9. kadencja, 25. posiedzenie, 1. dzień (20-01-2021)
3. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Polityki Społecznej i Rodziny o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz niektórych innych ustaw (druki nr 858 i 884).
Poseł Magdalena Biejat:
Wysoka Izbo! Już 9 mln osób, czyli niemal co czwarty obywatel i obywatelska, to emerytki lub renciści. Społeczeństwo nam się starzeje. Nie tylko przybywa osób w wieku emerytalnym, ale również zmniejsza się liczba młodych na rynku pracy. Do 2035 r. emerytów będziemy mieli niemal 27%. To oznacza, że koniunktura gospodarcza, o którą tak tutaj wszyscy państwo się martwią, w dużym stopniu zależy od ich siły nabywczej, czyli od wysokości świadczeń emerytalnych.
Rok temu, kiedy odrzuciliście projekt Lewicy gwarantujący wszystkim godną emeryturę minimalną, pytałam, czy macie plan na emerytury. Ten rok pandemii powinien był nauczyć pana premiera, ale też wszystkich podobnie urzeczonych ideologią neoliberalną, jak bardzo ważne jest, aby to państwo stało na straży bezpieczeństwa ekonomicznego obywateli oraz gwarantowało wysokiej jakości usługi publiczne, zwłaszcza w ochronie zdrowia. Wszyscy mogliśmy na własne oczy zobaczyć, że rynek rządu nie wyręczy. Ta niemożliwość leży u samych jego fundamentów. Celem firm jest przecież maksymalizacja zysków, ale państwo to nie jest firma. Pan premier nie jest już prezesem banku, tylko stoi na czele rządu i pora przyjąć adekwatną do tej roli optykę. Naszym nadrzędnym celem tu, w Sejmie, i głównym zadaniem rządu nie jest cięcie kosztów i ograniczenie wydatków ZUS. Celem nadrzędnym władzy powinno być zagwarantowanie, by Polakom żyło się dobrze i godnie, by ich podstawowe potrzeby były zaspokojone i to nie byle jak, ale na jak najwyższym poziomie. To jest nasz podstawowy cel.
O systemie emerytalnym musimy więc myśleć mając na uwadze wyzwania, które nas czekają za 10, 20 i 50 lat. Niestety ja tej świadomości i tej refleksji po stronie rządzących nie widzę. Dobitnym tego przykładem jest fakt, że zgłaszane przez nas poprawki koalicja rządząca odrzuciła bez większego namysłu na etapie prac komisji, nie dając szansy na szeroką dyskusję ani nad tymi poprawkami, ani nad systemem emerytalnym jako całością.
Relatywny stosunek wysokości średniej emerytury, proszę państwa, do średniej płacy na rynku, a więc także do cen i kosztów życia, jest najniższy w tym stuleciu i wynosi obecnie jedynie 56%. W strukturze wysokości wypłacanych emerytur wyraźnie widać także coraz większe rozwarstwienie i to, że niestety najszybciej przybywa, zwiększa się liczba osób z najniższymi emeryturami. Jeśli rząd nie podejmie zdecydowanych kroków i nie zagwarantuje wyższych świadczeń, to zgodnie z prognozami już za 10 lat czekają nas emerytury w wysokości 1/3 ostatniego wynagrodzenia. Wnieśliśmy więc o podwyższenie emerytury minimalnej do wysokości 1600 zł na rękę. Po raz kolejny rząd naszych postulatów nie wysłuchał. A przecież już teraz co 10 gospodarstwo domowe emerytów zmaga się z wilgocią i grzybem na ścianach, w fundamentach lub przeciekającym dachem. 7% emerytów i 16% rencistów nie stać na ogrzewanie mieszkania, a 45% emerytów i 63% rencistów nie może sobie pozwolić nawet na tygodniowe wakacje. Jeśli realna wysokość emerytury nadal będzie się obniżać, to siła nabywcza i jakość życia co czwartego obywatela, a zatem także konsumenta, drastycznie spadnie i to będzie musiało znaleźć swoje odbicie w koniunkturze.
Jednocześnie liczba osób, które pobierają emerytury poniżej ustawowej kwoty minimalnej, a przypominam, że jest to w tej chwili 1200 zł brutto, rośnie w zastraszającym tempie i wynosi obecnie ok. 300 tys. osób. Powodem tak niskich świadczeń jest zbyt mały staż pracy. Tylko że ci ludzie to nie są lenie. Wśród nich jest rosnąca liczba nisko zarabiających pracowników latami wypychanych do szarej strefy i ledwo wiążących koniec z końcem. W przeważającej części są to zresztą kobiety. Dlatego wnioskowaliśmy o wliczanie do stażu emerytalnego czasów przepracowanych na umowie zlecenia, tak aby rzesza osób dostających obecnie śmieciowe emerytury mogła liczyć przynajmniej na tę skromną emeryturę minimalną. Tę poprawkę również odrzuciliście.
Zgodnie z przeprowadzonymi w 2018 r. badaniami 87% Polaków uważa, że nierówności społeczne w Polsce są za wysokie. 78% obywatelek i obywateli oczekuje, że zmniejszeniem tych nierówności zajmie się państwo. Można domniemywać, że po kryzysie ekonomicznym wywołanym przez epidemię te odsetki tylko wzrosną. Tymczasem od początku tej kadencji sukcesywnie i z determinacją rządzący pod dyktando kolegów ekonomistów z banków i funduszy giełdowych rozmontowywali wszystkie bezpieczniki, jakie system emerytalny posiadał. Pierwszy przykład z brzegu: złe rozwiązania, jak OFE, zamieniliście na jeszcze gorsze, czyli IKE, oddając oszczędności emerytów na łaskę i niełaskę rynków finansowych.
Reasumując, polskim emerytom nie jest potrzebna premia w postaci trzynastej i czternastej emerytury, które dziś są, a jutro ich może nie być, bo wydrenujecie już do końca środki z Funduszu Rezerwy Demograficznej. Polakom potrzebne są godne zarobki i emerytury, bezpieczeństwo i możliwość planowania przyszłości. A polskiej gospodarce, zwłaszcza po epidemii, będzie potrzebna siła nabywcza, która pozwoli odrobić straty. (Dzwonek)
Dlatego Lewica poprze projekt rewaloryzacji świadczeń emerytalnych i rentowych, choć uważamy ją za dalece niewystarczającą. Klub Lewicy będzie zaś dalej składał kolejne projekty realnych zmian w systemie emerytalnym i poprawki dążące do poprawienia sytuacji ekonomicznej emerytów i rencistów. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia