9. kadencja, 21. posiedzenie, 3. dzień (27-11-2020)
54. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Gospodarki i Rozwoju o pilnym rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o umowie koncesji na roboty budowlane lub usługi oraz niektórych innych ustaw (druki nr 765 i 777).
Poseł Dobromir Sośnierz:
Zacząć trzeba to przemówienie od pytania: Dlaczego znowu musimy zmieniać ustawę, zanim weszła w życie? Ja rozumiem, że to jest skomplikowana materia. Sama ta nasza ustawa teraz ma 50 stron, ustawa matka o zamówieniach publicznych ma ponad 150, ale to było ledwie w zeszłym roku, gdy ją uchwalaliśmy. Nowe Prawo zamówień publicznych zostało od nowa napisane i uchwalone we wrześniu zeszłego roku, ma wejść w życie od początku 2021 r. Skoro napisaliście już zupełnie nową ustawę, to dlaczego u licha od razu nie przemyśleliście wszystkich zmian w powiązanych ustawach? Co by nam szkodziło raz w życiu zrobić coś szalonego i napisać cały projekt porządnie, przygotować cały pakiet spójnych ustaw, potem raz je przegłosować i nie zmieniać przez 10 kolejnych lat? Co by nam szkodziło?
A my uchwalamy jedną ustawę, a potem przypominamy sobie, że w związku z tym trzeba zmienić drugą ustawę. I na ostatni moment, tuż przed wejściem w życie tamtej, uchwalamy drugą, ale przypominamy sobie, że w związku z tym trzeba zmienić jeszcze coś w pierwszej. Jak znam życie, na tym się nie skończy: potem zmienimy trzecią i będziemy w związku z tym poprawiać dwie poprzednie. Mam wrażenie, że nad naszym ustawodawstwem czuwają Pat i Mat z czeskiej wieczorynki. Zobaczę zdjęcie premiera z ekspertami od legislacji rządowej. Pat i Mat też tak robili, że najpierw tapetowali mieszkanie dookoła, a potem się zastanawiali, gdzie były drzwi i okna, i tam wycinali otwory. To mi przypomina do złudzenia naszą szkołę legislacji.
Warta jest jeszcze odnotowania szybkość procedowania, o czym mówili już przedmówcy. Wiem, że nasza Izba przyzwyczaja nas do tego coraz bardziej, ale chciałem, żeby do protokołu poszło, żeby potomni, gdy będą to czytali, wiedzieli, że nie zgadzamy się z tym, że to nam wcale nie pasowało, że w ciągu 1 dnia przepychamy ustawy zmieniające spory kawałek prawa.
Największe emocje w tej ustawie budzi sprawa wybiórczych wykluczeń. Wykluczamy z automatu wykonawców skazanych za takie ciężkie zbrodnie jak np. kręcenie licznika czy wyzysk, a jednocześnie wykluczenie za przestępstwo przeciwko środowisku uznajemy za nieobligatoryjne. W tym punkcie uzasadnienie jest pokrętne, bo mówi o zaufaniu do urzędników i zbędnej papierologii, że jeśli z danym podmiotem zawiera się wiele umów, to nie trzeba tego powtarzać. Ale przecież papierologia zostaje ta sama, tylko tam były inne przesłanki, wobec czego trzeba to wykluczyć. Treść tego oświadczenia zmieni się w związku z tym tylko nieznacznie. A co z zaufaniem? Dlaczego ufamy urzędnikom w sprawie przestępstw środowiskowych, a w sprawie kręcenia licznika okazują się już nie dość odpowiedzialni? Myślę, że tę dziwaczną kazuistykę trzeba wyrównać w jedną albo w drugą stronę: albo zostawmy urzędnikom wybór we wszystkich przypadkach, albo ustalmy jakieś proste kryterium, np. że przestępstwo jest zagrożone karą 1 roku więzienia albo że to przestępstwo z jakiegoś działu Kodeksu karnego, a nie takie dziwaczne wyliczanki nie wiadomo dlaczego. Dziękuję.
Przebieg posiedzenia