9. kadencja, 14. posiedzenie, 1. dzień (15-07-2020)

1. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Finansów Publicznych o rządowym projekcie ustawy o wsparciu dla rynku ubezpieczeń należności handlowych w związku z przeciwdziałaniem skutkom gospodarczym COVID-19 (druki nr 431 i 482).

Poseł Anita Sowińska:

    Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Z pozoru wszystko wygląda ładnie. Pani minister przedstawiła nam cele i założenia projektu. Wszystko ma sprawiać wrażenie profesjonalizmu i troski o polskiego przedsiębiorcę, który stanął w obliczu kryzysu wywołanego przez pandemię COVID-19, tyle że to tylko przykrywka. Tak, mamy kryzys wywołany pandemią. Tak, ryzyko nieściągalności należności wzrasta i wpływy maleją.

    Jest zrozumiałe, że w tej sytuacji powinniśmy znaleźć rozwiązania, które są adekwatne do danej sytuacji. Wszyscy przechodzimy kryzys, polscy przedsiębiorcy to wiedzą i starają się znaleźć rozwiązania, aby utrzymać biznes w tych trudnych warunkach. A co robią firmy ubezpieczeniowe? Czy negocjują umowy z klientami? Czy przyglądają się ryzyku? A może nie wypłacają sobie premii? Nie, nie, nie, nic z tych rzeczy. Idą do ministra i mówią: słuchaj, obroty mi spadają, rozumiesz, COVID, słuchaj, dosyp nam pieniędzy z budżetu, będzie po kłopocie, tych 2-3 mld nikt nie zauważy w tym bałaganie. I ministerstwo przystaje na to. Przygotowuje na kolanie ustawę, spieszy się, robi to bardzo szybko, aby zdążyć przed wakacjami. Nawet nie kryje się z tym, że celem ustawy jest, i tutaj zacytuję, utrzymanie dochodów ubezpieczycieli na tym samym poziomie co przed pandemią. Czyli troską rządu jest utrzymanie dochodów finansistów, żeby czasem nic nie stracili. To jest jasno napisane w uzasadnieniu. I nie myślcie, że w ten sam sposób rząd zatroszczy się o małych przedsiębiorców. O nie, nie, nie. Oni dostaną jednorazową zapomogę na przetrwanie, podobnie zresztą jak emeryci trzynastą emeryturę, a potem niech sobie radzą sami.

    Wszędzie na świecie od lat 60. dzieje się tak, że rządy wykorzystują wojny i katastrofy naturalne do bogacenia się bogatych. Świetnie opisała to Naomi Klein w swojej książce ˝Doktryna szoku˝. Pod przykrywką walki z kryzysem i jego skutkami przepychane są rozwiązania prawne, które wyciągają pieniądze z budżetu państwa do dużych korporacji. Przykładów jest dużo, chociażby Chile i USA. Czy naprawdę chcemy mieć taki system agresywnego kapitalizmu jak w USA, ze słabą ochroną zdrowia, gdzie człowiek, gdy zachoruje, jest bankrutem, w kraju, w którym, żeby wyedukować dziecko, trzeba wziąć kredyt na dom? Rządzenie krajem to kwestia wyboru, jak podzielić ograniczone środki finansowe: czy przeznaczyć je na pensje dla nauczycieli, czy przeznaczyć je na pensje dla finansistów, czy zadbać o to, żeby każdy miał prawo do wizyty u lekarza specjalisty, czy też dać trzynastą emeryturę i powiedzieć: radź sobie sam, zapłać za kardiologa, za okulistę, za drogie leki, a jak sobie nie poradzisz, to trudno, to twoja sprawa. To politycy dokonują za nas tych wyborów. A dodam jeszcze, że te pieniądze pochodzą z podatków, czyli ciężko zarobionych naszych pieniędzy.

    Teraz odniosę się do projektu ustawy. Cała ta otoczka ministrów, krawatów ma sprawiać wrażenie, że projekt jest przygotowany profesjonalnie. Przyjrzyjmy się temu profesjonalizmowi.

    Po pierwsze, konsultacje. To jest projekt rządowy, zatem z mocy prawa powinien podlegać zaopiniowaniu, m.in. przez Naczelną Radę Adwokacką, Krajową Radę Radców Prawnych, Krajową Radę Biegłych Rewidentów, Radę Dialogu Społecznego i inne. Tych opinii nie ma. Pytam, dlaczego. Dlaczego ten projekt nie został skonsultowany i jest przepychany kolanem tuż przed wakacjami?

    Po drugie, konstytucja. Proszę państwa, ten projekt to jest gniot. Gniot opakowany w ładne pudełko ze wstążeczką. Art. 3 ust. 1 ustawy mówi o tym, że Rada Ministrów może przygotować program wsparcia dla rynku ubezpieczeń należności handlowych. Ten program ma określić: diagnozę sytuacji gospodarczej, oczekiwane efekty, cele programu, szczegółowe warunki realizacji, sposób raportowania, ocenę efektów i kwotę środków przeznaczonych na finansowanie programu. Pięknie, czyli ten artykuł, art. 3, mówi nam o tym, że głosujemy za ustawą, o której nic nie wiemy. Nie znamy diagnozy sytuacji gospodarczej, nie wiemy, jakie będą efekty gospodarcze, ekonomiczne i finansowe, nie wiemy, jakie są cele programu, nie wiemy, jak będzie wykonana ustawa, czyli w jaki sposób państwo będzie podpisywać umowy i jakie zawrze klauzule w tej umowie, nie wiemy, jak to będzie raportowane, i nie wiemy, ile to będzie kosztowało. Owszem, w uzasadnieniu projektu jest wpisana planowana kwota ponad 2,5 mld zł na przestrzeni bodajże 4 lat, ale tak naprawdę w tym artykule zostawiamy (Dzwonek) sobie furtkę. Biuro Legislacyjne nie zostawiło na tym suchej nitki. Przypominam rządowi, że...

    Wicemarszałek Ryszard Terlecki:

    Dziękuję, pani poseł.

    Poseł Anita Sowińska:

    ...w Polsce źródłem prawa są: konstytucja, ustawy, umowy międzynarodowe i rozporządzenia. Nie ma w tym wykazie uchwał czy programów. Na Węgrzech...

    (Wicemarszałek wyłącza mikrofon, poseł przemawia przy wyłączonym mikrofonie, oklaski)


Przebieg posiedzenia