9. kadencja, 33. posiedzenie, 2. dzień (24-06-2021)
18. punkt porządku dziennego:
Sprawozdanie Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa o rządowym projekcie ustawy o gatunkach obcych (druki nr 1187 i 1253).
Poseł Dobromir Sośnierz:
Ustawa o gatunkach obcych. Wszyscy po przeczytaniu tytułu spodziewają się uregulowania nareszcie palącego problemu Reptilian, ale tutaj niestety czeka nas rozczarowanie. Ani słowa o kosmitach. Ja nie mam zastrzeżeń co do większości zapisów tej ustawy, więc nie będę powtarzał rzeczy oczywistych, co do których chyba się wszyscy zgadzamy, ale zgodnie ze sprawdzoną taktyką ustawodawczą znaną jako jajko niespodzianka mamy w tej ustawie również jednego śmierdzącego zbuka w gratisie. Chodzi o próbę przepchnięcia tylnymi drzwiami kolejnego punktu z planu lobbystów z rozmaitych gangów złodziei zwierząt zwanych samozwańczymi obrońcami zwierząt, czyli próbę ograniczenia działalności cyrkowej. Już tu kiedyś mówiłem, że w jakimś stopniu rozumiem tę niechęć naszej Izby do cyrku. W końcu nikt nie lubi konkurencji i jak każdy, kto świadczy usługi kiepskiej jakości, nasza Izba chciałaby najwyraźniej mieć monopol na działalność cyrkową, ale de facto tańczycie tutaj pod dyktando złodziei, ludzi, którzy już teraz zajmują się pod różnymi wydumanymi pretekstami takimi napadami rabunkowymi w majestacie prawa mającymi na celu darmowe pozyskanie zwierząt od legalnych właścicieli. Podam chociażby przykład rodziny z Sosnowca, do której pewnego wieczoru wpada do mieszkania jakaś tam gówniara w towarzystwie osiłka i zabiera wszystko, co się rusza, bo według niej mają za małe mieszkanie na papugę i rybki. Potem ci ludzie latami bujają się po sądach, próbując odzyskać te zwierzęta, ale nawet nie wiadomo, gdzie te zwierzęta są.
Teraz robimy kolejny krok. Z dnia na dzień, bez żadnego powodu delegalizujemy posiadanie przez cyrki zwierząt wpisanych na jakąś arbitralną i dość przypadkową listę gatunków niebezpiecznych, a te cyrki, które już te zwierzęta mają, wpisujemy na krótką listę, która w niedalekiej przyszłości zostanie zapewne twórczo wykorzystana do gnębienia tych podmiotów. Sama ustawa nie wyjaśnia, do czego ta lista w ogóle jest potrzebna, więc ośmielam się stwierdzić, że po prostu nie jest potrzebna. Jej prawdziwy cel wychodzi poza obecną regulację i przygotowuje grunt pod kolejne wrogie działania, chociażby wrogie przejęcia różnych organizacji zwierzęcych.
Po pierwsze, ustawa rażąco wychodzi poza cel przedłożenia, jakim jest implementacja prawa unijnego. Dyrektywa, którą wdrażamy, nie zawiera takich zakazów. Jest to typowa wrzutka typu PiS-owskiego.
Po drugie, pozwalamy gminie na wydanie ot tak, z dnia na dzień, zakazu przetrzymywania na jej terenie dzikich zwierząt w cyrku. Ot tak, po prostu. Z dnia na dzień ludzie posiadający legalnie zwierzęta, ludzie, którzy zainwestowali pieniądze w ich utrzymanie, wychowanie, zapewnienie im warunków, którzy w końcu też do nich się przywiązali, często z wzajemnością, mogą być postawieni w sytuacji teoretycznie bez wyjścia, bez żadnego odszkodowania. Zwierzę można oczywiście teoretycznie przewieźć do innej gminy, ale jeśli ktoś zbudował dla niego odpowiednie pomieszczenia, wybiegi i inne ustrojstwa, to co ma z tym zrobić? Ma wziąć na plecy i zanieść do sąsiedniej gminy? Jak w tym kraju obywatel ma podejmować jakiekolwiek długoterminowe inwestycje, skoro na każdym kroku wysyłacie obywatelowi ostrzeżenia, żeby tego nie robił, bo w chorych głowach polityków w każdej chwili może się zrodzić jakiś pomysł, żeby czegoś zakazać, co było do tej pory legalne, albo dołożyć jakiś przepis, który spowoduje, że cała inwestycja straci sens?
Po trzecie, z jakiego, do cholery, powodu w ogóle to robimy? W uzasadnieniu napisano: Od czasu wprowadzenia przedmiotowego odstępstwa od zakazu część osób fizycznych w celu ominięcia przepisów założyła działalność cyrkową oraz uzyskała stosowne zezwolenie od powiatowego lekarza weterynarii, tym samym otwierając sobie drogę do legalnego przetrzymywania i posiadania gatunków niebezpiecznych należących do I kategorii. No i? I co w tym złego? Dostali zgodę, posiadają legalnie. Jaki macie z tym problem? Co się złego stało? Nic. Dalej napisano: Część z tych osób wykorzystuje zwierzęta niebezpieczne do działań edukacyjnych lub ekspozycyjnych. O zgrozo! No i? Pytam po raz kolejny. Czytamy dalej: Ile jest takich zwierząt w Polsce, których to w ogóle dotyczy? Według uzasadnienia osiem.
(Poseł Janusz Korwin-Mikke: Uwolnij słonia.)
Tak, osiem. Nie 8 tys., nie 800, tylko osiem.
(Poseł Janusz Korwin-Mikke: Uwolnij słonia.)
No, dokładnie.
Co wam to przeszkadza, do cholery? Właściciel ma swój istotny interes w tym, żeby zwierzę go nie zjadło, nie potrzebuje do tego waszej troski. A czy koń nie jest niebezpieczny, czy byk nie jest niebezpieczny, czy pies nie jest niebezpieczny, chociaż nie ma ich na tej liście? Co to w ogóle ma być?
Ustawy powinny rozwiązywać problemy, a nie je tworzyć. Tutaj nie ma żadnego uzasadnienia. Jest tylko lobbing złych ludzi, którzy chcą tanio lub za darmo pozyskać cudze zwierzęta, i jest zawiść. Tak, oczywiście, zwykła zawiść, bo normalny człowiek, jak widzi, że sąsiad ma nowy samochód, to zastanawia się, co zrobić, żeby też sobie taki samochód kupić, a socjalista, czy to bezbożny, czy pobożny, kombinuje, jak sprawić, żeby sąsiadowi ten samochód zabrali. (Dzwonek) Tacy jesteście, jak pies ogrodnika, sam nie weźmie, a drugiemu nie da.
Za takimi przepisami idą tragedie wielu ludzi. Pewnie niektórzy słyszeli np. o historii pumy Nubii, która do dzisiaj tęskni za swoim właścicielem w chorzowskim ogrodzie zoologicznym.
Wicemarszałek Małgorzata Kidawa-Błońska:
Dziękuję bardzo, panie pośle.
Poseł Dobromir Sośnierz:
To jest właśnie historia bezdusznych urzędników i głupich decyzji.
Ustawy w tej wersji, z tą śmierdzącą kupą rozsmarowaną między kartkami tej ustawy, nie możemy poprzeć. Składamy poprawki usuwające te szkodliwe przepisy.
Przebieg posiedzenia