9. kadencja, 21. posiedzenie, 3. dzień (27-11-2020)
35. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Kultury i Środków Przekazu o poselskim projekcie uchwały w sprawie uznania roku 2021 Rokiem Tadeusza Różewicza w 100. rocznicę urodzin (druki nr 566 i 699).
Poseł Dobromir Sośnierz:
Ja nic nie powiem o Różewiczu. Z pokorą uznam swoją niekompetencję w dziedzinie różewiczologii i przy okazji gremialną niekompetencję całej naszej Izby, a przynajmniej prawie całej, w tej sprawie.
Chciałem natomiast wyrazić podziw dla faktu, że już przez kilka godzin obradujemy tutaj nad kolejnymi uchwałami ustanawiającymi patronów dla kolejnego roku kalendarzowego, jakbyśmy naprawdę nie mieli innych zmartwień; że kiedy brakuje nam czasu na namysł nad ustawami mającymi wpływ na życie milionów ludzi, kiedy komisje muszą się odbywać w tym samym czasie, kiedy jest posiedzenie plenarne, żeby było szybciej, szybciej, szybciej, nie szkoda nam jednocześnie czasu na dywagacje nad tym, kto tam już był wielkim poetą, a kto będzie w przyszłym roku wielkim poetą.
(Poseł Małgorzata Prokop-Paczkowska: Nie, bo kultura też jest bardzo ważna.)
Razem z wcześniejszymi dyskusjami na temat zmian nazw uniwersytetów - w czasie których kolejni mówcy wychodzili tu odczytywać, bo kto by to spamiętał, życiorysy patronów z Wikipedii - odbyliśmy tutaj cały blok, ogromny blok bezsensownych debat, które odbyły się chyba tylko po to, żebyśmy mogli dowiedzieć się o nowym wynalazku językowym Lewicy, czyli o matronce - to jest żeńska wersja patrona, jakby ktoś nie wiedział. A więc okej, trochę się tam pośmialiśmy, wiadomo. Ale czy naprawdę musimy w ogóle debatować nad zmianą nazwy uniwersytetu? Jak uniwersytet wnioskuje o zmianę nazwy, to zmieniamy. Po co drążyć temat?
A teraz po co ta cała szopka z rokiem tego rokiem, rokiem tamtego? Jest jeden tylko rok 2021. Będzie więc rokiem Konstytucji 3 maja, Różewicza, Lema, Wyszyńskiego, Norwida, Baczyńskiego. Mało? Może jeszcze kogoś dopiszemy? Co nam szkodzi? Jest 12 miesięcy, 365 dni w roku, szkoda, żeby się taki potencjał marnował, prawda?
Jakie to ma, do licha, znaczenie? Przecież to nic innego niż pusty gest po prostu. Nic od tego nie zależy, nikt na to nie czeka, nikogo nie obchodzi, co nasza Izba ma do powiedzenia na temat poezji Różewicza, Baczyńskiego, książek Lema czy dorobku prymasa Wyszyńskiego. Jeśli już koniecznie musicie państwo ogłaszać jakieś lata wspomnień, to po jakiego czarta robić o tym wszystkim debatę? Żeby każdy mógł stwierdzić, że Różewicz wielkim poetą był? Żeby politycy mogli grzać się znowu w blasku cudzych osiągnięć? A może by spróbować upolitycznić sprawę i dywagować, czy Różewicz był bardziej, nie wiem, z Konfederacji czy bardziej z Partii Razem? Tutaj poseł Król np. dokonał wiekopomnego dzieła i próbował postawić prymasa Wyszyńskiego na czele strajków kobiet. Takie rzeczy tutaj się działy.
Naprawdę nie uważam, że jest dobrym pomysłem nagminne wchodzenie przez naszą skromną Izbę w buty recenzenta poezji, znawcy kultury, arbitra elegancji, zwłaszcza po tym, co tu się ostatnio wyrabiało. Zostawmy w spokoju sprawy, które od nas nie zależą ani w których my do niczego potrzebni nie jesteśmy. Skupmy się lepiej na sprawach, na które często brakuje nam tutaj czasu, żebyśmy tak nie biegali z pustą taczką, bo nie ma czasu załadować, i np. rozdzielili dni komisyjne od dni plenarnych.
Liczę, że ten zupełnie zbędny zwyczaj wypowiadania się na wszelkie niepotrzebne tematy zostanie w kolejnych latach zarzucony. Dziękuję.
Przebieg posiedzenia