8. kadencja, 74. posiedzenie, 2. dzień (13-12-2018)

Oświadczenia.

Poseł Marek Polak (tekst niewygłoszony):

    Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Dziś mija 37. rocznica wprowadzenia stanu wojennego, dlatego w moim oświadczeniu poselskim pragnę zacytować kilka fragmentów wspomnień mojej mamy, Eleonory Polak, internowanej w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. Z uwagi na ograniczony czas wystąpienia i rozmiar treści pozwolę sobie przedłożyć moje oświadczenie poselskie w formie pisemnej i proszę o dołączenie go do protokołu.

    Mama opisała tamte wydarzenia w taki oto sposób:

    W porozumieniu z działaczami innych oddziałów Andrychowskich Zakładów Przemysłu Bawełnianego utworzyliśmy Komitet Założycielski NSZZ ˝Solidarność˝. Potem wybrano mnie na członka Komisji Zakładowej, a w lutym 1981 r. na członka prezydium oraz na delegata na zjazd regionalny.

    Nadeszła noc z 12 na 13 grudnia 1981 r. Około godz. 3 nad ranem przy bramie ogrodzenia naszego domu pojawił się milicyjny samochód, z którego wysiadło trzech uzbrojonych w broń długą funkcjonariuszy milicji. Po wejściu do mieszkania stanowczym tonem oświadczyli, że muszę pilnie z nimi iść na komisariat, aby wyjaśnić pewną sprawę. Zdecydowanie odmówiłam, stawiając opór, jedocześnie deklarując dobrowolne, niezwłoczne przybycie w godzinach porannych. W tym uparcie wspierali mnie mój mąż oraz moi dwaj synowie, wdając się w utarczki słowne z milicjantami. Ostatecznie zadeklarowano, że i tak wezmą mnie siłą, i wezwano posiłki, które przybyły kolejnym samochodem.

    Dyskretnie poprosiłam mojego starszego syna Janusza, aby pojechał ostrzec przewodniczącego. To się jednak nie udało, bo kierowca milicyjnego pojazdu zablokował nim wyjazd synowi z garażu, informując, że nie wolno nikomu opuszczać budynku. Jednak syn w porozumieniu ze mną pokonał ogrodzenie z drugiej strony domu i pobiegł pieszo, a dla bezpieczeństwa dołączył do niego mój młodszy syn Marek. Wtedy widziałam ich po raz ostatni.

    W towarzystwie uzbrojonych funkcjonariuszy przywieziono mnie na podwórze w okolicach komisariatu, gdzie bezpośrednio trafiłam do oczekującej tam kibitki więziennej. Byli już w niej znani mi działacze ˝Solidarności˝, oddzieleni kratą od funkcjonariuszy w pojeździe. Bezpośrednio przed wyjazdem otrzymaliśmy informację, że wprowadzono stan wojenny. Wtedy wiedzieliśmy już wszystko. Nieogrzewany pojazd ruszył w nieznanym kierunku i jechał przez ok. 3 godziny. Mniej więcej w połowie drogi dołączył do nas jeszcze jeden mężczyzna, który uświadomił nam, że jesteśmy w Oświęcimiu. Był jak na mroźną zimową noc niemal nieubrany. Miał na sobie tylko szlafrok i pantofle, bo jak twierdził, zabrano go bezpośrednio z łóżka, pomimo że był chory i miał gorączkę. Trząsł się z zimna, a widząc, że mam ciepły płaszcz, zapytał, czy mógłby choć trochę się nim okryć. Pomimo że mi też było zimno, nie odmówiłam.

    Rano dotarliśmy do więzienia w Jastrzębiu. Tu oddzielono kobiety od mężczyzn i nas cztery z Andrychowa zamknięto z trzema kobietami z Mysłowic w jednej celi. Towarzyszył temu ogromny płacz. Nie było tam ani łóżek, ani krzeseł, tylko drewniany podest, a że było tam nieznośnie zimno, dano nam cztery koce. W godzinach popołudniowych przeniesiono nas do kolejnej, tym razem 10-osobowej celi, gdzie już były łóżka, i tam spożyłam pierwszy posiłek. Bezpośrednio po posiłku wyprowadzono nas na korytarz, gdzie zobaczyłam kobiety z innych cel, które były mi znane, bo to działaczki z byłego województwa bielskiego. Zobaczyłam tam też kobietę z niczym nieokrytymi stopami, przywiezioną zupełnie boso. Z korytarza przed celą więziennymi samochodami przewieziono nas do więzienia w Cieszynie. Tam odebrano nam naszą odzież, dokumenty i wyposażono w nieobleczoną starą kołdrę, poduszkę i dwa prześcieradła oraz metalowe miski. Później pobrano mi odciski palców, odczytując zapis, że moje odosobnienie spowodowane jest dotychczasową wrogą działalnością przeciwko PRL oraz że stanowię zagrożenie w stanie wojennym. Tak w towarzystwie trzech znanych mi działaczek ˝Solidarności˝ rozpoczęłam życie w maleńkiej celi nr 53 cieszyńskiego więzienia i stosowałam się do surowego regulaminu. Mijały dni, a ja wciąż w myślach szukałam odpowiedzi na pytanie: Co z moją rodziną, mężem, dziećmi, bo funkcjonariuszki więzienne odpowiadały, że być może też są tutaj zamknięci. Zastanawiałam się, co z członkami prezydium i przewodniczącym i gdzie ich trzymają. Jak się później okazało, z siedmioosobowego prezydium zamknięta byłam tylko ja.

    Niewiedza o losach mojej rodziny, ciągłe przesłuchania i nieustanne nakłanianie do pisania treści szkalujących przywódców związkowych oraz moje uparte odmowy wzbudziły we mnie determinację i ósmego dnia pobytu w więzieniu ogłosiłam i podjęłam protest głodowy (...).ńst

    Takie oto fragmenty wspomnień utrwaliła na papierze moja mama Eleonora Polak, dziś 80-letnia kobieta, i postanowiłem się nimi z Państwem podzielić..

    Dziękuję bardzo.


Przebieg posiedzenia