9. kadencja, 21. posiedzenie, 3. dzień (27-11-2020)
56. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Infrastruktury o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o drogach publicznych oraz niektórych innych ustaw (druki nr 719 i 767).
Poseł Janusz Korwin-Mikke:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Kontynuując ten temat, udajmy, że sprawa jest zasadnicza, bo odnoszę wrażenie, że zarówno europejski Trybunał, jak w gruncie rzeczy polskie władze i część kolegów, którzy przemawiają, uważają, że drogi mają taką nośność, jaką ustanowi Trybunał albo ustanowi władza miejska, lokalna albo coś tam. Tymczasem w normalnym świecie, w którym niestety nie żyjemy, drogę buduje jakiś prywatny przedsiębiorca, jest jej właścicielem i w jego interesie jest, żeby ta droga była możliwie nośna, żeby mogły nią jeździć możliwie ciężkie ciężarówki, i to on ustala, jakie samochody mogą jeździć, a nie politycy ani działacze samorządowi.
Mamy tutaj coś, co jest typowe w dzisiejszych czasach: konflikt interesów państwa polskiego, które z jednej strony jest właścicielem dróg, a z drugiej strony jest właścicielem państwa i jako państwo narzuca na drogi pewne ograniczenie. W tym momencie to państwo zaczyna wydawać rozporządzenia, które są całkowicie uwarunkowane politycznie, a nie uwarunkowanie tym, że chcemy mieć jak najlepszy system dróg.
W interesie prywatnego właściciela drogi leży to, żeby możliwie dużo samochodów mogło nią przejeżdżać, w interesie państwowego właściciela, który przecież nie pobiera za to myta, jest, żeby było tak: im mniej samochodów przejedzie, tym lepiej, bo droga mniej się niszczy. To jest podstawowy konflikt interesów między normalnym prywatnym właścicielem a właścicielem państwowym, w którym państwo występuje w dodatku, jak powtarzam, w dwóch różnych rolach: roli właściciela, który powinien czerpać z tego zyski, a nie czerpie bezpośrednio, i roli zarządcy dróg. Oczywiście już niedługo - to jest kwestia kilku, kilkunastu lat - będą systemy typu GPS, które będą meldowały, po jakiej drodze jaki samochód jedzie, i właścicielowi drogi będzie można płacić odpowiednią opłatę i dzięki temu będzie można ten problem rozwiązać.
Obecnie to, co robimy, to jest ratowanie sytuacji lewą ręką przez prawe ucho. Uważamy, że jak Trybunał coś powie, to polskie drogi nagle staną się bardziej przejezdne albo jeżeli rząd wyda rozporządzenie, to cięższe samochody będą mogły jeździć po tych drogach. Tymczasem powtarzam: drogi mają nośność taką, jaką mają - techniczną i to powinien robić i ustalać technik, a nie politycy. Wszystko jedno, czy są to politycy polscy, czy jeszcze gorzej - z zagranicy, którzy jeszcze gorzej znają polskie warunki. Dziękuję za uwagę.
Przebieg posiedzenia