8. kadencja, 7. posiedzenie, 1. dzień (29-12-2015)

6. punkt porządku dziennego:

Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy budżetowej na rok 2016 (druk nr 146).

Poseł Jerzy Żyżyński:

    Panie Marszałku! Pani Premier! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Po tak znakomitym wystąpieniu ministra finansów... (Wesołość na sali)

    (Głos z sali: Genialne!)

    ...wypada mi trochę jako profesorowi ekonomii powiedzieć parę słów, które jednocześnie będą adresowane do moich następców.

    Otóż, szanowni państwo, budżet to najważniejsza ustawa decydująca o jakości...

    (Poseł Rafał Grupiński: Przejęcie władzy.)

    ...finansów publicznych i w konsekwencji o jakości państwa, państwo jest postrzegane bowiem przez obywateli przez pryzmat jakości finansów publicznych. Chciałem jednak zwrócić uwagę szanownej Izbie, szanownym państwu, że jest mitem szeroko kolportowany przez laików pogląd, że jakość finansów publicznych jest określona przez stan zerowego czy niskiego deficytu. To jest po prostu nieprawda, to jest błąd wynikający z nieznajomości ekonomii. Jakość finansów to bowiem zdolność do dostarczenia środków pieniężnych do finansowanych instytucji tak, aby mogły one sprawnie realizować swoje cele. A więc zdrowe finanse są wtedy, kiedy dostarczamy dostateczną ilość środków finansowych, by te instytucje wypełniały swoje zadania i cele w stosunku do społeczeństwa.

    Warto zatem przypomnieć, że budżet to zestawienie dochodów i wydatków państwa służących finansowaniu jego zadań polegających na dostarczaniu społeczeństwu różnych dóbr nazywanych dobrami publicznymi i dobrami społecznymi. Państwo zbiera daniny i oddaje swymi wydatkami na finansowanie właśnie tych dóbr publicznych. Ich znaczenie dla rozwoju i stabilności społeczeństwa rozumieli już starożytni Rzymianie, którzy ukuli określenie ˝pro publico bono˝ - dla dobra wspólnego, dla dobra powszechnego. Byli pierwszymi twórcami idei republikańskiej, czyli służby państwa dla dobra wspólnego. Zrozumienie tego jest ważne, by nie poddawać się lansowanej czasami błędnej tezie, że państwo tworzy budżet dla siebie, by zaspokajać swoje potrzeby. W państwie demokratycznym państwo tworzy budżet, by finansować instytucje dostarczające właśnie tych dóbr publicznych społeczeństwu.

    Budżet to zestawienie dochodów i wydatków, które nie może być interpretowane tak jak budżet przedsiębiorstwa czy gospodarstwa domowego. Państwo to ważny element złożonej struktury gospodarczej, który harmonizuje gospodarkę. Państwo to nie przedsiębiorstwo ani nie jest podobne do gospodarstwa domowego, choć z obu z nich możemy wyprowadzić sporo analogii. Jednakże podstawowa różnica polega na tym, że celem państwa nie może być, z powodu po prostu ekonomicznego bezsensu, osiąganie nadwyżki, co jest celem przedsiębiorstwa, ani akumulowanie oszczędności, co jest celem gospodarstwa domowego zabezpieczającego swoją przyszłość. Dlatego zdrowe ekonomicznie państwo tworzy budżet z pewnym deficytem, i tutaj minister słusznie powiedział, że jest pewien racjonalny poziom, który określiła Unia Europejska. Niedobrze jest przekraczać ten poziom, ale też niedobrze jest za bardzo zaniżać ten poziom deficytu, deficyt sprzyja bowiem wzrostowi gospodarczemu i zyskom przedsiębiorstw. Są na to proste dowody matematyczne, wystarczy sięgnąć do podręczników makroekonomii. Ale o tę nadwyżkę oszczędności, które powinien zagospodarować budżet państwa właśnie poprzez deficyt, tę nadwyżkę oszczędności w stosunku do zdolności gospodarki do zaabsorbowania tych oszczędności dla finansowania inwestycji realnych, o tę nadwyżkę, proszę państwa, toczy się zawzięta walka między państwem a sektorem finansowym, który chciałby z kolei realizować swoje zyski z obracania tym kapitałem i pompowania baniek spekulacyjnych. Jest to walka bezpardonowa i jej pokłosiem jest m.in. kultywowanie takich postulatów jak postulat zrównoważonego budżetu państwa.

    Tymczasem dla finansowania swych celów racjonalne państwo wykorzystuje, po pierwsze, obowiązkowe niezwracalne wpłaty obywateli, nazywane podatkami, składkami, opłatami czy daninami publicznymi, i, po drugie, w pewnej racjonalnej proporcji, pożyczki, przez emisję papierów wartościowych nazywanych obligacjami. I ten sposób finansowania pozwala zmniejszyć dolegliwość opłat obowiązkowych. Obligacje skarbowe to po angielsku bonds, czyli James Bond to James Obligacja. Nie każdy sobie zdaje z tego sprawę, ale już to chyba kiedyś mówiłem.

    Trzeba przypomnieć, że w 2009 r. Rada Ecofin nałożyła na Polskę procedurę nadmiernego deficytu, bo żeśmy przekroczyli to, co się uznaje za racjonalne. W efekcie polityka gospodarcza w ciągu ostatnich lat była zorientowana przede wszystkim na zmniejszanie nierównowagi fiskalnej, ale jednocześnie nie zadbano o stronę dochodową budżetu. W wyniku zrealizowanej konsolidacji fiskalnej Rada Ecofin w dniu 19 czerwca 2015 r. zdjęła z Polski procedurę nadmiernego deficytu, i to dobrze. Ale każdy budżet roku wyborów jest kompromisem między celami ekipy dzierżącej państwo i realizującej swą wizję dobra publicznego a zaszłościami, czyli tym, co pozostawiła poprzednia ekipa rządząca. Z konieczności zatem ten budżet jest bardzo konserwatywny.

    Przypominam, że podstawowym problemem jest erozja strony dochodowej, o czym mówiliśmy przy okazji nowelizacji budżetu na ten rok, erozja strony dochodowej. Mianowicie system podatkowy został popsuty przez dopuszczenie szkodliwego lobbingu. Jak mówiono nawet, lobbyści firm zajmujących się tzw. optymalizowaniem podatku wręcz pisali różne nowelizacje ustaw podatkowych, w szumnie i z gigantyczną hipokryzją głoszonym celu - w interesie podatnika. Ale pamiętajmy, że to, co jest w interesie podatnika, nie musi być w interesie budżetu państwa. Tymczasem, proszę państwa, najistotniejsze jest to, że, generalnie biorąc, pamiętać trzeba o tym, że to, co nie musi być w interesie państwa, może być w interesie gospodarki jako całości, gdzie jest zupełnie inny kontekst celów, które osiągamy.

    W związku z tym, proszę państwa, najważniejsze jest to, że ten system podatkowy wymaga naprawy. Jak wiadomo, ocenia się, że straty w podatkach wynoszą kilkadziesiąt miliardów złotych, nawet 60 mld zł. Tymczasem w nowelizacji budżetu na 2015 r. oszacowano, przypominam, niewykonanie dochodów podatkowych na ponad 12 mld zł, a w szczególności podatku od towarów i usług, czyli VAT, na 13,3 mld zł. Natomiast w tym budżecie, który pan minister był uprzejmy nam przedstawić, oszacowano wpływy podatkowe na poziomie 276,1 mld zł, czyli o 18,5 mld większe niż przewidywane wykonanie w 2015 r., ale w tym są ujęte wpływy z podatku bankowego - 5,5 mld, i podatku od sklepów wielkopowierzchniowych - 2 mld zł. Przy tym dochody ogółem, dzięki zwiększeniu dochodów niepodatkowych, wzrosną w porównaniu z przewidywanym wykonaniem w tym roku o 27,1 mld zł. Ważne są te dochody niepodatkowe, jak widać. Co ciekawe, wpływy z podatku VAT szacuje się na poziomie 128,7 mld zł, czyli tylko o 7,4 mld większym niż urealnione wykonanie w tym roku. To jest właśnie świadectwo tego konserwatyzmu i pewnej ostrożności, bo po prostu nie można inaczej na tym etapie prac nad budżetem. Przewidziano w budżecie niski wzrost wpływów z podatku akcyzowego, będzie to o 1,1 mld zł więcej niż wynosi przewidywane wykonanie w tym roku, niewielki wzrost wpływów z podatku CIT - o 0,4 mld, i też niewielki, ale nieco większy, z podatku PIT - o 1,9 mld zł. Procentowo wpływy z VAT wzrosną o 6,1%, z podatku akcyzowego - o 1,8%, z CIT- o 1,7% a z PIT - o 4,1%, czyli rząd zakłada naprawę systemu podatkowego, ale najostrożniej szacuje wzrost wpływów z CIT i akcyz, bo naprawienie strony dochodowej to jest ciężkie zadanie. Łatwo jest coś zepsuć, ale naprawić bardzo trudno. To wymaga solidnych działań odpowiednich organów, przede wszystkim Ministerstwa Finansów, ale, jak wiemy, nie tylko Ministerstwa Finansów.

    Trzeba podkreślić, że naprawienie strony dochodowej ma podstawowe znaczenie dla realizacji budżetu, dla polepszenia jakości państwa i dla postrzegania państwa przez obywateli. Jak mamy dochody, to możemy realizować wydatki. Poziom wydatków zaplanowano tak, aby przy tym bardzo ostrożnym szacunku wpływów nie przekroczyć akceptowalnego poziomu deficytu wynikającego z wymagań Unii Europejskiej. W związku z tym deficyt na poziomie 54,71 mld zł będzie stanowił 2,9% PKB szacowanego na poziomie 1888,3 mld. Jak powiedział pan minister, w związku z tym deficyt sektora finansów publicznych jako całości będzie wynosił, jak się tutaj szacuje, 2,8% PKB. PKB jest, jak widać, ostrożnie szacowane. Nominalnie wzrośnie ono - proszę państwa, nominalnie, samo PKB - o 5,11% a realnie przy założeniu inflacji na poziomie 1,7% - o 3,35%.

    Co do wydatków, to tak krawiec kraje, jak mu materii staje, mówi stare powiedzenie, a tej materii dostarczyła, niestety, odchodząca ekipa. To, co przygotował poprzedni rząd, jest wobec tego potężnym ograniczeniem. W związku z tym parę słów, proszę państwa, o wydatkach. Co jest szczególnie ważne, to to właśnie, o czym mówił zresztą pan minister, ja podkreślę tutaj w wystąpieniu w imieniu naszego klubu, że założono pewne cele bardzo ważne społecznie i ważne także gospodarczo. Po pierwsze, społecznie ważny program ˝Rodzina 500+˝, wprowadzenie bezpłatnych leków dla osób, które ukończyły 75. rok życia - to im się po prostu należy.

    (Poseł Jakub Rutnicki: Nie wszystkie.)

    Co jest bardzo ważne? Zwiększenie o ponad 2 mld zł wynagrodzeń dla grup pracowniczych, które co do zasady od 2010 r. były objęte tzw. zamrożeniem wynagrodzeń. To też była rzecz karygodna. Przez 5 lat nie podwyższano wynagrodzeń w imię idei walki z deficytem i to powoduje te, proszę państwa, zaległości strukturalne, które teraz będziemy musieli przez parę lat nadrabiać, bo nie da się tego zrobić szybko...

    (Głos z sali: Tyle naobiecywaliście.)

    ...chyba że będzie sukcesem program odbudowy systemu podatkowego.

    Następnie środki na jednorazowe dodatki dla niektórych emerytów, rencistów i osób pobierających zasiłki, dofinansowanie zadań restrukturyzacyjnych w strukturze górnictwa, podniesienie wydatków na obronę narodową - to nie będzie na razie 2% PKB, to raczej w przyszłości - środki na zwiększenie wydatków na świadczenia rodzinne i inne, których już nie będę wymieniał.

    Szanowni Państwo! Jeszcze dwa słowa o jednej ważnej rzeczy, bo jak państwo wiecie, jestem ze sfery nauki i nie mogę tego, tej sprawy pominąć. Otóż, jak powiedziałem, tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Zostało niewiele z tego, co poprzedni rząd... Mamy niestety od lat zastój w sferze nauki. I tutaj niestety mamy pewne zaległości, które będą stopniowo przez rząd nadrabiane, bo to obiecaliśmy środowiskom naukowym.

    (Poseł Izabela Leszczyna: Wszystko przez nas...)

    W związku z tym przypominam, że w relacji do produktu krajowego brutto wydatki na naukę wzrosną z 0,29% do 0,3%, na szkolnictwo wyższe z 0,8% do 0,82%, więc bardzo niewiele. Jest tutaj bardzo wiele do zrobienia.

    Dam przykład agencji kosmicznej. To jest taki, proszę państwa, bardzo niedoceniany element. Dążymy do tego, żeby gospodarka była innowacyjna. Elementem innowacyjności gospodarki jest pewna ambicja, ambicja po to, żeby np. w badaniach kosmicznych coś osiągnąć, dorównywać choć trochę innym krajom, żeby nie być takim zapyziałym, prowincjonalnym krajem, nie chcę używać złych słów, ale niektórzy mówią: dziadowskim krajem. Tak być nie może. Otóż przypominam, że na agencję kosmiczną - takie polskie NASA - 9,5 mln zł. Francja wydaje 2,5 mld zł, zatrudnia 2500 osób, Indie, kraj trzeciego świata kiedyś, jeszcze niedawno, ma budżet 820 mln, Belgia - 230 mln dolarów, Wielka Brytania - 414 mln. W Unii Europejskiej 6,2% publicznych nakładów na cywilne badania i rozwój idzie na badania kosmiczne. 6,2%. W OECD - 8,5%. A w Polsce? W Polsce, szanowni państwo, 0,17%. To jest świadectwo tego, jak my jakby zgadzaliśmy się na taki prowincjonalizm. No i ten rząd będzie dążył do poprawy tej sytuacji, ale jeżeli będzie szansa, czyli po prostu odejdziemy od tego konserwatyzmu, bo nam umożliwi to dobra naprawa systemu dochodów budżetowych, przede wszystkim podatków. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia