8. kadencja, 68. posiedzenie, 1. dzień (12-09-2018)

2. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi o rządowym projekcie ustawy o spółdzielniach rolników (druki nr 1425 i 2816).

Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi Jan Krzysztof Ardanowski:

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Dyskutujemy i o ciekawym obszarze aktywności rolników, i o pewnej nieskuteczności - jestem przekonany co do dobrej woli wszystkich wypowiadających się na ten temat - oddziaływania na rolników, dlaczego w Polsce spółdzielczość nie pełni takiej roli jak pełni w Europie Zachodniej. Bo rzeczywiście jeżeli chodzi o wszystkie dane, wszystkie analizy dotyczące rolnictwa w krajach - może nawet o bardziej rozwiniętym rolnictwie niż nasze - do których się często odnosimy, których rozwiązania rynkowe oceniamy czy podziwiamy, to w zasadniczej swojej części opiera się to na współpracy rolników głównie w formie spółdzielczej. Ta forma powstała w XIX w. i najbardziej, najlepiej dopasowała się do oczekiwań rolników, przede wszystkim rolników mniejszych, rolników, którzy wspólnie podejmowali działania, a jednocześnie zachowywali pewien racjonalny balans w podejmowaniu decyzji, nie dopuszczając do tego, że ktoś zdominuje tę ich wspólną działalność. A więc podziwiamy funkcjonowanie organizacji spółdzielczych w rolnictwie we Francji, w Niemczech, we Włoszech itd., itd. One mają zresztą swoje silne przełożenie na władze Unii Europejskiej, ponieważ COPA-COGECA, czyli COPA to Komitet Rolniczych Organizacji Zawodowych, natomiast COGECA to Generalny Komitet Spółdzielczości Rolniczej, w którym, jeżeli dobrze pamiętam, jest zrzeszone ok. 9 tys. spółdzielni z całej Europy. I jest to organizacja afiliowana przy Komisji Europejskiej, mająca duży wpływ na decyzje, które podejmuje komisarz rolnictwa czy też Komisja Europejska wobec rolnictwa i obszarów wiejskich.

    Teraz pytanie retoryczne, które również ja sobie zadaję, które i państwo zadajecie. Skoro ta forma sprawdziła się, jest najbardziej optymalną, dostosowaną do oczekiwań rolników formą współpracy gospodarczej rolników, dlaczego w Polsce cały czas jest, mówiąc wprost, niechęć rolników do spółdzielczości? Próbujemy znaleźć odniesienia historyczne, ale to ˝historyczne˝ może dotyczyć historii nie tak odległej, ponieważ doświadczenia z czasów zaborów i przedwojenne są jak najbardziej pozytywne. Przecież spółdzielczość powstawała od czasów pierwszej spółdzielni tkaczy w Rochdale w 1843 r. Kiedy zaczęła funkcjonować w rolnictwie, to z Europy przyjeżdżali na tereny polskie pod zaborami, by uczyć się spółdzielczości. Raiffeisen w Polsce uczył się spółdzielczości bankowej. Przecież byli liderzy, patroni spółdzielni, światli ziemianie, księża, wielu rolników, którzy angażowali się w proces tworzenia spółdzielczości. Wystarczy wymienić ks. Brudzińskiego, Stefczyka czy też ks. Wawrzyniaka. Ale przecież było w każdym regionie Polski wielu tych, którzy pomagali rozwijać spółdzielczość jako formę obrony interesów rolników.

    I tutaj jest, wiecie państwo, prosta recepta powtarzana zresztą i przez posła Maliszewskiego, i przez innych: trzeba dać dodatkowe pieniądze, to się ludzie zainteresują i będą chcieli wspólnie działać. Czy wtedy, kiedy rolnicy walczyli o przetrwanie, a walczyli jednocześnie z germanizacją, rusyfikacją, walczyli o fizyczne przetrwanie na polskich obszarach wiejskich pod zaborami, czy zaborcy dawali im jakieś pieniądze, zachęcali ich do tej działalności, płacili im za to? Zresztą są przykłady, przecież znane pewnie wszystkim, wielkich zachęt finansowych do tworzenia grup, grup owocowo-warzywnych czy innych. Bardzo często te zachęty finansowe idą w miliony, ba, setki milionów dla jednej grupy. Powoduje to, że forma prawna powstanie, inwestycje zostaną wykonane, ale kiedy ustanie okres sprawozdawczości, raportowania i konieczności rozliczania się ze środków, następuje rozwiązanie tej grupy, tworzenie nowych bytów prawnych po to, żeby otrzymać często następne dodatkowe środki. Czy tylko w pieniądzach jest problem organizowania się rolników? Wydaje mi się, że nie.

    Owszem, możemy przypomnieć drugi obszar historyczny, może jeszcze ten bardziej wpływający na mentalność przede wszystkim starszego pokolenia rolników, ale silnie zakorzeniony w polskiej tradycji, w gospodarstwach chłopskich. To jest okres wypaczenia spółdzielczości, okres powojenny, kiedy pod szyldem spółdzielczości, łamiąc wszelkie zasady, europejskie zasady spółdzielczości ustalone w Wiedniu, nazywano w Polsce spółdzielczością coś, co jako żywo nie miało nic wspólnego z tym szlachetnym, pięknym, wzniosłym ruchem spółdzielczym w Europie. Czyli kolektywizacja rolnictwa na wzór sowiecki po chwilowym przekazaniu ziemi rolnikom w postaci reformy rolnej 1944 r., potem przymusowa kolektywizacja prowadzona w brutalny sposób, bezwzględny sposób, który doprowadził, również jako jeden z elementów walki z ruchem chłopskim, do morderstw, do więzień, i ludzie, płacząc, wchodzili do spółdzielni produkcyjnych nazywanych z rosyjska kołchozami, kolektywnymi chaziajstwami.

    Na 10, prawie 10 tys. spółdzielni produkcyjnych, które zostały siłą utworzone w Polsce po wojnie, w jednym miesiącu, po śmierci Stalina, kiedy dopuszczono dowolność zrzeszania się, rozwiązało się 9 tys. spółdzielni, w jednym miesiącu. To znaczy, że to była idea głęboko niezrozumiała i nieakceptowana przez rolników. Niestety ten ówczesny stan tzw. spółdzielczości rzutuje na myślenie rolników, również ten okres już po kolektywizacji, kiedy spółdzielczość funkcjonująca na obszarach wiejskich, już nie mówię tylko o rolniczych spółdzielniach produkcyjnych, ale też o innych formach spółdzielczości, była de facto przedłużeniem władzy państwowej, była elementem dystrybucji dóbr rzadkich, bo w socjalizmie wszystko było dobrem rzadkim: brakowało węgla, brakowało paszy, brakowało nawozów, brakowało podstawowych środków produkcji, brakowało maszyn, brakowało traktorów, brakowało wszystkiego. Spółdzielnia była tym pośrednikiem, który dla wybranych, dla tych, którzy może byli bardziej po linii na bazie, zapewniał dostęp do tych dóbr rzadkich. Często była kojarzona raczej z patologią niż z dobrą organizacją pracy czy działalności. Powiedzenia o tym, ile kto ma w GS-ie, ile wyniesie itd., nie wzięły się z niczego, więc niechęć rolników jest w tej chwili nieuzasadnionym zarzutem wobec spółdzielczości, ale jednak gdzieś głęboko zakorzenionym w tej świadomości historycznej Polaków.

    Teraz jeżeli jesteśmy przekonani - a ja głosów sprzeciwu nie słyszałem - że spółdzielczość należy rozwijać, że rolników trzeba zachęcać nie tylko dlatego, że mityczna Unia Europejska da dodatkowe pieniądze, to będzie to na chwilę, na krótko, skończy się wymóg sprawozdawczy i tego typu podmioty, jak doświadczenie wskazuje, upadają, nie dla doraźnej korzyści w postaci jakichś transferów pieniędzy, tylko dla tej pozycji rynkowej, która jest coraz trudniejsza, która w tym okresie, w czasie globalizacji, w czasie - przed chwilą o tym w komisji rozmawialiśmy - dominacji potężnych sieci handlowych, dominacji wielkich zakładów przetwórczych, które się konsolidują i stają się jeszcze większe, dominacji pośredników na rynku... Tylko i wyłącznie współpraca rolników może dać szansę - nie daje tej pewności, ale może dać szansę - że zorganizowani rolnicy mogą być ogniwem, które nie zostanie zjedzone, nie zostanie zdominowane przez tych mocniejszych uczestników rynku.

    Czyli dotarcie do świadomości jest jednak moim zdaniem ważniejszym elementem niż tylko kolejne pieniądze, nie zawsze dobrze wydatkowane. Jest przykład grup owocowo-warzywnych. Ja już nie chcę tego wątku rozwijać, bo dla mnie jest to sprawa wyjątkowo trudna, która sprawiła, że utraciliśmy wiarygodność w Unii Europejskiej i jesteśmy na językach Europy, ale dotarcie do tej świadomości szczególnie młodych rolników, młodego pokolenia jest bardzo ważne.

    Dlatego przewijały się te pytania, co zamierzamy dalej robić. Ja za chwilę krótko odniosę się do ustawy, a raczej do ważniejszego problemu, czyli jak rozwijać spółdzielczość. Przede wszystkim chcę - i prace w tym kierunku trwają - żeby w programach nauczania w szkołach rolniczych wszystkich typów było wzmocnienie informacji o korzyściach związanych z działalnością wspólną, o spółdzielczości, żeby młodzi adepci rolnictwa uczyli się o tym, jak to się historycznie kształtowało, ale jednocześnie żeby mieli pokazane przykładowe i wyliczenia, i wzory, że współpraca gospodarcza rolników jest korzystna. Na pewno należy zintensyfikować prace poprzez doradztwo rolnicze, poprzez organizacje rolnicze, by oddziaływały na rolników.

    Ostatnio, też trochę przygotowując się do dyskusji na temat tej ustawy, spotkałem się z wiceszefem COGECA, z Francuzem, który reprezentował cały europejski ruch spółdzielczy. Ustaliliśmy - ja go o to poprosiłem - żebyśmy w nieodległej przyszłości w ciągu kilku miesięcy zorganizowali w Polsce europejskie spotkanie poświęcone spółdzielczości, żeby również rolnicy z innych krajów Europy przyjechali do nas, żeby na konkretnych przykładach przedstawili, jakie oni mają nie mityczne, ale realne korzyści z funkcjonowania w obszarze spółdzielczym, z udziału w rynku, udziału w handlu, negocjowania warunków sprzedaży, również różnych marż, które można uzyskać poprzez wspólny zakup środków produkcji, wspólne przygotowanie produktów do sprzedaży, wspólną sprzedaż, uzyskanie również lepszych warunków logistyki, transakcji, terminów płatności itd. Będę dążył do tego, żeby taką międzynarodową konferencję w Polsce zrealizować, żeby wzięli w niej udział również przedstawiciele polskich organizacji rolniczych, bo jako żywo wydaje mi się, że część organizacji nie jest zainteresowana zachęcaniem rolników do tworzenia spółdzielczości, raczej podkreślając ten indywidualny charakter polskich rolników, tę naszą specyfikę, która jest może wyróżnikiem w Europie. Na tę konferencję zaproszę również państwa posłów, przede wszystkich tych interesujących się sprawami rolnictwa.

    Czy ta ustawa jest tylko intencyjna, jest zbiorem haseł, czy też jednak daje pewne realne, wymierne korzyści? Wydaje mi się, nawet uwzględniając to, co Komisja Europejska zakwestionowała jako nieuprawnioną pomoc państwa, przesuwając tę formę do obszaru de minimis, że warto z tego skorzystać, bo nawet podatek dochodowy od dochodów wynikających z obrotu dokonywanego przez członków spółdzielni, które nie zawsze mogą być zrealizowane w pojedynczych gospodarstwach, m.in. ze względu na skalę dotyczącą koniecznych urządzeń technicznych, jest czymś, czym nie można pogardzić. Wydaje mi się, że to jest kierunek, który może zachęcić część rolników do wspólnej bazy przetwórczej, do wspólnej bazy przechowalniczej, a nie tak, że każdy oddzielnie gdzieś tam w swoich stodółkach czy w swoich gospodarstwach to realizuje.

    Również obligatoryjne zniesienie podatku od nieruchomości jest, wydaje się, czymś korzystnym. Czasami spółdzielnie do tej pory mogły z tego korzystać. Zakładając kilka spółdzielni rolniczych, najczęściej uzyskiwałem zgodę na umorzenie podatku na terenie tych gmin, również od wójtów, ale to nie było obligatoryjne, to była dobra wola samorządowców. Natomiast tutaj wprowadzamy zasadę, że od tych wszystkich placów, nieruchomości, terenów zajętych w związku z działalnością grupy w charakterze spółdzielczym nie będzie płacony podatek od nieruchomości. To jest znacząca kwota w przypadku działalności spółdzielni.

    Zostanie rozszerzony zakres pomocy de minimis zarówno dla pojedynczego podmiotu, jak również dla Polski, ponieważ rzeczywiście ta formuła już się wyczerpuje i te kwoty, które były Polsce przyznane, są kwotami zbyt małymi. Również, proszę państwa, spółdzielnia może być uznaną grupą producencką i korzystać z tego wszystkiego, co dla grupy jest zastrzeżone.

    Chcę państwa zachęcić do przyjęcia tej ustawy. Dalej działajmy, pracujmy na rzecz budowania pozytywnej świadomości wśród rolników i takich rozwiązań, które sprawią, że ten najbardziej rozwinięty, preferowany i chyba najlepiej dopasowany do potrzeb rolnictwa sposób gospodarczego organizowania się rolników będzie również rozwijał się w Polsce. Bardzo na to liczę. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia