9. kadencja, 30. posiedzenie, 1. dzień (19-05-2021)
12. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Spraw Zagranicznych o pilnym rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o służbie zagranicznej (druki nr 1163 i 1184).
Poseł Władysław Teofil Bartoszewski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Od czasów mojego dzieciństwa kojarzyłem MSZ z aleją Szucha. 5 lat temu ministerstwo przeniosło się mentalnie do Janowa Podlaskiego i poszło drogą słynnej niegdyś stadniny koni. A w styczniu br. dołączyło do matriksa stworzonego przez dwóch Amerykanów polskiego pochodzenia, którzy jednak tej wolty MSZ w swoim scenariuszu filmu nie przewidzieli. W styczniu rząd polski przeforsował w 36 godzin destrukcyjną ustawę demontującą polską służbę zagraniczną. Projekt ustawy miał 92 artykuły. Na posiedzeniu komisji wiceminister miał czelność, nie pan minister Wawrzyk, wiceminister miał czelność pouczać jej członków, jak mają pracować. Powinien zostać zdyscyplinowany za to. Natychmiast okazało się wtedy, że to MSZ nie wie, jak pracować, gdyż podczas obrad Komisji Spraw Zagranicznych Biuro Legislacyjne Sejmu kwestionowało praktycznie każdy artykuł, a jeden określiło jako sprzeczny z konstytucją. Pracowaliśmy do godz. 3 nad ranem nad tą katastrofalną ustawą. Większość rządowa w komisji, a potem na sali sejmowej mimo to ten bubel prawny uchwaliła w ekspresowym tempie. Wskutek takiego bezmyślnego procedowania, zanim ustawa wejdzie w życie w czerwcu, rząd zgłosił już w trybie pilnym poprawki, które komisja musiała natychmiast rozpatrzyć. Do 92 artykułów ustawy rząd zgłosił 21 poprawek, a do tych poprawek jeszcze dwie autopoprawki. Świadczy to o kompletnym niechlujstwie legislacyjnym. A wydawało mi się, że w MSZ jest bardzo dużo prawników.
Przeforsowanie tej ustawy w styczniu miało trzy cele, prawdziwe cele, a nie to, o czym słyszeliśmy od pana posła sprawozdawcy. Po pierwsze, pozbycie się dyrektora generalnego z Ministerstwa Spraw Zagranicznych i zastąpienie go nowym szefem służby zagranicznej. Wniesione wczoraj poprawki przewidują wszakże, iż nowy szef będzie miał zamrożone kompetencje do 2023 r., czyli teoretycznie istnieje, ale nic nie może zrobić. To jest równoległa rzeczywistość i czysty matrix. Drugim celem było pozbycie się zawodowych dyplomatów i zastąpienie ich na stanowiskach ambasadorskich przez zwolenników partii rządzącej bez względu na ich brak doświadczenia, wiedzy i znajomości języków obcych. Daje to rządowi ponad 100 miejsc w naszych ambasadach dla jego popleczników. MSZ obłudnie tłumaczył, że Stany Zjednoczone Ameryki też wysyłają ludzi spoza zawodowej służby zagranicznej na stanowiska ambasadorów. Ministerstwo nie raczyło jednak powiedzieć, że od połowy lat 50. poprzedniego wieku tylko 30% ambasadorów amerykańskich nie wywodziło się ze służby zagranicznej, a ten procent rzeczywiście wzrósł za kadencji pana prezydenta Trumpa do 40%, ale nie do 100%, jak w tej chorej ustawie. Departament Stanu notabene do tej pory uznaje, w przeciwieństwie do tej ustawy, kategorię ambasadorów tytularnych. Komisja Zakładowa NSZZ ˝Solidarność˝ Pracowników Służby Zagranicznej RP zgłosiła bardzo krytyczne uwagi do tej ustawy, które mnie również przesłała. Tylko szaleńczy artykuł o dyskryminacji kobiet został uwzględniony. Przy okazji i z naruszeniem prawa pracy, Kodeksu pracy postanowiono pozbyć się doświadczonych pracowników służby zagranicznej, obligatoryjnie, czyli przymusowo, wygaszając stosunki pracy ze względu na osiągnięcie wieku emerytalnego. O tym mówi art. 41 ustawy, który powinien zostać oczywiście usunięty.
Praca w MSZ wymaga wykształcenia, znajomości języków, wiedzy i doświadczenia, które nabywa się przez lata. Problem w tym, że tacy dyplomaci mają rozum i własne zdanie i nie będą bezmyślnymi wykonawcami poleceń partyjnych. Ta ustawa, nawet z poprawkami, powinna wylądować w koszu na śmieci. Nasz klub będzie głosował przeciw. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Przebieg posiedzenia