8. kadencja, 69. posiedzenie, 2. dzień (03-10-2018)

22. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Obrony Narodowej o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o urzędzie Ministra Obrony Narodowej oraz ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej (druki nr 2786 i 2874).

Poseł Radosław Lubczyk (tekst niewygłoszony):

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Procedujemy dziś nad rządowym projektem nowelizacji ustawy o urzędzie Ministra Obrony Narodowej i ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej. Już za chwilę państwo posłowie większości sejmowej posłusznie przegłosujecie przyjęcie tej ustawy. Obawiam się jednak, że odbędzie się to bezrefleksyjnie, na podstawie instrukcji wysłanej smsem. Dlatego w imieniu Klubu Poselskiego Nowoczesna po krótce opowiem Państwu o tym projekcie.

    Na wstępie posłużę się raz jeszcze rzymską paremią: jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny. W tym duchu zajrzyjmy do uzasadnienia projektu ustawy. We wstępie wnioskodawca pisze o szczególnej roli, jaką odgrywa obecność wojsk sojuszniczych, w tym przede wszystkim wojsk amerykańskich, w Polsce, co w połączeniu z procesem wzmacniania wschodniej flanki NATO, zdaniem wnioskodawcy, stworzyło potrzebę usprawnienia systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi. Czy pamiętają Państwo, jak szczególną rolę odgrywała obecność wojsk sojuszniczych, w tym przede wszystkim radzieckich, w Polsce w latach 1945-1989? Wówczas system kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi był do tego stopnia usprawniony, że o rzeczach fundamentalnych dla bezpieczeństwa Polski decydowała autonomicznie jedna osoba. Osoba ta, niczym władca absolutny, odpowiadała za swoje decyzje jedynie przed Bogiem.

    Dziś w uzasadnieniu projektu czytamy, że obecnie przyjęte rozwiązanie systemu dowodzenia, np. połączenie poziomu strategicznego i operacyjnego w łańcuchu dowodzenia narodowego, nie jest rozwiązaniem kompatybilnym z przyjętymi w NATO i w większości państw sojuszu. Dla niezorientowanych wyjaśnienie: obecnie funkcje dowódców rodzajów Sił Zbrojnych sprawują razem dowódca generalny rodzajów Sił Zbrojnych i dowódca operacyjny rodzajów Sił Zbrojnych, zaś szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego pełni rolę organu pomocniczego ministra obrony narodowej w czasie pokoju i rolę organu pomocniczego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w czasie wojny.

    Procedowany dziś projekt wywraca ten wprowadzony przed czterema laty porządek. Poszerza on rolę szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego do organu dowodzenia całością Sił Zbrojnych. Zgodnie z projektem szef Sztabu podlega bezpośrednio ministrowi obrony narodowej, zaś Siłami Zbrojnymi dowodzi przy pomocy dowódców rodzajów Sił Zbrojnych: dowódcy Wojsk Lądowych, dowódcy Sił Powietrznych, dowódcy Marynarki Wojennej i dowódcy Sił Specjalnych. Nowelizacja ta oznacza, że na czele Sił Zbrojnych stanie szef sztabu podlegający ministrowi, zaś pod nim znajdzie się czterech dowódców Sił Zbrojnych, którzy i tak zapewne będą wykonywać całość pracy merytorycznej. Zamiast dwóch dowódców, na czele armii stać będzie szef sztabu podparty czterema dowódcami. Czy taki pięciopodmiotowy system kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi wydaje się państwu usprawniony?

    Wnioskodawca akcentuje potrzebę wzorowania naszego systemu dowodzenia na systemach innych państw, skupiając się przede wszystkim na systemie amerykańskim. Drodzy państwo, Stany Zjednoczone mają ponad 9 mln km2 powierzchni, zamieszkuje je ponad 320 mln obywateli. Stany Zjednoczone są światowym supermocarstwem militarnym i politycznym, odpowiadającym w głównej mierze za bezpieczeństwo naszego świata. To, że takie państwo jak Stany Zjednoczone ma taki, a nie inny system dowodzenia armią wynika ze specyfiki tego państwa i jego pozycji. Ale czy to oznacza, że powinniśmy ślepo kopiować ich rozwiązania? Rozwiązania dobre dla Waszyngtonu nie muszą być rozwiązaniami dobrymi dla Warszawy. Co jeszcze będziecie chcieli podebrać od naszych sojuszników i ujednolicić? Może ubierzmy Wojsko Polskie w mundury Bundeswehry? W końcu w Niemczech obowiązują takie i się sprawdzają.

    Chcesz pokoju, szykuj się do wojny. W jaki sposób mamy przygotowywać się do wojny, skoro raz po raz obradujemy nad ustawami wprowadzającymi kolejne zmiany w Siłach Zbrojnych? Wszelkie zmiany w tak newralgicznej sferze, jaką jest obrona narodowa i bezpieczeństwo, powinny być poprzedzone analizami, debatami eksperckimi i powinny być przeprowadzane spokojnie, bez pośpiechu. Do Sejmu powinny trafiać już kompletne i całkowite projekty. Zamiast tego serwujemy wojsku niekończącą się biegunkę legislacyjną. To dziesiąta nowelizacja tej ustawy. Dziesiąta od listopada 2015 roku. Co 4 miesiące trzęsiemy Siłami Zbrojnymi. Jak państwa zdaniem przekłada się to na bezpieczeństwo Polski i na zaufanie naszych sojuszników? Wydaje się państwu, że dla wzrostu naszych zdolności obronnych ważniejsza jest zmiana struktury dowodzenia, ponieważ są w NATO państwa, które mają ją zorganizowaną inaczej niż my? Co z tego? Tę strukturę Polska przyjęła cztery lata temu. Od czterech lat nasi sojusznicy ją znają i z nią współpracują. Przeprowadziliśmy razem ćwiczenia Anakonda 2016. Po co zmieniać to, co działa? Jak w przypadku gimnazjów wprowadzić ustawę, która wywoła jedynie chaos, z powodu ideologicznego widzimisię...

    Przejdźmy do ostatniej kwestii, do Wojsk Obrony Terytorialnej. Komisja przyjęła dwie poprawki. Dookreślono, że minister obrony narodowej kieruje Wojskami Obrony Terytorialnej do czasu osiągnięcia przez nie pełnej zdolności do działania, zaś moment ten ma określić minister obrony narodowej w drodze zarządzenia. Nie jestem w stanie zrozumieć merytorycznych przesłanek tego pomysłu. Spotkałem się z opinią, że ma to zapobiec wprowadzaniu chaosu do jeszcze organizujących się jednostek obrony terytorialnej, które podobno mają się organizować jeszcze przez siedem lat. Rozumiem, że chaos należy się tylko w pełni zorganizowanym jednostkom Sił Zbrojnych, ale takie tłumaczenie nie rozwiewa pozostałych wątpliwości. Jak to jest, że mając na celu lepszą organizację polskich Sił Zbrojnych, z jednej strony chcemy uprościć system podejmowania decyzji przekazując pełnię kompetencji szefowi generalnemu sztabu, zaś z drugiej strony robimy w nim wyrwę pozostawiając Wojska Obrony Terytorialnej w rękach ministra? Takie działanie jest przesłanką wskazującą na to, że WOT jest tak naprawdę prywatną armią ministra. Dlaczego nie chcą państwo przekazać armii kontroli nad wojskiem? Obawiacie się, że w ten sposób z szafy wypadnie trup stworzony przez Antoniego Macierewicza? Jak nazwa wskazuje, Wojska Obrony Terytorialnej to wojsko i powinno być podległe dowodzącym Siłami Zbrojnymi Rzeczypospolitej, którzy mają wiedzę i umiejętności pozwalające na efektywne zarządzanie, a nie politykom i ich politycznym gierkom.


Przebieg posiedzenia