9. kadencja, 14. posiedzenie, 1. dzień (15-07-2020)

4. punkt porządku dziennego:

Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o delegowaniu pracowników w ramach świadczenia usług oraz niektórych innych ustaw (druk nr 430).

Poseł Dariusz Klimczak:

    Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Przedstawiam stanowisko Klubu Parlamentarnego Koalicja Polska - Polskie Stronnictwo Ludowe - Kukiz15 w sprawie zmiany ustawy o pracownikach delegowanych. Chodzi o prawo, które będzie obowiązywało już od 30 lipca i które oznacza dla polskich przedsiębiorców konieczność dostosowania się do nowych przepisów, czyli wyższe koszty i nowe kłopoty.

    Historia tej dyrektywy jest dłuższa, ponieważ już raz kraje Unii Europejskiej planowały wprowadzić powyższe zmiany w przepisach, lecz wówczas pozycja Polski była na tyle silna, że obroniliśmy nasze firmy, dysponując tzw. mniejszością blokującą. Ministrem pracy i polityki społecznej w tym czasie był Władysław Kosiniak-Kamysz. To on rozmawiał w tej sprawie z liderami europejskich krajów. Pamiętam dokładnie, jak jeszcze w listopadzie 2013 r. Inicjatywa Mobilności Pracy, Ogólnopolski Konwent Agencji Pracy, Polska Izba Handlu, Polskie Forum HR oraz Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia wyrażały głębokie zaniepokojenie kierunkiem prac nad projektem dyrektywy wdrożeniowej w sprawie egzekwowania dyrektywy dotyczącej delegowania pracowników w ramach świadczenia usług. Wsparcia, a wręcz ratunku szukali wtedy u ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza i takie wsparcie i ratunek wtedy otrzymali. Dlaczego tym razem to się nie udało? Przecież według propagandy Prawa i Sprawiedliwości Polska dopiero teraz zaczyna się liczyć w Europie. Jak się w takim razie liczy, skoro nowe unijne prawo to przede wszystkim bat na polskich przedsiębiorców, na polskie firmy?

    Dlatego warto przypomnieć tak ważny dla Polski i całej Unii Europejskiej kompromis osiągnięty w dyrektywie z 2014 r., po 2-letnich, bardzo trudnych negocjacjach, w których dużą skutecznością wykazał się minister Władysław Kosiniak-Kamysz. Jednym z celów tamtego kompromisu było kluczowe dla tej sprawy zagwarantowanie przestrzegania praw pracowniczych. Nowa dyrektywa nie tylko regulowała kwestie monitorowania przestrzegania przepisów i współpracy administracyjnej, ale także nakładała obowiązki na państwa członkowskie w zakresie przejrzystości informowania o warunkach zatrudnienia i istniejących obowiązkach. Nigdy nie było naszej zgody na to, by pod szyldem ochrony praw pracowniczych i uczciwej konkurencji budować nowe mury w Europie.

    Dotychczas udawało nam się skutecznie przekonywać, że mobilność jest dla Unii szansą, a nie zagrożeniem - do czasu, kiedy stery rządów w Polsce objęło Prawo i Sprawiedliwość.

    Warto podkreślić, że Polska jest unijnym liderem w zakresie delegowania pracowników. Obrazuje to choćby liczba wydanych poświadczeń A1, czyli dokumentów określających, któremu ustawodawstwu w zakresie ubezpieczenia społecznego podlega pracownik. Według najnowszych danych spośród prawie 3 mln wydanych poświadczeń na polskie firmy przypada ich ponad 605 tys., a więc to prawie 30% wszystkich wydanych dla pracowników delegowanych w obrębie całej Unii Europejskiej. Według różnych badań Polacy są liderami mobilności pracy w całej Europie. Niestety inne kraje Unii Europejskiej, szczególnie tej tzw. starej Unii, inaczej postrzegają polską mobilność, nazywając to zjawiskiem dumpingu socjalnego, co jest oczywiście nieprawdą, ponieważ nasi pracownicy wypełniają w rzeczywistości lukę kompetencyjną, szczególnie w takich krajach jak Francja, Niemcy czy nawet Belgia.

    Co czeka naszych przedsiębiorców? Męczarnia administracyjno-prawna w danym państwie przyjmującym. Należy to kilka razy przemnożyć, ponieważ zazwyczaj w niejednym kraju przedsiębiorcy prowadzą działalność. Każdy z przedsiębiorców, który zamierza kontynuować działalność, a raczej wyjścia nie ma, musi, po pierwsze, błyskawicznie zorientować się co do elementów charakterystycznych dla danego państwa przyjmującego, jeżeli chodzi o składowe wynagrodzenia, po drugie, trzeba będzie szczegółowo pilnować tzw. obliczeń w kwestii kumulatywnych okresów delegowania. Nowa dyrektywa wprowadza maksymalny okres delegowania, podczas gdy wcześniej tego typu określeń nie było.

    Wszystkiego tego można byłoby uniknąć, gdyby nasz rząd liczył się w Unii Europejskiej. Przykład tej dyrektywy pokazuje jak na dłoni, że rząd PiS ma dobrą pozycję w Europie, ale tylko wtedy, kiedy podają to ˝Wiadomości˝ TVP. Taka jest niestety smutna prawda. Nowe prawo ma według mnie i polskich przedsiębiorców charakter protekcjonistyczny i dyskryminacyjny w stosunku do naszego kraju. Obawiam się, że to może doprowadzić co najmniej do ogromnych strat dla 15 tys. polskich firm, a w konsekwencji do upadku wielu z nich, a co najmniej utraty przez pracowników miejsc pracy. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia