9. kadencja, 26. posiedzenie, 1. dzień (24-02-2021)

14. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Finansów Publicznych o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o narodowym spisie powszechnym ludności i mieszkań w 2021 r. (druki nr 913 i 968).

Poseł Krzysztof Tuduj:

    Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Co 10 lat odbywa się w Polsce narodowy spis powszechny ludności i mieszkań. Choć obecnie spisywanie narzucone jest przez wszędobylską Unię Europejską, to spis ludności jako taki nie jest niczym nowym, ma wielowiekową tradycję. Pierwsze wzmianki o liczebności ludności ziem polskich pojawiły się już w średniowieczu. Spisy dokonywane były także w czasach nowożytnych, w II RP, także zaraz po odzyskaniu niepodległości. Za czasów słusznie minionego PRL-u oczywiście też. Dzięki spisom można dokonać ocen, prowadzić wnioskowania w zakresie struktury demograficzno-społecznej Polaków. Stanowi to dla rządzących istotną bazę danych wykorzystywaną przy podejmowaniu decyzji politycznych, a dla naukowców przedmiot badań nad aktualną rzeczywistością społeczną.

    Kolejny narodowy powszechny spis ludności i mieszkań przypada na obecny 2021 r. Przedłożona regulacja uwzględnia utrudnienia w przeprowadzaniu spisu w związku z tym, jak obecnie funkcjonuje państwo i społeczeństwo. Wychodzi im naprzeciw poprzez wydłużenie o kwartał okresu przeprowadzania spisu. Ponadto określa możliwość samodzielnego spisania się przez Internet, telefonicznego przeprowadzenia wywiadu przez rachmistrza, nakłada na komisarzy spisowych obowiązek udostępnienia lokalu z dostępem do komputera, w którym można dokonać spisu.

    Przedłożenie jako takie nie budzi szczególnych kontrowersji, choć kwota prawie 400 mln na to przedsięwzięcie wydaje się spora. Z pewnością przesadzona jest pozycja 18 mln nieokreślonych kosztów, bo taką odnajdujemy w uzasadnieniu, a szczególnie 50 mln kosztów na popularyzację spisu. Przecież to powinna robić telewizja publiczna, Polskie Radio. To państwo chcą płacić telewizji publicznej. Już tam mają dosypaną wystarczającą ilość pieniędzy.

    Ale prowadzenie spisu jest także okazją do refleksji nad tym, jak zarządzane jest państwo polskie w trakcie zmagań z koronawirusem. Jeśli już państwo chcecie liczyć, to może policzcie, ile osób już przeszło tę chorobę, ma przeciwciała. To są na pewno miliony, może dziesiątki milionów. Chrońmy, izolujmy osoby z mniejszą odpornością, starsze, te, które mają większą obawę o to, jak ich organizm zareaguje na tego wirusa, ale pozostałym pozwólcie pracować i żyć. Sądy orzekają już o bezprawności zatrzymania gospodarki bez ogłaszania stanu wyjątkowego, a lawina tych pozwów, procesów dopiero rusza. Nie jesteście państwo w prawie.

    Ale co gorsza, drwicie z Polaków. Najpierw: maseczki nic nie dają, później: maseczki zatrzymują wirusa. Na argument, że wirus jest mniejszy, odpowiedź: maseczki ograniczają zasięg, przypominają wszystkim o zagrożeniu.

    (Poseł Anna Paluch: Panie pośle, do rzeczy, do rzeczy.)

    A teraz - na Grunwald! - okazuje się, że przyłbice niestety już nie są w modzie, chociaż samo Ministerstwo Zdrowia je rekomendowało i zachęcało do ich noszenia. Problem jest taki: Gdzie tu jest wiarygodność? Dlaczego Polacy mają dzisiaj wierzyć w to, co państwo mówicie, jeżeli sami sobie przeczycie? Nie powinno tak być. Czy koledzy zainwestowali za dużo w maseczki chirurgiczne, że na obecnym etapie zasłanianie ust i nosa już nie jest kluczowe, a kluczowe stają się maseczki danego typu? Wiecie, dlaczego Polacy noszą te maseczki? Dla świętego spokoju. Po prostu dla świętego spokoju, żeby nie mieć mandatów.

    Szanowni Państwo! Mam nadzieję, że całowania rząd nie zakaże w najbliższym czasie. Dziękuję bardzo.


Przebieg posiedzenia