9. kadencja, 37. posiedzenie, 1. dzień (15-09-2021)

9. punkt porządku dziennego:

Sprawozdanie Komisji Kultury i Środków Przekazu o poselskim projekcie uchwały w sprawie upamiętnienia świętego Maksymiliana Kolbe w 80. rocznicę śmierci (druki nr 1452 i 1500).

Poseł Jarosław Rzepa:

    Szanowna Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Pozwólcie państwo, że rozpocznę od słów, które wszyscy katolicy pewnie znają: bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Te słowa św. Łukasza oddają chyba w pełni postawę ojca Maksymiliana Marii Kolbego.

    Urodził się, tak jak było powiedziane, szanowni państwo, 8 stycznia 1894 r. w Zduńskiej Woli. W wieku 16 lat wstąpił do zakonu franciszkanów we Lwowie i otrzymał imię Maksymilian. Następnie pojechał do Rzymu, gdzie uzyskał doktoraty z filozofii, teologii. W 1917 r. założył tam Stowarzyszenie Rycerstwa Niepokalanej, a rok później przyjął święcenia kapłańskie. Po powrocie do Polski w 1919 r. założył pod Warszawą klasztor w Niepokalanowie oraz zaczął wydawać pismo ˝Rycerz Niepokalanej˝. Sukcesy odniesione w Polsce nie zadowoliły zakonnika. Chcąc zdobyć cały świat dla Niepokalanej, wyjechał w 1930 r. na misję do Chin, a potem do Japonii. Mimo że nawet niektórzy jego bracia uważali, że wyprawa na Daleki Wschód to szaleństwo, ojciec Kolbe stworzył w Nagasaki drugi Niepokalanów. Wydawał japoński odpowiednik ˝Rycerza Niepokalanej˝ oraz założył nowicjat i seminarium. W 1936 r. zakonnik wrócił do Polski, gdzie później zastała go II wojna światowa. Został aresztowany przez gestapo, był przesłuchiwany na Pawiaku. 28 maja 1941 r. ojciec Maksymilian Kolbe trafił do obozu zagłady w Auschwitz-Birkenau. Nadano mu numer 16 670. Ojciec Kolbe był pełen nieziemskiego spokoju, w nocy pocieszał i podnosił na duchu skazańców. Chciał w nich wzbudzić wolę życia i przetrwania, wspominał jeden z ocalonych więźniów. Do swoich towarzyszy mówił: ufajcie Niepokalanej, wy, młodzi, żyć będziecie, ja obozu nie przeżyję, ale wy będziecie uratowani.

    W lipcu 1941 r. po ucieczce jednego z więźniów komendant obozu, lagerführer Karl Fritzsch, skazał 10 osób na śmierć głodową. Choć o. Maksymilian nie był w tej grupie, dobrowolnie zamienił się i ofiarował swoje życie za nieznanego mu Franciszka Gajowniczka. Swoją decyzję uzasadniał wtedy tak: Mam już blisko 50 lat, życie moje przeżyłem, a ten ma życie przed sobą, ma żonę i dzieci. Zaskoczonemu Niemcowi, który pytał, dlaczego chce pójść na śmierć za obcego człowieka, odpowiedział: Chcę innym dodać odwagi do życia.

    Franciszkanin zmarł 14 sierpnia 1941 r., dobity zastrzykiem z fenolu, jako ostatni z więźniów zamkniętych w bunkrze głodowym w podziemiach bloku 11, tzw. bloku śmierci. (Dzwonek)

    Klub Parlamentarny Koalicja Polska - Polskie Stronnictwo Ludowe, Unia Europejskich Demokratów, Konserwatyści wyraża największe uznanie dla tego wielkiego Polaka. (Oklaski)


Przebieg posiedzenia