelskiej, posłów klubu Nowoczesna i posłów Unii Europejskich Demokratów.
(Głos z sali: A co to takiego?)
Złożyliśmy ten wniosek, dlatego że po raz pierwszy od 1989 r. mamy ministra, który nienawidzi kultury, unika twórców i artystów, unika ludzi kultury i często odwraca się do nich plecami. (Oklaski) Po raz pierwszy w historii mamy ministra, który tak dalece nie szanuje pieniędzy podatników. Już w latach 90. rodzina Czartoryskich usiłowała sprzedać państwu polskiemu kolekcję za znacznie mniejsze pieniądze niż 0,5 mld zł. Nikt jednak przed panem ministrem Glińskim nie skorzystał z tej oferty.
(Poseł Marek Suski: No właśnie.)
(Głos z sali: Okazja przeszła koło nosa.)
(Poseł Arkadiusz Myrcha: Pan poseł Suski jest dzisiaj jakiś nadpobudliwy.)
(Głos z sali: Nie przeszkadzajcie.)
Po raz pierwszy w dziejach został złożony wniosek do prokuratury przeciwko ministrowi kultury w rządzie polskim. Po raz pierwszy mamy wicepremiera, który publicznie nazywa Polaków chłopami pańszczyźnianymi. Nie przystoi, szanowni państwo, żeby taka osoba pełniła najwyższe funkcje państwowe.
Ale po kolei. Poprzedni ministrowie kultury, niezależnie od reprezentowanej opcji, spotykali się i prowadzili dialog z całym środowiskiem polskiej kultury, niezależnie od światopoglądów i różnorodności postaw.
(Poseł Marek Suski: Tylko z lawackimi rozmawiali.)
I nawet jeśli w końcu ci ministrowie podejmowali takie, a nie inne decyzje, to wynikały one z szerokiej debaty o polskiej kulturze, z wymiany poglądów, ze szczerych rozmów z ludźmi polskiej kultury, z kompromisów. Tymczasem pan minister Piotr Gliński najczęściej rozmawia sam ze sobą. Bardzo drażnią go i irytują postawy twórców oparte na wolności i autonomii, dlatego ręcznie steruje polską kulturą, ingerując w artystyczne i historyczne konteksty. Przypomnę tylko kilka przykładów co najmniej kontrowersyjnych decyzji personalnych. Wymuszone były przez pana ministra zmiany na stanowiskach dyrektorów takich instytucji jak Stary Teatr w Krakowie, Instytut Książki, Państwowy Instytut Sztuki Filmowej. Doprowadziło to do konfliktu ze środowiskiem twórców, a w konsekwencji do obniżenia poziomu artystycznego. Ludzi legitymujących się dorobkiem artystycznym i menedżerskim, takich jak chociażby pan Jan Klata, zastąpiono osobami wytypowanymi przez ministra Glińskiego. I kiedy nie można było szybko odwołać kierownictwa danej instytucji, danej placówki, poszukano wytrychu, tj. łączenia konkretnych muzeów. Mówię tutaj o przypadku Muzeum II Wojny Światowej. Dzisiaj w polskiej kulturze jest miejsce wyłącznie dla ludzi związanych z PiS co najmniej ideologicznie.
Pan minister nie ukrywa swojego ręcznego sterowania przy podziale ministerialnych dotacji na przedsięwzięcia artystyczne. Pieniądze kieruje tam, gdzie twórcy reprezentują ideologie i przekonania zgodne z jego własnymi. Od momentu objęcia funkcji charakteryzuje się całkowitym brakiem szacunku do ruchów społecznych i samorządów terytorialnych. Bałagan i chaos oraz całkowita stronniczość w decyzjach końcowych uniemożliwiają lub paraliżują działalność NGOs sektora kultury, zaburzają pracę samorządów, samorządowych instytucji kultury. Sztywne przez lata terminy naborów i rozstrzygnięć są przez pana ministra dowolnie przesuwane i wydłużane.
(Poseł Rafał Grupiński: Do dzisiaj są nierozstrzygnięte.)
Ministerstwo odmówiło dofinansowania koprodukcji spektaklu o wybitnym Jerzym Grotowskim, który w planach programowych miały dwa teatry - Wrocławski Teatr Współczesny i Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu. Nie przyznano środków na odbywający się po raz trzynasty Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych R@Port w Gdyni. Teatry Krystyny Jandy otrzymały dotację 10-krotnie mniejszą, bo znana aktorka nigdy nie kryła sympatii do opozycji. W zamian ministerstwo kultury bez problemu pomogło znaleźć 800 mln zł na tzw. pożyczkę dla Telewizji Polskiej.
Takie działania oczywiście nie pozostają bez echa. Zacytuję tylko kilka tytułów prasowych: ministerstwo kultury paraliżuje życie kulturalne, kiedy wreszcie rozda dotacje, ministerstwo Glińskiego paraliżuje pracę animatorów kultury, rekordowe opóźnienia w przekazywaniu dotacji. A jak pan minister publicznie tłumaczy swoje decyzje? Przyznajmy to, że przynajmniej robi to szczerze. Powiedział: w Polsce nie ma cenzury, ale to ja ponoszę odpowiedzialność za dotacje. Szkoda, że poczuwa się jedynie do respektowania odpowiedzialności światopoglądowej. Wszyscy poprzednicy pana ministra również ponosili odpowiedzialność za dotacje, ale przede wszystkim czuli się odpowiedzialni prawnie.
Ręczne sterowanie odbija się także na kondycji polskiej współczesnej kultury kreatywnej. Dobry minister kultury i dziedzictwa narodowego winien zachować równe proporcje działań związanych z kulturą i ochroną dziedzictwa narodowego. Pan minister zaburza, przesuwa akcenty na rzecz wybiórczej, stronniczo pojętej ochrony dziedzictwa narodowego. Przeszłość, zresztą swoiście pojmowana, zdominowała działania całego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pan premier Gliński przekierował prace na krzewienie mitów historycznych tzw. dobrej zmiany, gdzie apologia żołnierzy wyklętych ma zetrzeć fenomen Polskiego Państwa Podziemnego i dwóch największych zakonspirowanych formacji wojskowych, czyli Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich. Najwyraźniej zdaniem ministra Glińskiego historia nie jest refleksją opartą na prawdzie ani doświadczeniu, z której wyciąga się wnioski, jak lepiej i mądrzej działać w przyszłości. W jego rozumieniu historia narodu polega na wybieraniu z przeszłości tylko tego, co uda się propagandowo wykorzystać na rzecz wewnętrznego użytku politycznego.
Walkę o prawdę historyczną wygramy tylko i wyłącznie wtedy, kiedy będzie ona związana z mądrą argumentacją, spójną z powszechnie uznanymi narracjami historii światowej, i gdy znajdziemy sprzymierzeńców w innych krajach. Tymczasem cała działalność ministerstwa kultury przynosi wręcz przeciwstawny rezultat - tworzenie mitów i narracji historycznych wyłącznie na potrzeby walki politycznej jest ślepą uliczką. W Polsce pogłębiają się podziały społeczne, a na zewnątrz, w relacjach międzynarodowych, skazuje się nas na porażkę, wyizolowanie i wypchnięcie poza nurt uznawany w świecie za prawdziwy i wygodny.
Ktoś oczywiście mógłby w tym momencie powiedzieć: No dobrze, ale powyższe argumenty są czysto subiektywne. Są przecież Polacy, którym taka polityka ministra kultury bardzo się podoba. O gustach artystycznych się nie rozmawia. Prawdy historyczne nie są zero-jedynkowe. Nie da się porównać tego do prawd wynikających z nauk ścisłych. Podobnego relatywizmu nie uda się jednak zastosować do oceny najbardziej naszym zdaniem kontrowersyjnej decyzji pana Piotra Glińskiego, związanej z wytransferowaniem z Polski 0,5 mld zł za możliwość korzystania z dóbr kultury, z których naród polski i tak mógł korzystać. Uważamy, że wykupienie przez ministra Glińskiego kolekcji książąt Czartoryskich, która zgodnie z prawem byłaby prezentowana po wsze czasy w Krakowie, jest skandalem na miarę światową. (Oklaski) Z tą opinią zgadzają się też osoby związane z fundacją - pan prof. Marian Wolski, były prezes fundacji Czartoryskich, powiedział, że kolekcja była wystarczająco chroniona przez prawo, wydatek - nieuzasadniony, a pieniądze ze sprzedaży bezcennej kolekcji powinny wrócić do Polski i służyć polskiej kulturze i polskiej racji stanu oraz że wymiar sprawiedliwości w końcu do tego doprowadzi. A Tamara Czartoryska, córka ks. Czartoryskiego i dziedziczka kolekcji, dopowiedziała: Jedynym skutkiem transferu środków wypłaconych przez wszystkich polskich podatników była osobista korzyść finansowa uzyskana przez ks. Adama Czartoryskiego i jego żonę, a także nowych członków rady fundacji.
(Poseł Marek Suski: Jak dojdziecie do władzy, to będziecie mieli co sprzedać.)
Zakup staje się jeszcze bardziej zagadkowy w zestawieniu z faktem, że miesiąc przed wykupem weszła w życie nowelizacja ustawy o ochronie zabytków, która tworzyła nowy rodzaj, nową formę ochrony zabytków ruchomych: listę skarbów dziedzictwa. Projekt ustawy został przygotowany przez Piotra Żuchowskiego, ówczesnego wiceministra kultury, poparły go wszystkie kluby parlamentarne, a ustawę podpisał pan Andrzej Duda. Dlaczego? Dlatego że została ona skierowana przez prezydenta Komorowskiego do Trybunału Konstytucyjnego.
My również mieliśmy wątpliwości, przygotowując tę ustawę. Dlaczego? Dlatego że wiązała się ona z bardzo dużym ograniczeniem prawa własności, z wywłaszczeniem. Mieliśmy takie wątpliwości, jednakże Trybunał Konstytucyjny w swoim wyroku przyznał nam rację.
Bardzo szybkie działanie fundacji, statut zmieniony w ciągu miesiąca, zmienione władze fundacji, następnie sprzedaż kolekcji, wszystko to budzi pewne zdziwienie. Wydaje się, że prace były prowadzone pośpiechu, aby społeczeństwo nie mogło, aby Sejm nie mógł się przyzwyczaić do tego, że wprowadzono nową formę ochrony dziedzictwa i zabytków ruchomych.
Pan minister Gliński dzisiaj na posiedzeniu komisji tylko obrażał, szkalował ustawę, którą jego środowisko polityczne poparło. Mam wielkie wewnętrzne przekonanie, że lista skarbów dziedzictwa nigdy nie powstanie, ponieważ byłaby ona przeciwwagą do bubla, jakim było zakupienie kolekcji Czartoryskich. Pana koledzy i koleżanki z PiS-u nigdy by panu nie wybaczyli tego, że pan dał się po prostu oszukać (Oklaski) fundacji, oszukać rodzinie Czartoryskich.
Warto też zwrócić na uwagę na inne zakupy inwestycyjne prowadzone przez ministra kultury, dotyczy to chociażby rodziny Czartoryskich.
(Głos z sali: To już koniec.)
(Głos z sali: Jesteśmy wolni.)
Myślę tutaj o zakupie...
(Głos z sali: To już było.)
(Poseł Zbigniew Dolata: Proszę zmienić płytę.)
W 2016 r., bardzo przepraszam, państwo polskie zapłaciło fundacji Czartoryskich ponad 20 mln zł za pałac w Gołuchowie. Jest to zastanawiające. Czy państwo jako partia panów nie chcecie przypadkiem uruchomić kolejnego programu systemowego wsparcia arystokracji, programu Książęta+? Pytania o zasadność pojawiają się również w wypadku innych transakcji pana ministra Glińskiego. Ich schemat jest generalnie bardzo podobny. Resort kupuje od prywatnych właścicieli kosztowne nieruchomości, których ci przez długi czas nie moli sprzedać. Przykład: Kupno za 29 mln zł budynku w centrum Krakowa po dawnym hotelu Cracovia od prywatnej spółki Echo Investment. Identyczna sytuacja wydarzyła się w Wejherowie, gdzie od prywatnej osoby kupiono willę na nowe muzeum. Być może to jedynie przypadek, że dyrektorką tej placówki została asystentka pana wiceministra Sellina.
Niewiele mniej kosztowne, a równie kontrowersyjne, są kwestie związane z nadzorowaniem przez pana ministra Glińskiego Polskiej Fundacji Narodowej. Wiceprezesem tej osławionej instytucji jest były asystent pana ministra, a główny szef to radny Prawa i Sprawiedliwości w Warszawie. Fundacja miała zajmować się promowaniem Polski za granicą. Zasłynęła kontrowersyjną kampanią szkalującą polski wymiar sprawiedliwości za 20 mln zł (Dzwonek) z pieniędzy spółek Skarbu Państwa...
(Głos z sali: Czas.)
(Wicemarszałek Beata Mazurek: Proszę kończyć, pani poseł.)
...w dodatku w wykonaniu PR-owców Beaty Szydło w 2015 r., obecnie pracowników kancelarii premiera.
(Wicemarszałek wyłącza mikrofon, poseł przemawia przy wyłączonym mikrofonie, oklaski)
Przebieg posiedzenia