8. kadencja, 69. posiedzenie, 3. dzień (04-10-2018)

38. punkt porządku dziennego:

Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy budżetowej na rok 2019 (druk nr 2864).

Poseł Jakub Kulesza:

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! W dyskusji nad przyszłorocznym budżetem rząd chwali się przede wszystkim niskim deficytem budżetowym. Mam dużo wątpliwości, czy w obecnej sytuacji gospodarczej, jeżeli chodzi o porównanie do innych państw Unii Europejskiej, na co warto zwracać uwagę, jest się czym chwalić.

    Czy w tej dyskusji nie zapominamy o czymś jeszcze bardziej istotnym? Na początku krótkie przypomnienie. Wciąż warto przypominać o tym, co było jednym z głównych zarzutów wobec rządów państwa poprzedników, czyli Platformy Obywatelskiej i PSL-u, tj. o gigantycznym długu publicznym, który wciąż rośnie w ekspresowym tempie. Dług publiczny wynosi obecnie 1084 mld zł, a dług na jednego mieszkańca wynosi już 28 574 zł, co stanowi 54,9% PKB. Aby uzmysłowić sobie, jak wielkie są to kwoty, warto przypomnieć, że za taką kwotę można by wybudować 1400 km metra albo 500 stadionów narodowych. Dług ten będzie coraz większy, bo rośnie o 289 mln zł na dobę, 12 mln zł na godzinę i 3386 zł na sekundę. Na koniec grudnia w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniesie już 29 256 zł. Ukryty dług publiczny, co nie jest mniej ważne, wynosi natomiast aż 3304 mld zł, a więc ponad 87 tys. zł na mieszkańca, czyli 167,1% PKB. To wszystko w sytuacji, gdy światowa koniunktura gospodarcza jest bardzo dobra. Nasz rząd niestety przejada pieniądze zamiast je oszczędzać. Tu dochodzimy do wspomnianego na początku deficytu. Jego maksymalny poziom zapisany w projekcie budżetu to 1,8% PKB. Należy powiedzieć wprost, że przy tak dobrej koniunkturze na tle innych państw Unii to wciąż bardzo dużo. Wystarczy uzmysłowić sobie, że daje nam to w tej kategorii piąte miejsce wśród krajów Unii Europejskiej, ale od końca.

    (Poseł Andrzej Szlachta: Nieprawda.)

    Większe deficyty budżetowe mają mieć w przyszłym roku tylko Rumunia, Francja, Węgry i Hiszpania. Co więcej, aż 13 państw Unii Europejskiej nie będzie mieć deficytu w ogóle. Do tych państw należą nie tylko kraje od nas bogatsze, takie jak Niemcy, Szwecja czy Holandia, ale też takie, z którymi możemy spokojnie się porównywać: Czechy, Chorwacja, Estonia, Litwa czy też Słowenia. Dlaczego mamy być gorsi? Co więcej, eksperci są w tej kwestii bardzo pesymistyczni i prognozują, że w toku negocjacji budżetowych pułap wydatków zostanie podniesiony w celu poprawy wizerunku rządu przed wyborami parlamentarnymi, a nadchodzące spowolnienie gospodarcze może negatywnie przełożyć się na dochody podatkowe, co spowoduje, że deficyt całego sektora finansów publicznych może wynieść 2-2,2% PKB.

    Mam nadzieję, że pan premier nie sprawi, że Polska będzie przypominać konika polnego, który w wierszu francuskiego bajkopisarza mocno zmarzł. Uzmysłowił sobie (Dzwonek), że w przeciwieństwie...

    (Wicemarszałek wyłącza mikrofon, poseł przemawia przy wyłączonym mikrofonie)

    ...do pracowitej mrówki nie oszczędzał. Dziękuję bardzo.


Przebieg posiedzenia