9. kadencja, 27. posiedzenie, 1. dzień (16-03-2021)

11. punkt porządku dziennego:

Informacja Prezesa Rady Ministrów na temat obecnej sytuacji w służbie zdrowia oraz możliwości udzielania zaplanowanych wcześniej świadczeń zdrowotnych.

Minister Zdrowia Adam Niedzielski:

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Premierze! Szanowni Państwo! Mam przyjemność w imieniu pana premiera Morawieckiego przedstawić informację na temat obecnej sytuacji w służbie zdrowia oraz możliwości udzielania zaplanowanych wcześniej świadczeń zdrowotnych.

    Oczywiście tłem, od którego będę musiał zacząć, jest sytuacja pandemiczna, to, co się dzieje z rozwojem tzw. trzeciej fali, bo to jest w tej chwili podstawowym, fundamentalnym kontekstem tego, jak wygląda sytuacja w polskim systemie opieki zdrowotnej.

    Szanowni Państwo! Po wyhamowaniu pandemii w grudniu, kiedy druga fala straciła impet, mieliśmy do czynienia ze zmniejszeniem zachorowań. Grudzień to był ten miesiąc, kiedy zachorowań było dwa razy mniej niż w listopadzie, kiedy mieliśmy apogeum czy kulminację drugiej fali. W kolejnych dwóch miesiącach, czyli w styczniu i w lutym, obserwowaliśmy dalsze spadki. W styczniu pojawiła się również informacja i pierwszy potwierdzony w Polsce przypadek brytyjskiej mutacji koronawirusa. W zasadzie to była zapowiedź tego, z czym mamy do czynienia w marcu. Główną przyczyną rozwoju trzeciej fali pandemii jest na pewno mutacja brytyjska, która jest bardziej zakaźna. Również jej udział w populacji wirusa zdecydowanie się zwiększa.

    (Poseł Konrad Frysztak: Ile samolotów przyleciało?)

    (Poseł Anna Paluch: Nie zaniżajcie poziomu.)

    (Głos z sali: Pytania będą...)

    Wicemarszałek Włodzimierz Czarzasty:

    Proszę państwa, klaskaliście przed chwilą, jak mówiłem o dobrych zasadach. Mógłby pan minister skończyć swoje oświadczenie? Są potem wystąpienia w imieniu klubów. W związku z tym bardzo proszę...

    Proszę, panie ministrze.

    Minister Zdrowia Adam Niedzielski:

    W marcu nastąpił ponowny skok zachorowań. Mamy taką sytuację, że w pierwszej połowie marca mamy praktycznie więcej zachorowań niż w całym lutym, więc widać, że dynamika tego procesu wzrasta. Właśnie to jest jednym z najbardziej niepokojących zjawisk. To jest ta dynamika i jej chciałem kilka słów poświęcić.

    Po uspokajającej sytuacji w styczniu-lutym zaobserwowaliśmy pod koniec lutego przyrost średniotygodniowej dynamiki do poziomu rzędu 33-35%, potem ta dynamika nieznacznie zaczęła maleć, co dawało nadzieję, że ten proces będzie się stopniowo wygaszał. Natomiast niestety od 2 dni mamy bardzo negatywny sygnał w postaci skokowego przyrostu dynamiki zachorowań między kolejnymi tygodniami. Jeżeli popatrzymy sobie na 2 ostatnie dni, to ta dynamika niedzielna osiągnęła czy przekroczyła nawet wartość 75%, a dzisiejsze dane, które oczywiście dotyczą dnia wczorajszego, pokazują, że ta dynamika wynosi 44%. Czyli mamy, mimo wysokiego poziomu, mimo wcześniej obserwowanego trendu zmniejszenia tego tempa przyrostu zachorowań, odwrócenie tendencji i przyspieszenie dynamiki.

    Co to oznacza? To oznacza oczywiście, że zagrożenie związane z trzecią falą epidemii wirusa jest zagrożeniem realnym, zagrożeniem, które przyspiesza, że te kolejne dni, a nawet najbliższe tygodnie będą bardzo ciężkie dla polskiego systemu opieki zdrowotnej. Czeka nas trudny miesiąc, miesiąc, podczas którego system polskiej opieki zdrowotnej znowu będzie testował swoją wydolność, znowu będzie testował, jak dużo pacjentów może przyjąć, jak dużo pacjentów może obsłużyć, i to zarówno w trybie normalnych hospitalizacji, jak i w trybie tych ciężkich hospitalizacji, związanych z respiratorem.

    Sytuacja w kraju jest również bardzo zróżnicowana na poziomie regionów. Są w tej chwili w Polsce regiony, które mają bardzo wysokie wskaźniki zakażeń w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców. Te najbardziej dotknięte regiony to Warmia i Mazury, to są oczywiście województwa: mazowieckie (Dzwonek), lubuskie i pomorskie, ale w zasadzie te cztery województwa, które wymieniłem, to są województwa, gdzie ta liczba nowych zachorowań codziennie w ostatnim tygodniu przekracza średnio 50 osób na 100 tys., czyli to są już poziomy zachorowań, które przy drugiej fali powodowały wprowadzenie w całej Polsce obostrzeń, które nazywaliśmy bezpiecznikiem.

    Sytuacja w regionach jest rzeczywiście zróżnicowana, bo na drugim biegunie mamy takie województwa jak lubelskie, zachodniopomorskie czy opolskie, gdzie ta sytuacja jest zdecydowanie lepsza, ale niestety ta sytuacja jest prawdopodobnie lepsza tylko jeszcze przez chwilę, bo te same województwa, które przed chwilą wymieniłem, odnotowują najwyższe dynamiki wzrostu. Widać, że tak jak druga fala koronawirusa przetaczała się z południa - przypomnę, że ona się zaczynała w Małopolsce, na Podkarpaciu - przez Polskę w kierunku północnym, tak teraz mamy falę, która przetacza się z północy na południe.

    Jeżeli patrzymy sobie na to, czy to jest tendencja trwała, czy mamy jakiś przejściowy wzrost, to niestety bardzo negatywne sygnały płyną również ze strony zleceń na testowanie, które składa podstawowa opieka zdrowotna, czyli lekarze rodzinni. Nie ma absolutnie wyhamowania wzrostu liczby tych zleceń. W ostatnich tygodniach ona systematycznie rośnie. Dla porównania: w lutym czy pod koniec stycznia, kiedy była stosunkowo najmniejsza liczbę zachorowań, mieliśmy tygodniowo ok. 60 tys. zleceń. Dzisiaj widać, że tych zleceń za ostatni tydzień jest już ponad 170 tys. Tak więc proszę zobaczyć, jak dynamicznie zwiększa się również zgłaszalność chorych z objawami, z pewnym podejrzeniem ryzyka do lekarzy rodzinnych, tak że tych zleceń mamy praktycznie trzy razy więcej niż miesiąc temu - tak trzeba powiedzieć.

    Liczba testów w ujęciu tygodniowym również rośnie, przy czym jest to naturalna pochodna tej sytuacji, ale jak patrzymy na testy, to przede wszystkim martwimy się tym, że ich trafialność jest coraz większa. Ta trafialność, która znowu na poziomie końca stycznia i początku lutego była rzędu 14-15%, w tej chwili osiąga już 30%, czyli tak naprawdę co trzeci test jest trafiony, co też świadczy o tym, w jakiej jesteśmy sytuacji i jakie perspektywy nas czekają.

    Szanowni Państwo! Tak jak powiedziałem na wstępie, główną przyczyną jest tu pojawienie się mutacji brytyjskiej, która jest według różnych ocen od 40 do 70% bardziej zakaźna, ale niestety, co jest niezgodne z pewnymi przewidywaniami ekspertów, które były przedstawiane na przełomie roku 2020 i 2021, ten wirus jest również bardziej zjadliwy, ta umieralność według naszych danych i według danych, które były gromadzone w Wielkiej Brytanii, bo przecież tam się wszystko zaczęło, jeśli chodzi o trzecią falę, jest niestety wyższa. Dlatego od początku stycznia podejmujemy działania związane z sekwencjonowaniem genomu, czyli badaniem tego, z jakim typem wirusa mamy do czynienia. Początkowo to było kilkaset próbek, w tej chwili nasza wydolność badania genomu to jest mniej więcej 2000-2200 próbek miesięcznie. Docelowo przy wdrażaniu pewnych działań usprawniających po stronie PZH czy sanepidu chcemy dojść do poziomu mniej więcej 5 tys. próbek badanych miesięcznie. Niestety, ponieważ te badania wykonujemy systematycznie, to systematycznie widzimy, że udział tej mutacji brytyjskiej bardzo wyraźnie rośnie.

    (Poseł Janusz Korwin-Mikke: Niewyraźnie.)

    Jak patrzymy sobie na ostatnie 2, 3 miesiące, bo mówimy o końcówce stycznia, pierwsze próbki, które badaliśmy, miały udział rzędu 5%. Potem w lutym już widzieliśmy, że jest 15%, pod koniec lutego, na początku marca było 25%, a obecnie, ostatnie wyniki badania o tym mówią, ten udział sięga 45%.

    To przyrastanie wirusa, a może nawet trzeba powiedzieć wypieranie innych mutacji, świadczy o jego sile, świadczy o jego dynamice rozwoju, świadczy też o ogromnym zagrożeniu, jakie on stanowi dla zdrowia Polaków. Oczywiście cała ta sytuacja ze wzrostem zachorowań ma przełożenie na duże zmiany, jeśli chodzi o obciążenie infrastruktury szpitalnej. Mamy do czynienia w skali ostatniego pół miesiąca, będę mówił teraz o ostatnich 15 dniach, z tym, że poziom zajętości łóżek zwiększył się z 15 tys. do poziomu przekraczającego 20 tys. W ciągu 15 dni mamy bilans przyrostu obłożenia szpitalnego przekraczający 5 tys. Podobne tempo niestety można zaobserwować w przypadku tzw. łóżek respiratorowych, gdzie z poziomu 1500 na początku marca w tej chwili mamy ponad 2 tys., czyli widać, że to tempo narastania w ciągu 15 dni, mówimy o większej o 1/3 zajętości łóżek, bez względu na to, czy mówimy o zwykłej infrastrukturze, czy infrastrukturze respiratorowej, to jest dynamika rozwoju pandemii mutacji brytyjskiej.

    Startując w marcu, mieliśmy bazę przygotowaną na 26 tys. łóżek, 2700, 2800 respiratorów. Oczywiście od razu podjęliśmy działania związane ze zwiększaniem tej infrastruktury. One zwiększyły liczbę łóżek odpowiednio z poziomu 26 tys. do poziomu blisko 29,5 tys. Na razie cały czas, można powiedzieć, jest pewien bufor bezpieczeństwa, ale ten bufor bezpieczeństwa jest też zróżnicowany regionalnie. Mamy regiony, gdzie napięcie związane z wykorzystaniem łóżek jest zdecydowanie większe. To są takie regiony jak Mazowsze, jak kujawsko-pomorskie, bo to są te dwa województwa, gdzie jest największy poziom zajętości przekraczający 85%, jeżeli chodzi o poziom respiratorów. Dlatego podjęliśmy decyzję o tym, żeby w najbliższych dniach, w najbliższym tygodniu i w kolejnym tygodniu łącznie zwiększyć całkowitą dostępność łóżek o ponad 8 tys., żebyśmy doszli do poziomu 37,5 tys. łóżek dostępnych w systemie. Ten przyrost w stosunku do obecnej sytuacji, czyli ponad 29 tys., będzie rozłożony na dwa tempa. Mniej więcej połowa tych łóżek, trochę więcej, będzie, oczywiście w formie wykonywanej decyzji, po stronie szpitali realizowana w tym tygodniu, a druga połowa będzie realizowana w tygodniu kolejnym.

    (Głos z sali: Kosztem czego?)

    (Poseł Barbara Bartuś: Za chwilę będą pytania.)

    (Poseł Sławomir Nitras: Kosztem innych łóżek?)

    Jeśli chodzi o wykorzystanie szpitali tymczasowych, bo rozumiem, że do tego zmierza pańskie pytanie, to szpitale tymczasowe rzeczywiście pozwalają nam w mniejszym stopniu absorbować tę dotychczasową infrastrukturę szpitalną, bo możemy wykorzystać właśnie te łóżka w pierwszej kolejności w regionach, gdzie sytuacja jest napięta, a nie od razu zajmować tę infrastrukturę, która jest przeznaczona na leczenie innych chorób.

    Oczywiście bardzo dużo emocji w kontekście sytuacji pandemicznej wzbudziła decyzja o ograniczeniu planowych zabiegów. Myślę, że intencją tej dzisiejszej informacji jest przede wszystkim przedstawienie kontekstu, z czego to wynika. Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że ponownie, podejmując tę decyzję, udało nam się wyprzedzić pewną sytuację, czyli ta decyzja nie mała charakteru reaktywnego, tylko miała charakter proaktywny, przewidujący, że w najbliższych dniach dojdzie do eskalacji pandemii, że ta trzecia fala przyspieszy. To nie jest decyzja, która odnosiła się do tego momentu w czasie, w którym była podejmowana, tylko właśnie do zbliżającej się perspektywy przyspieszającej dynamiki pandemicznej.

    Zaskakujące z mojego punktu widzenia jest to, że to jest w zasadzie trzecia decyzja o ograniczeniu planowych przyjęć, którą podjęliśmy w trakcie pandemii, a tym razem wywołała ona tyle emocji. Wiemy wszyscy doskonale, że w tej chwili to zagrożenie liczone przyrostem dziennej liczby nowych przypadków hospitalizacji jest zdecydowanie większe niż wcześniej. Na wiosnę, podczas tzw. pierwszej fali, bo praktycznie jej przecież u nas nie było, mieliśmy taką decyzję podjętą w marcu, zaraz na samym początku pandemii. Sytuacja była analogiczna, jeżeli chodzi o zakresy, które ograniczyliśmy. Było to w formie miękkiego zalecenia. Było zrobione dokładnie to, co na wiosnę. Potem na jesień, dokładnie 14 października podjęliśmy identyczną decyzję. Mieliśmy duży przyrost zachorowań podczas drugiej fali, dlatego musieliśmy tę decyzję również podjąć. I mylą się ci, którzy sądzą, że to jest związane z tym, czy personel był zaszczepiony, czy nie, bo takie głosy padają. Otóż tutaj zaszczepienie nie ma kompletnie żadnego znaczenia, bo ci ludzie, którzy wykonują zabiegi planowe, są po prostu potrzebni bezpośrednio przy walce z COVID-em.

    (Poseł Sławomir Nitras: Wszyscy?)

    Oni muszą zająć te łóżka respiratorowe, pracować przy tych łóżkach respiratorowych, które się bardzo szybko zapełniają.

    Bardzo szybko zapełniają się również w szpitalach tymczasowych, ale same łóżka nie leczą. To jest personel, który odgrywa kluczową rolę, i ta decyzja, bardzo trudna decyzja, jedna z wielu bardzo trudnych decyzji, które musi nasz rząd podejmować, to są decyzje przewidujące, w których bierze się pod uwagę przyszły rozwój sytuacji i odpowiada na to wyzwanie, z jakim mamy do czynienia.

    Jak patrzymy na konsekwencje tych decyzji, które były podejmowane, to za każdym razem, gdy była podejmowana decyzja o ograniczeniu planowych przyjęć, te konsekwencje były zupełnie inne. Na początku, czyli przy tzw. pierwszej fali, decyzja o ograniczeniu planówek spowodowała w kwietniu, to był miesiąc krytyczny, jeśli chodzi o spadek liczby zabiegów, w przypadku kilku zakresów, tych przede wszystkim, które były objęte ograniczeniami, spadek średnio 80% w porównaniu z poziomem zabiegów wykonywanych w latach poprzednich. Do tego nie przyczyniła się tylko i wyłącznie ta decyzja, ale również pewien lęk, pewna obawa pacjentów przed przychodzeniem do szpitala, bo ta sama decyzja, która została podjęta w październiku, spowodowała redukcję do ok. 60% wykonywanych zabiegów w tych zakresach. Tak że nie tylko i wyłącznie od decyzji zależy poziom redukcji, on również zależy od nastawienia pacjentów.

    Najważniejsze, co chciałem podkreślić, to to, że ta decyzja jest zaleceniem. Zaleceniem, żeby każdorazowo brać pod uwagę, czy pacjent może poczekać na zabieg planowy, czy jednak ten zabieg jest konieczny i musi być wykonany. Z tego punktu widzenia tym zaleceniem nie są objęte zabiegi doraźne ani w żaden sposób zabiegi onkologiczne. Zresztą chciałem bardzo wyraźnie podkreślić, że onkologia jako taka przez cały czas pandemii nie była dotknięta tą daniną czy tą koniecznością wygospodarowania łóżek na walkę z COVID-em, była zawsze otoczona buforem bezpieczeństwa, dotyczyły jej specjalne warunki działania. Chcieliśmy, żeby właśnie onkologia była tą wyspą, jeśli można tak powiedzieć, oazą spokoju w COVID, żeby infrastruktura onkologiczna nie była dotknięta, i ona nie była dotknięta, koniecznością przeznaczania łóżek na walkę z COVID-em.

    Kolejnym bardzo ważnym zagadnieniem, które pokazuje, jak odnosimy się do problemów, które pojawiły się w trakcie walki z pandemią, jest program PulsoCare. Program PulsoCare daje możliwość każdej chorej osobie, która ma pozytywny test, otrzymania pulsoksymetru i prowadzenia monitoringu stanu zdrowia. Otóż główną przyczyną zgonów, z jakimi mieliśmy do czynienia w zeszłym roku, tej tzw. nadwyżkowej liczby zgonów, było zbyt późne trafianie pacjentów do szpitala. Żeby temu zapobiec, uruchomiliśmy ogólnokrajowy, potężny program, który w tej chwili obejmuje już ponad 300 tys. pacjentów. My do tych 300 tys. pacjentów wysłaliśmy pulsoksymetry. Mniej więcej 250 tys. z tych pacjentów to są osoby w wieku powyżej 55. roku życia, którym automatycznie dajemy taką możliwość. Nie czekamy, aż one pójdą do lekarza, nie czekamy, aż wypełnią formularz, tylko automatycznie, kiedy widzimy pozytywny wynik testu, wysyłamy pulsoksymetr z instrukcją obsługi. Urządzenie jest tylko częścią pakietu domowej opieki medycznej, bo mamy specjalne centrum monitorowania, gdzie te odczyty dla poszczególnych pacjentów są na bieżąco analizowane, monitorowane. Jeżeli widoczne jest jakieś odchylenie czy jakieś zaburzenie odczytu, natychmiast konsultant dzwoni. Jeżeli sytuacja okazuje się poważniejsza, mamy również lekarzy i pielęgniarki w centrum monitorowania, a w skrajnych przypadkach, myślę, że trzeba mówić o tym bardzo otwarcie, to pozwala na wezwanie zespołu ratownictwa medycznego w odpowiednim czasie. Ten program, mamy nadzieję, przyczyni się do zredukowania liczby zgonów, które są związane z COVID-em. Dziękuję bardzo. (Oklaski)

    (Poseł Sławomir Nitras: Żeby nie było wzrostu.)


Przebieg posiedzenia