9. kadencja, 28. posiedzenie, 1. dzień (14-04-2021)

5. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o systemie handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych oraz niektórych innych ustaw (druki nr 1008 i 1061).

Poseł Krzysztof Bosak:

    Dziękuję.

    Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Dyskutujemy nad ustawą, która ma, która jest konsekwencją unijnej polityki energetycznej, polityki, którą konsekwentnie od wielu lat krytykujemy. Nie dlatego, że jesteśmy przeciwko ochronie środowiska, ale dlatego, że jesteśmy przeciwko niszczeniu gospodarki pod hasłem ochrony środowiska. Jedyne, do czego dotychczas doprowadziła unijna polityka energetyczna, to do emigracji przemysłu poza Unię Europejską. Ostatnio w czasach pandemii, szczególnie w kontekście bezpieczeństwa lekowego, mogliśmy zauważyć, jak bardzo ta polityka mści się w wymiarze strategicznym na Europie. Wszystkie państwa na świecie, te poważne, liczące się, dbają o to, żeby swój przemysł rozwijać i żeby zachowywać niezależność w kluczowych, strategicznych sektorach. Nie da się tego robić bez posiadania swoich przemysłów energochłonnych. Polityka unijna prowadząca do wzrostu cen prądu, do wzrostu ceny ciepła, do wzrostu cen energii dla przemysłu wprost prowadzi do wykańczania energochłonnego przemysłu i utrudniania, podwyższania kosztów dla pozostałych gałęzi przemysłu.

    Projekt, nad którym dzisiaj dyskutujemy, ma częściowo łagodzić te skutki. Fakt, że tworzone są specjalna ustawa i specjalny fundusz w ramach Unii Europejskiej, a ta ustawa pomoże go wydatkować - fundusz modernizacyjny, pokazuje, że zarówno eurokraci, jak i polski rząd rozumieją, co robią. Niszczą gospodarkę i chcą to łagodzić. Łagodzić w jaki sposób? Jedyny sposób, jaki znają, to dosypywanie pieniędzy po to, żeby załagodzić ból, załagodzić straty związane ze wzrostem kosztów energii i z samą transformacją energetyczną. Metoda redukowania kosztów jest im obca, natomiast tam, gdzie sami potęgują koszty, chcą rozdawać pieniądze, wierząc w swoją moc sprawczą.

    Kwoty na papierze wyglądają imponująco, przytoczmy kilka liczb. Pieniądze z funduszu modernizacyjnego mają otrzymać państwa, które mają PKB per capita niższe o 60% od całej średniej unijnej. Pomiędzy 10 państw Unii Europejskiej mają zostać rozdysponowane środki ze sprzedaży 2% ogólnej puli uprawnień do emisji, czyli tzw. EU ETS. Polska ma otrzymać aż 43% dostępnej puli. To zostało przedstawione nam jako sukces negocjacyjny premiera Morawieckiego. Nie wspomniał premier o tym, nie chwalił się zbyt szeroko, że w grudniu 2020 r. zgodził się na podwyższenie celów redukcji emisji CO2 z 40% do 55%. Przypomnijmy, że te 40% było przedstawiane jako kapitulacja premiera Tuska, w czasie kiedy rządziła Platforma. 40% było przedstawiane jako katastrofa gospodarcza, która nadciąga nad Polskę. W grudniu, bez żadnych wielkich konsultacji premier Morawiecki wyjechał na unijny szczyt i zgodził się na dodatkowe 15%, bo dlaczego nie. W sumie mógł się zgodzić i na redukcję 90%, przecież nie on za to będzie odpowiadał w momencie, kiedy te przepisy będą realizowane i kiedy Polacy będą ponosić ich koszty, płacąc więcej za ciepło, płacąc więcej za prąd, nie mając miejsc pracy w przemysłach energochłonnych, które migrują poza Unię Europejską. To przecież nie on będzie rządził, on będzie wówczas w jakimś banku na pozycji doradcy zarządu, może w instytucjach międzynarodowych, na jakiejś ciepłej posadzie, a zwykli Polacy poniosą koszty tej polityki i tego, że w grudniu został poklepany po plecach przez unijnych partnerów za to, że zgodził się na plus 15% jako cel redukcji.

    Ale wróćmy do naszego funduszu modernizacyjnego. Finał tych rozliczeń, obliczeń przedstawionych nam przez eurokratów i polski rząd jest taki, że do podziału ma być 20 mld zł. Koszty całej transformacji energetycznej szacowane są na kwoty o rząd wielkości większe. Więc mówmy jasno polskiemu społeczeństwu: to, co Unia nam daje na osłodę, na załagodzenie bólu związanego z kosztami, które wygeneruje, to pewnie nie jest nawet 1/10 kosztów.

    Siedzi tutaj przede mną na sali wiceminister, który odpowiadał za te sprawy, kiedy był w rządzie, i mógłby nam powiedzieć, jakie są rzeczywiste, nieujawniane opinii publicznej kalkulacje dotyczące tego, ile nas to wszystko będzie kosztowało.

    To, co budzi moje zdumienie w zasadzie, to, że operatorem funduszu modernizacyjnego ustanawia się Narodowy Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jako żywo nie jestem pewien, czy jest to instytucja przygotowana do wdrażania operacyjnie finansowania transformacji energetycznej w Polsce. Bardzo bym chciał, żeby tak było. Życzę wszystkiego dobrego pracownikom Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, ale wydaje mi się, że dotychczas mniej byli skupieni na transformacji energetycznej, a bardziej na środowisku i gospodarce wodnej.

    Ostatnia rzecz w moim przemówieniu dotyczy ceny emisji uprawnień. One wzrosły w marcu obecnego roku do 42 euro. Tych cen nikt nie kontroluje, one stały się przedmiotem spekulacji. (Dzwonek) Ta spekulacja, ten wzrost cen to zwiastun wzrostu kosztów produkcji ciepła i prądu w Polsce, zwiastun katastrofy gospodarczej, którą ściągają na nas Unia Europejska i polski rząd, chwaląc się rzekomymi sukcesami. Dziękuję bardzo.


Przebieg posiedzenia