9. kadencja, 25. posiedzenie, 2. dzień (21-01-2021)
Oświadczenia.
Poseł Krzysztof Tuduj:
Szanowny Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Żyjemy w czasach pandemii, ale są też inne problemy, o których nie możemy zapominać.
Chciałbym dzisiaj zwrócić uwagę na narastający w Polsce problem wilków, wyrażając nadzieję, że Polak nie musi być mądry dopiero po szkodzie. Wilki w całej Polsce są pod ochroną od 1998 r. Wtedy ich populacja była szacowana na ok. 0,5 tys. Ochrona tego gatunku przyniosła dobry efekt, populacja wilka zaczęła rosnąć. Terytoria wilcze rozrosły się na znaczne obszary kraju, w zasadzie na wszystkie województwa. Wszak wilk może pokonywać dziesiątki kilometrów na dobę, a młode wypychane z watahy muszą szukać sobie nowych rewirów.
Należy się pochylić nad tematem wielkości obecnej populacji wilków w Polsce. Z dostępnych danych za 2019 r. wynika, że wilków obecnie jest ponad 2 tys., ale ile dokładnie - nie wiadomo. Faktem jest, że wilk już nie jest obecnie rzadkością. Sprawą zainteresowali mnie mieszkańcy Kotliny Kłodzkiej, którzy dostrzegają problem. Po przeprowadzeniu kwerendy okazało się, że w bardzo wielu miejscach Polski mamy już do czynienia z nękaniem siedzib ludzkich przez wilki. Z ostatniego okresu: Swarzędz, Wiśniowo, Pniewo, Dębogóra, Trzebierz, Dudyńce. Temat głównie dotyczy małych miejscowości, szanowni państwo, ale nie tylko. Z Poznania w ciągu ostatnich 4 lat wilki odławiane były już kilkakrotnie. Rodzi to poczucie zagrożenia u ludzi, co jest, myślę, zupełnie zrozumiałe. Kluczowy w tej sprawie wydaje się wilczy apetyt i liczba wilczych paszcz do wykarmienia. Wilk zjada kilka kilogramów mięsa dziennie, wataha liczy średnio 4-7 sztuk, tak że dla takiej watahy pożywieniem są sarna, owieczka czy dwa psy dziennie. Do tej pory ten problem nie był dostrzegalny, ale wydaje się, że obecnie już jest realny i to na dużym obszarze kraju, szczególnie gdy zagęszczenie wilków na danym terenie jest większe.
Wilki nie tylko żywią się dziką zwierzyną, ale również atakują zwierzęta gospodarskie, niebezpiecznie zbliżają się do siedzib ludzkich. Za te straty hodowcy otrzymują odszkodowania, których kwoty w ostatnich latach rosną, co też jest potwierdzeniem nie tylko zwiększania się populacji wilków, ale również rozzuchwalania się jej.
Prawdą jest, że liczba dzikiej zwierzyny w polskich lasach jest duża, ale wilk je, co chce lub co mu wygodnie. Ponadto atakowane są domowe psy, które wilki biorą za konkurentów. Giną licznie nie tylko psy na łańcuchach, ale również swobodnie biegające, a nawet są potwierdzone przypadki, że wataha rozbroiła płot z metalowej siatki, żeby porwać psa pilnującego ogrodzonej posesji. (Dzwonek)
Jeszcze chwileczkę.
Wyprzedzam więc tu Lewicę, która zawsze stara się dbać o zwierzęta, stawiając przy okazji świat na głowie. Nie możemy rezygnować z walki o prawa psów do bycia niezjadanymi przez wilki. Brzmi to może trochę zabawnie, ale tak nie jest dla właścicieli czworonogów, którzy są związani ze swoimi pupilami, a czasami dantejskie sceny dzieją się na ich oczach albo muszą później oglądać skutki tych scen. Zagrożenie dla psów związane jest również z ryzykiem wobec dzieci, które z nimi spacerują. Naprawdę nie musi tak być, że dopiero wówczas rząd zajmie się problemem, gdy dojdzie do tragedii. Potrzebne jest wyjście naprzeciwko temu problemowi, adekwatne regulacje prawne, bo obecne wydają się już niewystarczające. Z pewnością granicą dla wilków powinna być bezpośrednia okolica ludzkich siedzib. Dziękuję uprzejmie. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia