9. kadencja, 25. posiedzenie, 1. dzień (20-01-2021)

2. punkt porządku dziennego:

Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o służbie zagranicznej (druk nr 877).

Poseł Krystian Kamiński:

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Bardzo państwu się spieszy, aby ten rządowy projekt ustawy o służbie zagranicznej przeforsować w Sejmie. Dzisiaj odbywa się pierwsze czytanie, jeszcze nie jest wyznaczona komisja, ale już wiemy, że jutro o godz. 9 będzie przygotowane sprawozdanie tej komisji, a więc siłą rzeczy debata w komisji na pewno nie będzie długa.

    Jaki jest cel tego projektu? Celem jest przede wszystkim usankcjonowanie stanu, który i tak istnieje, czyli wyboru ambasadorów na podstawie czynnika politycznego. Było to robione za czasów Platformy i jest to robione teraz, zresztą mieliśmy przykład z zeszłego roku: pan, który w ogóle nie miał doświadczenia w dyplomacji, był tylko dziennikarzem, został powołany na ambasadora.

    Jakie są główne założenia i tematyka tego projektu ustawy? W ustawie następuje zmiana definicji ambasadora. Będzie to stopień dyplomatyczny nadawany kierownikowi ambasady tylko na czas kierowania ambasadą, bez względu na okres stażu pracy w służbie zagranicznej czy dokonania zawodowe w dyplomacji - art. 30. Kandydat nie będzie musiał spełniać wymogów niezbędnych do nadawania zwykłych stopni dyplomatycznych, np. dotyczących znajomości dwóch języków obcych, zdania egzaminu dyplomatyczno-konsularnego czy posiadania tytułu magistra, za to może mieć podwójne obywatelstwo. Nie wiem, dlaczego państwo to wprowadzili. Naturalnie złożymy poprawkę, bo nie wyobrażam sobie tego, żeby obywatel polski, który ma zarazem obce obywatelstwo, pełnił w tamtym kraju funkcję ambasadora. Ambasador nie będzie odpowiadał za gospodarowanie mieniem, przestrzeganie dyscypliny finansów publicznych czy przepisów prawa, bo będzie się tym zajmował jego zastępca - art. 36 ust. 2.

    W projektowanej ustawie tworzy się też zupełnie nowe stanowisko w MSZ - stanowisko szefa służby zagranicznej. Do jego zadań, zgodnie z art. 9 ustawy, mają należeć m.in.: koordynowanie procesu zarządzania zasobami ludzkimi w służbie zagranicznej, planowanie organizacji szkoleń w służbie, kierowanie Akademią Dyplomatyczną, upowszechnianie informacji o służbie zagranicznej, nadawanie stopni dyplomatycznych poza stopniem ambasadora. Tymczasem zgodnie z art. 11 wymogi, jakie należy spełnić, aby można było zostać szefem służby zagranicznej, nie są wcale wygórowane, wystarczy 3-letni staż na stanowisku kierowniczym związanym z zagadnieniami z zakresu stosunków międzynarodowych. Nie trzeba być zawodowym dyplomatą, aby zarządzać całą służbą zagraniczną, nie trzeba również mieć pojęcia o tej służbie i pracować w dyplomacji. Jest to zadziwiające, ale najwidoczniej państwo uznali, że trzeba taką osobę powołać właśnie z klucza bardziej politycznego niż dyplomatycznego. W art. 4 i art. 69 zapisano, że stosunek pracy w służbie zagranicznej wygasa w dniu ukończenia przez daną osobę 65 lat, a w przypadku osób starszych - w ciągu 3 miesięcy od dnia wejścia w życie ustawy. Rozumiem, że to jest zarazem pomysł dekomunizacyjny przyjęty w ramach tej ustawy.

    Ciekawym elementem jest Konwent Służby Zagranicznej, którego zadaniem jest wybór ambasadorów. Ma składać się z ministra właściwego do spraw zagranicznych, szefa służby zagranicznej, przedstawicieli Kancelarii Prezydenta, przedstawicieli Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Powiem szczerze, że jestem tym zdziwiony i zastanawiam się, jak wybierano dotychczas, skoro nie przeprowadzano konsultacji. Rozumiem, że teraz trzeba je zapisać, żeby jednak ograniczyć prezydenta, jeśli chodzi o możliwość wybierania. Napisali państwo przy tym, że opierają się na systemie francuskim i niemieckim. W moim odczuciu wygląda to bardziej na typowy system amerykański, gdzie po prostu nominuje się ambasadora, przy czym nawet w Stanach Zjednoczonych przy nominowaniu ambasadora Senat zatwierdza kandydaturę. Nie wiem, czy nie można by spróbować wprowadzić czegoś podobnego. Wiemy, że w Komisji Spraw Zagranicznych opiniujemy kandydatury na ambasadorów, ale tylko w ramach otwartych debat, w czasie których nie możemy zadać wszystkich pytań, a przyszli ambasadorzy nie na wszystkie pytania mogą odpowiedzieć. Czy nie można byłoby tego zmienić w taki sposób, żeby komisja w niejawnym przesłuchaniu przepytywała ambasadora i potwierdzała ten wybór? Nie wiem, czy nie byłby to słuszniejszy kierunek, czy nie byłaby to procedura bardziej otwarta i bardziej przejrzysta.

    Państwo twierdzą, że wybór ambasadora na podstawie czynnika politycznego jest lepszą możliwością niż obecna sytuacja, tylko że nie zawsze tak jest. Widać po Stanach Zjednoczonych, że oni też nie zawsze trafiają z ambasadorami. Naszym ambasadorem przez ostatnie lata była pani Mosbacher, która zachowywała się u nas nie jak ambasador, tylko jak namiestnik. Prezydent Duda niestety jeszcze odznaczył panią Mosbacher Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej, co uważam za haniebne, patrząc z punktu widzenia szacunku do własnego państwa i narodu. Ale jak widać, nie zawsze ten czynnik jest najlepszy.

    Ustawa na pewno wymaga wiele poprawek i nie jestem przekonany, czy jesteśmy w stanie odpowiednio ją poprawić w komisji. (Dzwonek) Dziękuję.


Przebieg posiedzenia