9. kadencja, 15. posiedzenie, 1. dzień (22-07-2020)

7. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Infrastruktury o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw (druki nr 388 i 503).

Poseł Dobromir Sośnierz:

    A taka się zapowiadała fajna ustawa. Mistrzostwa świata też się u nas zawsze świetnie zapowiadają, a potem nie wychodzimy z grupy. No i tutaj niestety na razie jest z dużej chmury mały deszcz, góra urodziła mysz. Skoro ministerstwo już wzięło się za deregulację, za ułatwienie życia kierowcom, to nie rozumiem, czemu stoi nad tym jak kot nad wanną: trochę łapkę zamoczy, trochę futro pochlapie, a wykąpać się nie chce.

    Wprowadzamy, alleluja, możliwość oficjalnego wycofania z ruchu samochodu osobowego, czyli coś, co jest absolutnym standardem chyba na całym świecie. Ale robimy to z taką nieśmiałością, jak byśmy stawiali pierwsze kroki na Marsie i po prostu zastanawiali się, czy coś zielonego nie wyskoczy zza kamienia i nas nie zje razem ze statkiem.

    Wprowadzana możliwość wycofania auta z ruchu jest obwarowana tyloma warunkami i tak okrojona, jakby to była naprawdę pierwsza operacja na otwartym sercu. Dlaczego auto osobowe można wycofać tylko na okres od 3 do 12 miesięcy, chociaż auto ciężarowe już od dawna można wycofać na 48 miesięcy? Dlaczego inne regulacje mają dotyczyć jednych aut, inne drugich? Dlaczego można wycofać jedynie samochód z uszkodzeniem układów nośnego, hamulcowego lub kierowniczego, a z uszkodzeniem układu napędowego już nie? Czyli zgodnie z zapisami ustawy można wypisać z ubezpieczenia jeżdżący samochód z dziurą w podłużnicy, czyli samochód sprawny, jeżdżący - nie jest napisane, że nie może jeździć, bo to przecież jest uszkodzenie układu nośnego - a nie można wycofać auta z zatartym silnikiem, który na pewno nikomu krzywdy nie zrobi, chyba że, nie wiem, spadnie z podnośnika mechanikowi na głowę. A odbudowa takiego silnika w przypadku nietypowego samochodu może spokojnie potrwać więcej niż 12 miesięcy, zwłaszcza jeśli ktoś sam przy tym grzebie.

    Skąd ograniczenie, że po raz kolejny nie można wycofać auta wcześniej niż po upływie 3 lat? Czy ministerstwo odkryło jakąś nieznaną wcześniej zależność, że ciężkie uszkodzenie auta nie może się wydarzyć ponownie np. po 1,5 roku? Skąd te 3 lata? Dlaczego w ogóle ma się to ograniczać do uszkodzonych samochodów? Dlaczego jeśli wyjeżdżam na rok, powiedzmy, i zamykam auto w garażu, to nadal mam płacić OC? Dlaczego naciągacie ludzi na płacenie za coś, z czego nie korzystają? Dlaczego rząd naszego kraju zajmuje się naganianiem pod przymusem klientów ubezpieczalniom, zamiast stanąć po stronie obywateli? Wiem, że to nie wy ten absurd wymyśliliście, to dokonanie wielu kadencji. Wszystkie partie po kolei ten układ betonowały i wznosiły, z chwalebnym wyjątkiem Konfederacji, uchowaj nas, Panie, przed tymi sprośnymi błędami. Ale skoro już zabraliście się za to, dlaczego nadal bardziej troszczycie się o pełne kieszenie ubezpieczycieli niż o puste kieszenie kierowców? Dlaczego w ogóle obywatel ma się tłumaczyć przed urzędnikiem, z jakiego powodu chce wycofać samochód? Czy to nie jest, do jasnej cholery, moja sprawa, dlaczego nie chcę używać samochodu? (Oklaski) A wy nie tylko że z łaską rzucacie taki ochłap: od 3 do 12 miesięcy, to jeszcze każecie pod groźbą odpowiedzialności karnej zaklinać się obywatelowi na wszystkie świętości, że na pewno uszkodzenie jego auta wypełnia znamiona szkody istotnej.

    Macie pełną władzę, zróbcie w końcu coś dobrego od początku do końca. Nie chodzi o jakąś kosmetykę, tylko o odważną reformę przywracającą nam trochę wolności i godności bez klękania przed urzędnikami.

    Wiem, że lobbyści ubezpieczeniowi będą jęczeć, też czytałem te uwagi do projektu. Ale co pan, panie ministrze, chce po sobie zostawić? Trochę luźniejszą obrożę dla obywatela czy zerwane kajdany? Co pan opowie wnukom? Opowie pan, że dziadek był takim bohaterem, że pozwolił poddanym na okres od 3 do 12 miesięcy odsapnąć od płacenia pańszczyzny na rzecz banksterów, jeśli obywatele przysięgną na Biblię, że ich auto cierpi na jeden z krótkiej listy przypadków, który na to pozwala, zapłacą 150 zł haraczu i zrobią dodatkowe badanie techniczne? Łał, dziadku, naprawdę, niesamowite. No nie. Może jednak chcecie państwo opowiedzieć jakąś ciekawszą historię, jak wysadziliście z siodła wyzyskiwaczy biorących pieniądze biednym ludziom za urojone szkody czynione przez niejeżdżące auta.

    W dodatku jeden absurd likwidujemy, a drugi tworzymy. Chodzi o to, że auto można wycofać z ruchu maksymalnie na 12 miesięcy, czyli po 12 miesiącach należy je do ruchu włączyć. Ale żeby je włączyć do ruchu, musi ono przejść obowiązkowe dodatkowe badania. A jeśli naprawy nie ukończono? Bo niby skąd akurat te 12 miesięcy? Na jakiej podstawie utrzymujecie, że każdy samochód da się w 12 miesięcy naprawić? A więc jeśli nie ukończono tej naprawy, to samochód nie przejdzie tych badań technicznych i nie będzie mógł zostać włączony do ruchu. Zostanie więc zawieszony w takim międzyświecie, że włączyć go nie można, a wyłączyć na dłużej już nie wolno. Wszystko tak naprawdę tylko po to, żeby zgadzały się pieniądze w towarzystwie ubezpieczeniowym.

    Przedkładam pakiet poprawek, który spotkał się z chłodnym przyjęciem, jak zawsze, w komisji. Przypominam, że nadal Konfederacja ma czyste konto, jeśli chodzi o przyjęte przez rząd poprawki. Mam nadzieję, że to będzie ten pierwszy raz. Stoicie przed wyborem: lobbyści czy obywatele. Wybierzcie dobrze.


Przebieg posiedzenia