9. kadencja, 36. posiedzenie, 1. dzień (11-08-2021)
Oświadczenia.
Poseł Dariusz Bąk:
Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Za miesiąc, 12 września, w Świątyni Opatrzności Bożej odbędzie się beatyfikacja wielkiego prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia. Kiedy prześledzi się naukę ks. kard. Wyszyńskiego, z łatwością można zauważyć, że nie ma takiej dziedziny życia, dla której pozostałby obojętny. Sporo miejsca poświecił komunizmowi, polskiej wsi i chyba najwięcej ojczyźnie.
Komunizm poddał krytyce, bo to ideologia wypaczająca wizję człowieka i państwa. Niszczy przeszłość, wiele warstw społecznych, patriotyzm i przywiązanie do własności. Na człowieka patrzy jak na kółko w zbiorowym mechanizmie potrzebne wtedy, gdy jest użyteczne do celów produkcyjnych. W komunizmie idea wolności jest fałszywa, bo w tym ustroju wolności nie ma. Obraz człowieka jest zafałszowany. Odrywa się go od wiary, unicestwia się Stwórcę i wszystkie oznaki kultu religijnego. Trzeba o tym pamiętać, bo komunizm wraca w nieco zmienionych formach, tylko walka z wiarą i Kościołem jest taka sama. Człowiek przestaje być w świecie najważniejszy, a świat jawi się jako forma przyrody bez końca modyfikowana, niszczona nielogicznymi wymaganiami i zarządzeniami. Kiedyś była walka klas, ciągły niepokój, my i oni, dziś człowiek uwolniony od zasad moralnych jawi się jako forma przyrody i świata w ogóle. Ks. prymas kard. Stefan Wyszyński przewidział to, zanim został dostojnikiem kościelnym.
Już od zarania swojej działalności wypowiadał się też na temat wsi i jej mieszkańców. Podczas odsłonięcia tablicy poświęconej Wincentemu Witosowi w bazylice archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie w 1975 r. prymas mówił słowa niezwykłe. Podkreślał, że naród musi być mocno oparty o rzeczywistość, która trzyma pazurami serca każdy kawałek ziemi ojczystej. Tak jak trawa pod dębami chroni glebę przed lotnymi piaskami, tak rolnik siedzący na swoim zagonie, miłujący ziemię rodzinną, wkładający w nią trud, pot, wysiłek, umiejętności, doświadczenie i miłość sprawia, że Polska nie jest terenem przepychanym w prawo i w lewo. Tak było w czasie rozbiorów. Nie było, zda się, nikogo do obrony, ale pozostał naród, który ogarniał sercem każdy zagon i nie pozwolił go sobie wydrzeć, bo to jest warunek trwałości naszego bytu narodowego. I dlatego naród przetrwał. Cóż z tego - mówił - że nabudujemy wiele miast, które się zamerykanizują w swoim zewnętrznym wyglądzie? Cóż z tego, że pójdziemy w ślady kapitalizmu przemysłowego, jeśli nie będzie komu dostarczać do wielkich miast chleba, warzyw i wszystkiego, czego potrzebuje dziecko, mędrzec i starzec?
Ks. prymas uważał, że rolnik musi mieć swoją własność prywatną, bo to warunek stabilności bytowania narodu. Szanował wybitnego ludowca Stanisława Mikołajczyka i głęboko przeżywał dramat ludowców skupionych wokół niego. Tragiczne przeżycia ludowców to znaczący element dramatu całego narodu w naszej powojennej historii. Doceniał walkę chłopów z totalitaryzmem komunistycznym. Mówił o ludziach wsi, cytuję: Mają żywe poczucie prawa, wiary i tradycji, szanują pracę i kochają ziemię. Pomagają często ludności miejskiej w walce z głodem i nędzą. Nie znoszą komunizmu i przywiązani są do własności. Ich to przeważnie staraniem wznoszone są nowe kościoły i oni też utrzymują księży i wiejskie parafie. Bez nich Polska nie mogłaby istnieć. Koniec cytatu. Rzym, czerwiec 1957 r.
A swoją drogą, kto dziś pamięta, że to mieszkańcy wsi przygarniali powstańcze sieroty, dając im bezpieczny dach nad głową i zapewniając utrzymanie? A tak było po powstaniu styczniowym i po powstaniu warszawskim, którego rocznicę wybuchu wspominaliśmy w niedzielę 1 sierpnia. A o tym powstaniu, o jego bohaterach i ofiarach nikt tak pięknie nie mówił jak on - Prymas Tysiąclecia. (Dzwonek) Mówił też pięknie o Polsce i Polakach. Nazywał nas orłami, które nie mogą się bać przepaści, wichrów i burz. Odważne serca i wzrok pozwolą dojrzeć to, co wielkie i ważne, bo dla nas - mówił - po Bogu najświętsza miłość to Polska. Dziękuję.
Przebieg posiedzenia