9. kadencja, 23. posiedzenie, 2. dzień (16-12-2020)
14. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Finansów Publicznych o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw (druki nr 828, 828-A i 836).
Poseł Dobromir Sośnierz:
Nikt już nie pamięta, która to jest już nakładka i na którą tarczę. Przypominam, że od czasu gdy rząd ogłosił w lutym, że jesteśmy całkowicie przygotowani na pandemię, do dzisiaj niczym innym się nie zajmujemy niż kolejnymi ustawami przygotowującymi nas na dalszą pandemię. Cieszy mnie, że przyjęte przeze mnie określenie dotyczące metodologii zastosowanej w przypadku tej ustawy: technika ustawodawczego bigosu, przebiło się do wystąpień innych posłów. Z kronikarskiego obowiązku odnotuję, że od ostatniego wystąpienia na ten temat w czasie poprzedniej sesji, w którym wyliczałem kraje w Europie, które zdążyliśmy już przegonić pod względem liczby zmarłych na COVID, przegoniliśmy kolejnego rywala, czyli Holandię, a więc tak jak mówiłem od początku, ostatecznie wszyscy osiągniemy podobne wyniki, tylko niektórzy kosztem większym, a niektórzy mniejszym.
Cała ogromna ofiara poniesiona przez gospodarkę, przez bankrutujących obywateli na wiosnę służyła tylko odwlekaniu tego nieuchronnego, a w ostateczności zapewne wyjdzie na to samo. W kolejnej łacie na te tarcze uderza przede wszystkim to, że rząd poświęca tyle uwagi różnym programom socjalnym, podczas gdy za burtą toną całe branże gospodarki. No cóż, do diabła z zapleczem gastronomii, branżą pralniczą, hotelarzami, taksówkarzami, właścicielami siłowni, ważne, żeby programy integracyjne pracowały pełną parą. Rząd dostrzega oczywiście uzasadnione potrzeby własnych organów przy opróżnianiu lokali przejmowanych na cele publiczne, kiedy tymczasem właściciele prywatnych lokali muszą często latami bujać się z niepłacącymi lokatorami, bo rząd często bardziej chroni intruza niż właściciela.
Przedsiębiorcy wielu branż chcieliby zapewne, by rząd poświęcał im tyle uwagi, ile w tej ustawie poświęca się szczegółowym problemom lotnictwa i transportu publicznego. Widać, że odległość od ucha ministra ma znaczenie. Zresztą przy okazji widać też, że gospodarka nakazowo-rozdzielcza, którą wszyscy od lat budują w naszym kraju, w trudnych sytuacjach jest po prostu niewydolna i wymaga natychmiastowych, ciągłych zmian regulacji, bo bez tych zmian, bez nowych ustaw wszystko by się poprzewracało w okolicznościach, których rząd nie przewidział. To jest też przestroga, że wszelkie sztywne regulacje w nieprzewidzianych okolicznościach powodują tylko problemy, a rządowi często wydaje się, że wie wszystko o tym, co próbuje uregulować, a w rzeczywistości jego wiedza jest zazwyczaj niewielka.
Zwracam przy okazji uwagę na to, że miejska komunikacja autobusowa i tak utrzymuje się z biletów w niewielkim stopniu, a np. taksówkarze, pralnie, hotele, instruktorzy narciarscy i tysiące innych branż muszą w całości utrzymywać się z tego, co dostają od klientów. Pasażer w komunikacji bardziej przeszkadza, niż pomaga, i tak większość pieniędzy pochodzi z dotacji od miasta, a nie z biletów, więc akurat pomaga się tym, którzy najmniej tego potrzebują.
Mamy tutaj ciekawe machinacje. Zarządca infrastruktury daje upust przewoźnikom, a rząd dofinansuje za to zarządcę infrastruktury, więc wszyscy zgodnie się wspomagają, dopóki to wszystko się dzieje w granicach wpływów ministerstwa. Co ciekawe, ze zdumieniem przeczytałem, że wstrzymano ze względu na COVID szkolenia w zakresie ochrony radiologicznej. I nasuwa się pytanie, jak oni mają nas ochronić przed promieniowaniem jądrowym, skoro sami nie umieją się ochronić przed zarażeniem wirusem w czasie takich szkoleń. Naprawdę zwątpiłem w sens istnienia tej komórki.
Skądinąd cieszę się, że COVID zmusił instytucje państwowe do przyspieszonej cyfryzacji. Mamy kolejne zmiany dotyczące ZUS polegające na zastosowaniu podpisu drukowanego. Mamy też oczywiście kazuistykę doprowadzoną do poziomu datownika, która powoduje, że znowu musimy niektóre przepisy zmieniać z roku 2020 na rok 2021, tak jakby nie można było od razu napisać, że to dotyczy stanu epidemii, i nie zmieniać tego co roku, bo jak nam się przeciągnie epidemia do 2022 r., to znowu będziemy uchwalali kolejną ustawę stanowiącą, że w 2022 r. można coś tam, coś tam. Po co?
Na koniec: w uzasadnieniu bardzo ucieszyło mnie to, że dostrzega się, że w kwestii gospodarki niepewność co do działań rządu tę gospodarkę paraliżuje, że rząd zauważa to, że jego trudne do przewidzenia ruchy powodują, że ludzie nie chcą inwestować, boją się inwestować, nie wiedzą, co ich czeka za chwilę, co rząd zamknie, a co rząd otworzy. Z tego powodu cała gospodarka cierpi. Dziękuję za uwagę. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia