8. kadencja, 82. posiedzenie, 1. dzień (12-06-2019)
Oświadczenia.
Poseł Andrzej Melak (tekst niewygłoszony):
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Minęło 9 lat od Narodowej Tragedii w Smoleńsku. Pragnę przypomnieć Wysokiej Izbie to, co działo się po tragedii.
Bezczynność instytucji państwa, począwszy od rządu, poprzez prezydenta, Sejm, Senat, prokuraturę, była porażająca. Wszystkie ww. instytucje abdykowały. Nie istniały, wprowadzając społeczeństwo i najbliższych ofiar tej tragedii w stan zdumnienia i niezrozumienia swoja biernością, obojętnością na to, co się stało w Smoleńsku.
Przez kilka tygodni nie podawano dokładnej godziny katastrofy, nie widać było żadnych działań w celu sprowadzenia wraku do kraju i nie było żadnej reakcji na barbarzyńskie niszczenie wraku, a miejsce tragedii było niszczone poprzez niwelowanie terenu, wycinanie drzew, układanie betonowych płyt. Prośby rodzin o upamiętnienie miejsca tragedii nie doprowadziły do jakiejkolwiek zmiany. W lipcu 2010 r. zostało powołane Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010 zainicjowane przez Magdalenę Mertę i Andrzeja Melaka, wdowę i brata ofiar. Stowarzyszenie to własnym kosztem przetłumaczyło na język angielski polskie uwagi do raportu MAK i rozesłało do wszystkich organizacji związanych z badaniem wypadków lotniczych, zaapelowało również o pomoc w utworzeniu międzynarodowej komisji ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Stowarzyszenie to postanowiło również upamiętnić miejsce katastrofy krzyżem i tablicą umocowaną na znajdującym się tam głazie narzutowym.
W tym czasie, w dniu 15 sierpnia 2010 r., na polach bitwy w Ossowie, kancelaria ówczesnego prezydenta RP B. Komorowskiego oraz Urząd Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, na czele z jego szefem Andrzejem Kunertem, postanowili uczcić polskie zwycięstwo nad bolszewickimi agresorami, mordercami i zbrodniarzami pomnikiem upamiętniającym agresora. To był akt najwyższej zniewagi i prowokacja wobec Polaków czczących w tym dniu zwycięstwo i cud nad Wisłą. Tylko odpowiedzialna i stanowcza postawa świadomych tej prowokacji osób, w tym m.in. senatora Waldemara Bonkowskiego, zapobiegła odsłonięciu haniebnego pomnika zbrodniarzy. Dyplomaci rosyjscy czekali w pogotowiu na akt odsłonięcia. Władze Polski wyraziły zgodę na ten haniebny pomnik służalczości, a nie miały odwagi upamiętnić członków polskiej delegacji narodowej, którzy zginęli w Smoleńsku.
W Warszawie powstał pomysł upamiętnienia tragedii tablicą ze stosowną treścią o tych, co w imieniu narodu mieli uhonorować ofiary zbrodni ludobójstwa, do dnia dzisiejszego nieosądzonej i nieukaranej, dokonanej przez najwyższe władze bolszewickiej Rosji na jeńcach wojennych zamordowanych na wiosnę 1940 r. w Katyniu.
Tablicę marmurową o wymiarach 600 x 600 x 20 o treści: ˝Pamięci 96 Polaków na czele z Prezydentem RP Lechem Kaczyńskim, którzy 10 kwietnia 2010 r. zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem w drodze na uroczystości upamiętnienia 70. rocznicy sowieckiej zbrodni ludobójstwa w lesie katyńskim dokonanej na jeńcach wojennych, oficerach Wojska Polskiego w 1940 r.˝ zawiozły do Smoleńska rodziny tych, co zginęli, m.in. Zuzanna Kurtyka, wspólnie z uczestnikami pielgrzymki IPN. Treść inskrypcji ułożyli Andrzej Melak i Łukasz Kudlicki; tablicę wykonali warszawscy rzemieślnicy. Do Smoleńska zawieziono także niezbędne narzędzia (agregat prądotwórczy, wiertła, przedłużacze, śruby, młotki), by wywiercić otwory i przymocować tablicę.
W dniu 13 listopada 2010 r. upamiętniono ofiary. Stanął krzyż i ww. płyta memoratywna. Wisiała ona do 9 kwietnia 2011 r., dając świadectwo o celu wizyty narodowej delegacji w Katyniu i informując pielgrzymów o wydarzeniu sprzed 70 lat. W nocy z 8 na 9 kwietnia 2011 r. Rosjanie zdemontowali tablicę, co wywołało oburzenie całego społeczeństwa, dzielonego z premedytacją przez rządzących.
30 lat wcześniej, w nocy z 31 lipca na 1 sierpnia 1981 r., na rozkaz Ambasady Rosyjskiej Służba Bezpieczeństwa zbezcześciła Cmentarz Wojskowy na Powązkach, kradnąc w nocy pierwszy postawiony tam przez Komitet Katyński pomnik poświęcony zamordowanym w 1940 r. polskim jeńcom wojennym. Po 30 latach historia się powtórzyła, ale tym razem Rosjanie nie przewidzieli jednego. Od tego dnia w całym cywilizowanym świecie, na wszystkich kontynentach, powstało ponad 4 tys. tablic i pomników upamiętniających tragedię smoleńską.
Po kilku tygodniach zdemontowana w Smoleńsku tablica została przysłana do Polski, do MSZ. Została odebrana z ul. Szucha przez członków stowarzyszenia. Ok. 1,5 tys. ludzi w szyku procesyjnym, z modlitwą niosło tablicę w asyście księży, krzyża, policji do bazyliki św. Krzyża w Warszawie. Na powitanie procesji wyszli przed kościół księża. Płyta została wystawiona w Ołtarzu Ojczyzny i była tam eksponowana na widok publiczny.
Z obawy przed prowokacją w godzinach zamknięcia kościoła tablica została podmieniona na replikę, a oryginał z pielgrzymką Cechu Krawców i Rzemiosł Włókienniczych, najstarszego, założonego w 1382 r. warszawskiego cechu, został przewieziony do Częstochowy. W dniu corocznej pielgrzymki słuchaczy Radia Maryja płyta została przekazana ojcom paulinom i była eksponowana na ołtarzu. W obecności kilkuset tysięcy pielgrzymów odczytałem list i zwróciłem się do ojców, aby ta płyta była eksponowana w narodowym sanktuarium, które odwiedza kilka milionów rodaków.
W konsekwencji zostałem zaproszony do zespołu mającego nadzorować budowę Epitafium Smoleńskiego autorstwa artysty z Krakowa pana Lecha Dziewulskiego. Po wielu miesiącach Epitafium Smoleńskie zostało odsłonięte w święto 3 Maja w 2012 r. Płyta smoleńska stanowi element epitafium.
Apel wygłoszony w czasie mszy do wiernych o podpisy pod prośbą o umiędzynarodowienie śledztwa smoleńskiego zaowocował tym, że na mój prywatny adres z Polski i całego świata dotarło ponad 70 tys. listów z ok. 360 tys. podpisów. Zostały one złożone w klubie Prawa i Sprawiedliwości, a Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010 wystosowało pisma do prezydenta RP, marszałków Sejmu i Senatu, premiera i do Unii Europejskiej z prośbą o podjęcie działań. Skutek, jak wiadomo, był żaden.
Dlatego też w dniu 9 kwietnia 2016 r. grupa wielu znanych warszawiaków, m.in.: sędzia Bogusław Nizieński, prof. Bogdan Chazan, prof. Wiesław Wysocki, ks. prałat Bogdan Jaworek, Andrzej Melak, radny m.st. Warszawy prezes Komitetu Katyńskiego, postanowiła we własnym zakresie uczcić pamięć śp. prof. Lecha Kaczyńskiego, prezydenta Warszawy i prezydenta Rzeczypospolitej. Wykonany potajemnie pomnik głaz z tablicą i podobizną pana prezydenta został w godz. 4.00-7.00 posadowiony na dziedzińcu ratusza Warszawy. Pomnik ten został sfinansowany całkowicie przez Komitet Katyński.
Do dnia dzisiejszego trwa zakłamanie i walka członków rodzin oficerów zamordowanych w Katyniu o sprowadzenie ich szczątków do Polski, zgodnie z ich ostatnią wolą. Wbrew podjętym zobowiązaniom strona rosyjska w miejscu zbrodni wybudowała cerkiew przytłaczającą miejsce dokonanej zbrodni.
To, że zbrodnia katyńska ciągle nie jest osądzona i ukarana, jest przestrogą. Ta zbrodnia została powtórzona w XX w. w wojnach na Bałkanach i w Afryce.
Naszą spuścizną i obowiązkiem jest wykonanie ostatniej woli zamordowanych w Katyniu, tj. sprowadzenie ich szczątków do ojczyzny i zbudowanie nad nimi kopca ich pamięci.
Z pieniędzy zebranych wśród społeczeństwa budowano pomniki ofiar katastrofy smoleńskiej oraz pana prezydenta. Wydawało się, że temat zamykamy. Niestety tak nie jest. Władze Warszawy w sposób skandaliczny uniemożliwiały zakończenie budowy pomnika w Warszawie, stwarzając różne utrudnienia.
Po 8 latach oczekiwania w Warszawie upamiętniono katastrofę smoleńską. Ale, jak widać, nie tylko dla władz Warszawy pomysł przekazywania potomnym pamięci o prezydentach, ministrach, posłach, senatorach, generalicji, kapłanach, społecznikach, którzy byli honorowymi obywatelami Warszawy i poświęcili swoje życie, by Warszawę budować i rozwijać, jest ciągle irracjonalny i niezrozumiały.
Jako jeden z członków rodzin ofiar tragedii smoleńskiej nie mogę zrozumieć pogardy i lekceważenia bliskich ofiar oraz działań dla zatarcia pamięci o członkach narodowej delegacji lecącej do Smoleńska, aby uczcić 70-lecie nieosądzonej zbrodni ludobójstwa dokonanej na 55% kadry oficerskiej II Rzeczypospolitej.
Jak długo jeszcze polskie społeczeństwo ma czekać na wyjaśnienia, na okazanie szacunku tym, którzy zginęli, okazanie współczucia rodzinom po pogardzie i haniebnym rechocie durniów? Kiedy wreszcie rodziny pilotów usłyszą, że to nie oni zabili 96 osób, że byli bardzo dobrymi pilotami? Kiedy wreszcie żona gen. Błasika usłyszy, że jej mąż nie był pijany i nikt nie zmuszał pilotów do lądowania? Może wreszcie ktoś, kto w owym czasie reprezentował państwo polskie - może marszałek Sejmu i późniejszy prezydent pan Komorowski czy premier Donald Tusk - powie: przepraszam za tę hańbę.
Może wreszcie władze Warszawy przypomną sobie, że teren przed Pałacem Prezydenckim 10 kwietnia 2010 r. należał do narodu polskiego? Nikt z ówczesnych władz państwa czy stolicy nie przyszedł do zebranych tam ludzi i nie powiedział: płaczmy, stała się ogromna tragedia, ale my ją wyjaśnimy. W ten jeden dzień w roku oddajmy to miejsce ludziom, którzy pamiętają, jak tam stali i czekali na coś, co nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie, ukradziono postawiony tam przez harcerzy krzyż i przeniesiono go do kaplicy w Pałacu Prezydenckim. Pozwolono znieważać zgromadzonych tam ludzi, niszczono znicze i kwiaty. To wszystko czyniły władze stolicy przy aprobacie władz państwa.
Przebieg posiedzenia