9. kadencja, 14. posiedzenie, 2. dzień (16-07-2020)
14. punkt porządku dziennego:
Pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych oraz niektórych innych ustaw (druki nr 437 i 437-A).
Poseł Dobromir Sośnierz:
Witam.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Na początek chciałbym się trochę nie zgodzić z kolegami przedmówcami, z panem Markiem Dyduchem i panem Andrzejem Grzybem. To nie jest żadna patologia, że posłowie wnoszą ustawy, patologia to jest to, że rząd ma inicjatywę ustawodawczą. Władza wykonawcza powinna wykonywać ustawy, a nie je pisać (Oklaski), więc raczej mamy tutaj pomieszanie porządków. Jeśli problemem jest to, że nie ma konsultacji społecznych, to wprowadźmy konsultacje społeczne dla projektów poselskich - i to jest rozwiązanie, a nie to, że rząd pisze ustawy.
Ale wracając do rzeczy, socjalizm jest to taki ustrój, który bohatersko rozwiązuje trudności, które wcześniej sam stwarza, i dokładnie tak jest w tym przypadku. Najpierw powołujemy dodatkowy Fundusz Niskoemisyjnego Transportu, a po 2 latach orientujemy się, że niepotrzebnie, bo to samo, ba, nawet lepiej, można by rozwiązać bez tego funduszu w ramach już istniejących instytucji. No i tak brniemy od sukcesu do sukcesu, cytując pana Michalkiewicza. Za każdym razem mamy powody do radości, najpierw powołujemy fundusz z oklaskami, później oklaski, że go odwołujemy. Znając życie, to zresztą niekoniecznie jakieś mądre powody muszą stać za tym wnioskiem, że ten fundusz nam jest niepotrzebny. Być może przecież jest tak, jak to w praktyce rządów naszej neosanacji bywa, że po prostu osoba, dla której ten fundusz utworzono, żeby miała gdzie pracować, okazała się niewdzięcznikiem albo z innych powodów stała się zbędna i teraz fundusz likwidujemy. Ale nie wiem, może jednak są inne powody.
Ale problem polega na tym, że ten wniosek, że nie potrzebujemy tego funduszu, jest po prostu nie dość daleko idący, bo nie tylko nie potrzebujemy tego funduszu, lecz także po prostu nie potrzebujemy tego, żeby państwo, żeby urzędnicy decydowali, jaka technologia jest nowoczesna, innowacyjna czy przyszłościowa, a jaka nie jest. (Oklaski) Jeśli technologia jest przyszłościowa, to przyszłość nam to pokaże - i nie potrzebujemy do tego urzędników do odgadywania przyszłości. Z historii zresztą znamy wiele przypadków, jak to urzędnicy próbowali zadekretować przyszłość i angażowali pieniądze podatników w różne projekty, które dzisiaj raczej budzą rozbawienie. Pod koniec XIX w. rządy wzywały tęgie głowy na obrady, jak rozwiązać problem zalegających w miastach końskich odchodów w związku z szybkim rozwojem transportu miejskiego. Prognozowano, że jak tak dalej pójdzie, to końska kupa będzie niedługo zasłaniać ludziom widok z drugiego piętra. Organizowano w tej sprawie takie odpowiedniki naszych dzisiejszych szczytów klimatycznych, podczas których tęgie głowy radziły nad tym bez końca i - dokładnie tak jak na naszych współczesnych szczytach klimatycznych - nie potrafiły wyjść poza ekstrapolację tego, co już znają. Problem by się nie rozwiązał, gdyby nie to, że jakiś prywaciarz wynalazł samochód i całe te dywagacje stały się zbędne. Ale państwa początkowo wcale nie odnosiły się do tego projektu z entuzjazmem, do samochodów. W dalekim mieście Warszawa ponoć nadal rządzi człowiek, który próbuje zwalczać samochody, i nawet próbowano zakazywać wjazdu do miast samochodów, ulegano lobbingowi woźniców, którzy protestowali przeciwko tej nieuczciwej konkurencji. Tak było.
Warto też pamiętać, że niektóre rządy za słuszną technologię jeszcze nie tak dawno uważały diesla, stosowały różne zachęty finansowe, programy rozwojowe, żeby do diesla zachęcać, po czym w którymś momencie uznały, że jednak diesel jest zły, i zaczęły go prześladować, zwalczać, zakazywać wjazdu do centrów miast, wystawiając do wiatru tych, których wcześniej do tego zachęcali, którzy tych zachęt rządowych wcześniej słuchali. Teraz się okazuje, że restrykcje wobec diesli też były raczej pochopne, niepotrzebne i wcale nie przynoszą oczekiwanych efektów. Można też przypomnieć, że Klub Rzymski ogłaszał wyczerpanie paliw kopalnych na połowę lat 90. To pokazuje, jak kiepsko urzędnicy i finansowane przez nich projekty są w stanie odgadywać tę przyszłość.
Te przykłady powinny nas nauczyć więcej pokory w stosunku do pomysłów urzędników na rozwój techniki. Rządy wielokrotnie ładowały pieniądze podatników w nieudane projekty albo zwalczały technologie, które potem okazywały się rzeczywiście przyszłościowe. Urzędnicy oprócz tego bowiem, że się mylą po prostu po ludzku, wydają się też niestety podatni na tzw. pozamerytoryczne środki przekonywania, czyli po prostu na korupcję ze strony lobbystów promujących różną technologię. A więc dużo lepiej, myślę, zrobimy, jeśli urzędnicy przestaną się po prostu mieszać w rozwój techniki i zostawią to rynkowi.
Zresztą mówienie o samochodach elektrycznych jako o innowacji, bo tak w uzasadnieniu czytamy, i synonimie nowoczesności jest w 2020 r. jakimś nieporozumieniem. To jest technologia, która już od dawna jest rozwijana w wielu miejscach. Zastanówcie się, jaka jest szansa, że tutaj ta nasza technologiczna pustynia wyda jakiś urodzajny owoc w tej dziedzinie, na rynku, na którym nie mamy do tej pory żadnych istotnych osiągnięć. Żeby to miało sens, to musi najpierw tu powstać przemysł, który nadgoni te zaległości. Żeby taki przemysł powstał, muszą istnieć po prostu liberalne, sensowne przepisy gospodarcze i takie przekonanie, zaufanie ze strony inwestorów, że państwo jest stabilne, a nie np. wypluwa z Sejmu ustawy w takim tempie, że posłowie nie nadążają z czytaniem. W takim kraju nikt nie będzie chciał inwestować. Jeśli tak się stanie, że (Dzwonek) ta technologia się rozwinie... Oczywiście pod warunkiem, że ona jest sensowna, a póki co wiele wskazuje na to, że niestety nie jest. Gdyby auta elektryczne były dobre, to ludzie sami by je kupowali, nie trzeba by ich do tego zachęcać, a póki co ładujemy pieniądze jednych podatników w to, żeby drudzy kupili sobie nowe auto, i to często pieniądze tych, których nie stać na nowe auto. A więc tym bardziej będą jeździli starymi dieslami, im bardziej będą musieli dopłacać do tych nowych samochodów.
Ponieważ czas się skończył, ja też będę już zmierzał do końca. Konfederacja wstrzyma się od głosu, ponieważ nie będziemy się sprzeciwiać likwidacji tego funduszu, ale też nie widzimy sensu w całej tej walce prowadzonej przez urzędników o naszą przyszłość. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia