9. kadencja, 25. posiedzenie, 1. dzień (20-01-2021)
5. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Infrastruktury o:
- poselskim projekcie ustawy o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym,
- rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym,
- poselskim projekcie ustawy o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym oraz ustawy o kierujących pojazdami
(druki nr 48, 802, 803 i 840).Poseł Dobromir Sośnierz:
Ustawa, którą omawiamy, powinna się nazywać tak naprawdę ustawą o hipokryzji polityków. Ten, kto naprawdę jeździ po mieście pięćdziesiątką, niech pierwszy podniesie rękę w głosowaniu. (Oklaski) Już obecnie przepisy są oderwane od rzeczywistości, a tego, kto chciałby się upierać, że jednak naprawdę ich przestrzega, proszę o podanie numeru rejestracyjnego swojego samochodu i adresu, gdzie parkuje, to to sprawdzimy.
Mimo że już obecne przepisy to raczej zbiór legend, baśni z alternatywnej rzeczywistości, wy w imię taniego populizmu, modnego obecnie, podbijacie stawkę absurdów jeszcze wyżej. To, co naprawdę łączy całą zjednoczoną lewicę tego parlamentu, czyli PiS, PO, PSL i tę ostatnią lewicę, która jako jedyna się nie wstydzi do tego przyznać, to ideologia antysamochodowa, przekonanie, że kierowcom należy dokuczać tak długo i na tak wiele sposób, aż im się odechce jeździć autem. Człowiek w samochodzie to jakiś taki podejrzanie wolny człowiek. Niektórzy w dodatku ośmielają się pętać jaśnie państwu w limuzynach pod nogami, więc jazda samochodem to powinien być przywilej władzy, a plebs niech zasuwa z buta albo ewentualnie autobusem. Nie miejmy złudzeń, ci ludzie chcą zniszczyć indywidualny transport samochodowy. To, co mówią w uzasadnieniu, to jeden wielki niezrozumiały bełkot, ale jedno jest zrozumiałe - kierowców trzeba nękać, wyzyskiwać, karać i obwiniać - i temu to właśnie służy.
Sama sztandarowa zmiana tego projektu, czyli rzekome rozszerzanie pierwszeństwa dla pieszych, to tylko taka semantyczna żonglerka. Z jednej strony ministerstwo musi bowiem jakoś wybrnąć z tego, co tutaj nieodpowiedzialnie chlapnął w czasie exposé premier Mateusz. Minister najprawdopodobniej wie, że to jest bez sensu, minister wie, że to jest głupie, więc wymyślił jakąś taką scholastyczną dystynkcję, żeby udawać, że realizuje ten postulat. Ustawa nie mówi przecież o pierwszeństwie przed wejściem, co było zapowiadane, tylko w czasie wejścia. Ale według specjalistów sądowych już teraz nie ma wątpliwości co do tego, że moment wejścia jest objęty zakresem obecnej regulacji. Wejście na pasy jest pierwszym momentem obecności na przejściu. Za wejście uznaje się przekroczenie linii krawężnika. A więc dla przytomnego człowieka cała ta operacja jest po prostu niezrozumiała. Nikt z posłów nie potrafi precyzyjnie wytłumaczyć, w jakim stanie faktycznym obecne regulacje nie przyznają pierwszeństwa pieszemu, a te nowe będą przyznawały.
Dlatego przy całym zadęciu propagandowym, jakie tej drobnej zmianie towarzyszy, istotny jest inny cel tej nowelizacji: nacisk na organy ścigania na przesuwanie winy za wypadki na kierowców. Już teraz tylko w 7% przypadków policjanci uznają winę pieszego. W sądach to się czasem zmienia, ale policjanci - rzadko, ponieważ nieodpowiedzialni dziennikarze i właśnie populistyczni politycy od lat sączą taką propagandę (Gwar na sali, dzwonek), która każe zawsze upatrywać winę w kierowcy. Teraz w 100% będą winni kierowcy.
Wicemarszałek Małgorzata Gosiewska:
Szanowni państwo, proszę o ciszę, wysłuchajmy do końca wystąpienia.
Bardzo proszę, panie pośle.
Poseł Dobromir Sośnierz:
Przecież kierowcy i piesi to ci sami ludzie, w zdecydowanej większości w każdym razie. Jakim więc cudem ci sami ludzie jako piesi są zdaniem wyznawców tego antysamochodzizmu z zasady roztropni i uważni, a takie głosy przed chwilą słyszeliśmy, np. pani Dziemianowicz-Bąk, a jako kierowcy są z zasady głupi i nieuważni? Co więcej, wszyscy kierowcy bywają pieszymi, choć nie wszyscy piesi są kierowcami. Czym się różnią te dwa zbiory? Jakie grupy należą do pieszych, a nie należą do kierowców? Grupa pieszych jest szersza, bo należą do niej np. osoby niepełnoletnie, osoby zbyt stare na prowadzenie pojazdu, takie, które nie zdały egzaminu, niepełnosprawne intelektualnie albo fizycznie, albo takie, którym odebrano prawo jazdy, a także osoby, które są pod wpływem alkoholu albo innych substancji; im nie wolno jeździć, powinny z tego zrezygnować. Żadna z tych grup to nie jest grupa, po której należałoby się spodziewać statystycznie większej przezorności czy spostrzegawczości niż po grupie kierowców. Raczej przeciwnie. A więc skoro statystyki już teraz w przygniatającej większości przypadków obciążają winą kierowcę, to chyba jest coś nie tak z percepcją tych zdarzeń albo rozłożeniem obowiązków. Chyba już teraz składamy niewspółmierne... (Gwar na sali, dzwonek)
Wicemarszałek Małgorzata Gosiewska:
Przepraszam bardzo, panie pośle, przepraszam najmocniej.
Szanowni państwo, panie i panowie posłowie, szanujmy się nawzajem. Pan poseł występuje, wygłasza stanowisko w imieniu swojego koła. Czy możecie państwo to uszanować i przenieść rozmowy w kuluary?
Dziękuję bardzo.
Bardzo proszę, panie pośle, kontynuować.
Poseł Dobromir Sośnierz:
Już teraz niewspółmiernymi obowiązkami obarczamy kierowców, którzy wykonują trudniejsze zadanie. Kierowanie pojazdem jest niewątpliwie trudniejsze niż chodzenie na piechotę. Samochód ma mniejszą zwrotność, dłuższą drogę hamowania, kierowca otrzymuje nieporównywalnie więcej bodźców do analizy, trudniej mu zauważyć pieszego, niż pieszemu zauważyć samochód. Mimo to od lat w imię antysamochodzizmu próbujemy kłócić się z prawami fizyki, prawami neurobiologii oraz ze statystykami, których niestety większość polityków po prostu nie potrafi czytać ze zrozumieniem. Ciągle zapraszamy pieszych i rowerzystów do testowania refleksu kierowców, a potem dziwimy się, że efekty są jakie są.
Jako pieszy nie oczekuję, że samochody będą stawały na baczność, widząc mnie z oddali. Oczekuję raczej prawa do przechodzenia poza przejściem (Dzwonek) nie tylko w odległości powyżej magicznych 100 m, która nie wiadomo skąd się wzięła - oczywiście na własne ryzyko. Oczekuje prawa do przejścia na własne ryzyko na czerwonym świetle, jeśli nic nie jedzie. Tak jest w wielu krajach i bardzo dobrze. To uczy ostrożności, przyzwyczaja ludzi do tego, żeby uważali na drodze. Przejście 5 m od pasów w niczym się nie różni pod względem bezpieczeństwa od przejścia 110 m od pasów, ale zarozumiali posłowie wszechlewicy samochodowej nawet tego prawa pieszym nie przyznali, odrzucając moje poprawki, mimo że sami na ul. Wiejskiej między budynkiem U a budynkiem K notorycznie przechodzą 30 m od pasów i sygnalizacji świetlnej. Po raz kolejny uznali się za lepszy sort ludzkości, za rasę panów, a na plebs kręcą tylko coraz grubszy bicz.
Składam poprawki i daję państwu czas na poprawę. Poprzednio sam za nimi głosowałem. Może jednak teraz przyjdzie jakieś opamiętanie. Vacatio legis już minęło, jak widzę, posłowie już się zorientowali. Oczywiście, żeby nie przegłosować naszej poprawki, to PiS zamiast do 1 lipca przesunął to do 1 czerwca. Zasada jest zasadą, nie można głosować za poprawką Konfederacji, ale może w innych sprawach państwo się zreflektują. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia